15.07.2024, 08:07 ✶
To nie był mugol. To był jej stażysta, najwyraźniej najbardziej pechowy chłopak na świecie.
Florence nie miała czasu zastanawiać się, czy to dobrze, czy źle, że nie miała dl czynienia z mieszkańcem okolicy - chociaż zapewne uznałaby, że dobrze, przynajmniej ze względu na późną porę na ulicy byli sami, i nie naruszyła kodeksu tajności. W tej chwili istotne były jednak psy. Chociaż wszystkie trzy uderzyły o ziemię, a jeden z nich zaskomlał przy tym boleśnie i rzucił się do ucieczki (wiedziała, że prawdopodobnie go zraniła, ale poszarpana kurtka młodego uzdrowiciela jasno pokazywała, że to nie była pora na sentymenty), dwa pozostałe nie poszły w jego ślady. Jeden zdawał się skonsternowana, ale już podnosił się na niepewnych lapach, a z paszczy kolejnego wydostał się warkot: jakby to uderzenie, niespodziewane przerwanie mu zabawy, tylko jeszcze bardziej do rozzłościło.
- Panie O'Dwyer, proszę wstać i wyciągnąć różdżkę - poleciła ostrym tonem, gdy pierwszy z psów zaszarżował, a ona była pewna, że drugi zaraz pójdzie w jego ślady. W stadzie zwierzęta były znacznie odważniejsze niż osobno, a Florence była uzdrowicielką, nie łowczynią potworów czy pojedynkowcem.
Oczywiście, nie oznaczało to, że planowała po prostu stać. Gdyby nie umieli poradzić sobie we dwoje z trójką rozwścieczonych psów, równie dobrze mogliby połamać różdżki i iść żyć w mugolskim świecie.
Machnęła ponownie różdżką, tym razem usiłując sznurem splątany nogi psa, próbującego skoczyć na plecy Leo. Prawdopodobnie powinna sięgnąć po dużo bardziej mordercze zaklęcia, ale niezależnie od tego, co myślał o niej Cameron Lupin, Bulstrode nigdy nie sięgnęłaby instynktownie po magię, która byłaby naprawdę dla kogoś niebezpieczna.
Florence nie miała czasu zastanawiać się, czy to dobrze, czy źle, że nie miała dl czynienia z mieszkańcem okolicy - chociaż zapewne uznałaby, że dobrze, przynajmniej ze względu na późną porę na ulicy byli sami, i nie naruszyła kodeksu tajności. W tej chwili istotne były jednak psy. Chociaż wszystkie trzy uderzyły o ziemię, a jeden z nich zaskomlał przy tym boleśnie i rzucił się do ucieczki (wiedziała, że prawdopodobnie go zraniła, ale poszarpana kurtka młodego uzdrowiciela jasno pokazywała, że to nie była pora na sentymenty), dwa pozostałe nie poszły w jego ślady. Jeden zdawał się skonsternowana, ale już podnosił się na niepewnych lapach, a z paszczy kolejnego wydostał się warkot: jakby to uderzenie, niespodziewane przerwanie mu zabawy, tylko jeszcze bardziej do rozzłościło.
- Panie O'Dwyer, proszę wstać i wyciągnąć różdżkę - poleciła ostrym tonem, gdy pierwszy z psów zaszarżował, a ona była pewna, że drugi zaraz pójdzie w jego ślady. W stadzie zwierzęta były znacznie odważniejsze niż osobno, a Florence była uzdrowicielką, nie łowczynią potworów czy pojedynkowcem.
Oczywiście, nie oznaczało to, że planowała po prostu stać. Gdyby nie umieli poradzić sobie we dwoje z trójką rozwścieczonych psów, równie dobrze mogliby połamać różdżki i iść żyć w mugolskim świecie.
Machnęła ponownie różdżką, tym razem usiłując sznurem splątany nogi psa, próbującego skoczyć na plecy Leo. Prawdopodobnie powinna sięgnąć po dużo bardziej mordercze zaklęcia, ale niezależnie od tego, co myślał o niej Cameron Lupin, Bulstrode nigdy nie sięgnęłaby instynktownie po magię, która byłaby naprawdę dla kogoś niebezpieczna.
Rzut Z 1d100 - 80
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 44
Slaby sukces...
Slaby sukces...