14.07.2024, 12:38 ✶
– Wydaje mi się, że się znamy – powiedziała, przypatrując się mu uważnie: wszystko w jego twarzy zdawało się dobrze znane, tak samo jak głos i każdy gest. To przeczucie uspokajało ją trochę, bo chociaż nie wiedziała ani gdzie jest, ani kim jest, to przynajmniej nie była w tym sama. A nie mogła wpaść w panikę, bo…
…bo nigdy w nią nie wpadała? Ktoś musiał być spokojny i zwykle tym kimś była ona: nie miała tylko pewności dlaczego, ale nagle pomyślała o braciach. Miała chyba rodzeństwo?
– Dlaczego ktoś miałby zastawiać na nas pułapkę?
Też się podniosła i sprawdziła kieszenie spódnicy, ale nie znalazła w nich żadnych dokumentów, a jedynie chusteczkę, starannie złożoną, biało – niebieską. Rozejrzała się za torebką, pewna, że ta powinna być gdzieś w pobliżu, bo przecież nigdy nie ruszała się nigdzie bez swojej torebki, ale nie zdołała jej dostrzec. Pomyślała jednak, że jeśli pamięta tę torebkę, może z jej pamięcią nie jest tak źle: może wspomnienia wrócą.
– Jesteś bardzo blady. Nie masz gorączki? – spytała, zwracając znowu spojrzenie na niego, a potem odruchowo uniosła rękę, chcąc dotknąć czoła i sprawdzić, czy nie ma temperatury, jak (też nagle była pewna) robiła bardzo często. Jego czoło nie było jednak rozpalone. Nie było nawet chłodne. Pod jej ciepłą dłonią było tak zimne, jakby ten człowiek znajdował się w stanie hipotermii.
Albo nawet nie żył.
– Dobrze… dobrze się czujesz? – zapytała cicho, cofając rękę, zastanawiając się, czy może jednak nie miała racji. Może faktycznie umarli. Albo ona umarła. Lub on. Dlaczego on był zimny, a ona wciąż ciepła? Czuła się żywa. Jej serce biło. Kiedy uniosła palce do własnej szyi, tak na wszelki wypadek, bez problemu odnalazła puls.
Obróciła się i powoli zbliżyła do wielkiej szyby, za którą znajdowały się pasy startowe, chcąc spojrzeć na swoje odbicie. Było tam, niewyraźne, rozmyte, ale mogła zobaczyć kasztanowe włosy, związane w warkocz, twarz - też była bardzo blada – o klasycznych rysach, i oczy, bardzo jasne. Takie same jak u jej brata. U obu braci. Oczy Bulstrodów.
– Bulstrode – mruknęła z pewnym zastanowieniem. – To chyba moje nazwisko.
…bo nigdy w nią nie wpadała? Ktoś musiał być spokojny i zwykle tym kimś była ona: nie miała tylko pewności dlaczego, ale nagle pomyślała o braciach. Miała chyba rodzeństwo?
– Dlaczego ktoś miałby zastawiać na nas pułapkę?
Też się podniosła i sprawdziła kieszenie spódnicy, ale nie znalazła w nich żadnych dokumentów, a jedynie chusteczkę, starannie złożoną, biało – niebieską. Rozejrzała się za torebką, pewna, że ta powinna być gdzieś w pobliżu, bo przecież nigdy nie ruszała się nigdzie bez swojej torebki, ale nie zdołała jej dostrzec. Pomyślała jednak, że jeśli pamięta tę torebkę, może z jej pamięcią nie jest tak źle: może wspomnienia wrócą.
– Jesteś bardzo blady. Nie masz gorączki? – spytała, zwracając znowu spojrzenie na niego, a potem odruchowo uniosła rękę, chcąc dotknąć czoła i sprawdzić, czy nie ma temperatury, jak (też nagle była pewna) robiła bardzo często. Jego czoło nie było jednak rozpalone. Nie było nawet chłodne. Pod jej ciepłą dłonią było tak zimne, jakby ten człowiek znajdował się w stanie hipotermii.
Albo nawet nie żył.
– Dobrze… dobrze się czujesz? – zapytała cicho, cofając rękę, zastanawiając się, czy może jednak nie miała racji. Może faktycznie umarli. Albo ona umarła. Lub on. Dlaczego on był zimny, a ona wciąż ciepła? Czuła się żywa. Jej serce biło. Kiedy uniosła palce do własnej szyi, tak na wszelki wypadek, bez problemu odnalazła puls.
Obróciła się i powoli zbliżyła do wielkiej szyby, za którą znajdowały się pasy startowe, chcąc spojrzeć na swoje odbicie. Było tam, niewyraźne, rozmyte, ale mogła zobaczyć kasztanowe włosy, związane w warkocz, twarz - też była bardzo blada – o klasycznych rysach, i oczy, bardzo jasne. Takie same jak u jej brata. U obu braci. Oczy Bulstrodów.
– Bulstrode – mruknęła z pewnym zastanowieniem. – To chyba moje nazwisko.