14.07.2024, 18:30 ✶
Była bardzo zaintrygowana, jak mężczyzna zareaguje na objawienie Gionady, domagającego się godnego pochówku, ale najwyraźniej musiał go widywać w lustrze regularnie i nie było dla niego wielkim zaskoczeniem, że duch postanowił objawić się ponownie.
Ewentualnie był zbyt skupiony na tym, że „Gionata” powstał z martwych i nie zwracał już uwagi na nic innego, poza próbą schwytania go w sieć. Przemocą i olbrzymim długiem za zniszczenie zaczarowanego lustra…
Włoch chyba wiedział, czym jest różdżka, bo kiedy Selwyn sięgnął po swoją, jego ręka wystrzeliła w stronę broni. Czar był jednak szybszy i mężczyzna obrócił się gwałtownie, wypadając z pomieszczenia, omal nie zderzając przy tym ze swoimi skonsternowanymi takim biegiem wydarzeń ochroniarzami. Charlotte też nie czekała długo: machnęła własną różdżką, zatrzaskując za nimi drzwi, a potem kolejnym ruchem zaryglowała je za ich plecami.
– Niech teraz sobie spróbuje nas porywać. Pracować dla charłaka! – prychnęła Charlotte, po czym ruszyła w stronę ducha, wciąż skulonego w kącie. – No już. Nazwisko! Zniszczyliśmy to przeklęte lustro, i mamy teraz kaprys stąd wyjść.
Duch spojrzał na nią, a Charlotte po raz kolejny w swoim życiu pożałowała, że nie przykładała się do nauki egzorcyzmów tak jak do ich wywoływania. Zwłaszcza że czar Jonathana stracił swoją moc i ktoś dobijał się z powrotem do drzwi.
– Gallo – wyszeptał jednak, spoglądając na odłamki lustra, poniewierające się po podłodze. – Ja… dziękuję wam. Teraz…
– Tak, tak, Johny, otwieraj to przejście – zażądała Kelly, obracając się w stronę pokoju, i tego przedziwnego ołtarzyka. Może drażnił ją ten obraz, może robiła na złość Włochowi, może miała to być część dywersji, mającej ułatwić im ucieczkę, a może do głosu doszedł pierwiastek szaleństwa mieszkający w jej duszy, by wycelowała różdżką i zalała zarówno portret, jak i róże ogniem, a potem z pewną satysfakcją patrzyła, jak pochłaniają je płomienie: i jak kolejne iskry padają na meble. Oj będą mieli tutaj trochę gaszenia.
– Będziemy chyba musieli bardzo szybko opuścić Włochy – dodała z pewnym żalem. Nie z powodu Ministerstwa, bo jakoś wątpiła, by charłak złożył skargę na dwójkę czarodziejów, którzy mogliby wspomnieć, że och, chyba zamordował jednego maga (Charlotte zresztą nosiła się z zamiarem dowiedzenia więcej o czarodziejskiej rodzinie Gallo i może posłaniu jakiegoś drobnego, anonimowego liściku, co do osoby odpowiedzialnej za jego zniknięcie). Ale wątpiła, by ten drań dał Jonathanowi spokój ot tak, a miał ludzi na swoje usługi.
A. I pewnie nie spodoba się mu, że rozwalili jego lustro i puściła z dymem cały ołtarzyk.
Ewentualnie był zbyt skupiony na tym, że „Gionata” powstał z martwych i nie zwracał już uwagi na nic innego, poza próbą schwytania go w sieć. Przemocą i olbrzymim długiem za zniszczenie zaczarowanego lustra…
Włoch chyba wiedział, czym jest różdżka, bo kiedy Selwyn sięgnął po swoją, jego ręka wystrzeliła w stronę broni. Czar był jednak szybszy i mężczyzna obrócił się gwałtownie, wypadając z pomieszczenia, omal nie zderzając przy tym ze swoimi skonsternowanymi takim biegiem wydarzeń ochroniarzami. Charlotte też nie czekała długo: machnęła własną różdżką, zatrzaskując za nimi drzwi, a potem kolejnym ruchem zaryglowała je za ich plecami.
– Niech teraz sobie spróbuje nas porywać. Pracować dla charłaka! – prychnęła Charlotte, po czym ruszyła w stronę ducha, wciąż skulonego w kącie. – No już. Nazwisko! Zniszczyliśmy to przeklęte lustro, i mamy teraz kaprys stąd wyjść.
Duch spojrzał na nią, a Charlotte po raz kolejny w swoim życiu pożałowała, że nie przykładała się do nauki egzorcyzmów tak jak do ich wywoływania. Zwłaszcza że czar Jonathana stracił swoją moc i ktoś dobijał się z powrotem do drzwi.
– Gallo – wyszeptał jednak, spoglądając na odłamki lustra, poniewierające się po podłodze. – Ja… dziękuję wam. Teraz…
– Tak, tak, Johny, otwieraj to przejście – zażądała Kelly, obracając się w stronę pokoju, i tego przedziwnego ołtarzyka. Może drażnił ją ten obraz, może robiła na złość Włochowi, może miała to być część dywersji, mającej ułatwić im ucieczkę, a może do głosu doszedł pierwiastek szaleństwa mieszkający w jej duszy, by wycelowała różdżką i zalała zarówno portret, jak i róże ogniem, a potem z pewną satysfakcją patrzyła, jak pochłaniają je płomienie: i jak kolejne iskry padają na meble. Oj będą mieli tutaj trochę gaszenia.
– Będziemy chyba musieli bardzo szybko opuścić Włochy – dodała z pewnym żalem. Nie z powodu Ministerstwa, bo jakoś wątpiła, by charłak złożył skargę na dwójkę czarodziejów, którzy mogliby wspomnieć, że och, chyba zamordował jednego maga (Charlotte zresztą nosiła się z zamiarem dowiedzenia więcej o czarodziejskiej rodzinie Gallo i może posłaniu jakiegoś drobnego, anonimowego liściku, co do osoby odpowiedzialnej za jego zniknięcie). Ale wątpiła, by ten drań dał Jonathanowi spokój ot tak, a miał ludzi na swoje usługi.
A. I pewnie nie spodoba się mu, że rozwalili jego lustro i puściła z dymem cały ołtarzyk.