12.07.2024, 16:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.07.2024, 21:52 przez Jonathan Selwyn.)
Gionata wyciągnął ręce do góry w obronnym geście i Jonathan przez chwilę miał wrażenie, że gdyby nie jego podejście do lustra, duch, przerażony słowem na e, byłby gotowy po prostu podać im swoje nazwisko.
Paradoksalnie pytanie Lottie, która miała nie zadawać lustru żadnych pytań, sprawiło, że Selwyn uśmiechnął się.
– Lottie, naprawdę. Potrzebujesz usłyszeć nawet od nagicznego lustra, że to ja prowadzę w tej grze? – spytał, siląc się na luźny ton głosu, ale jednak ktoś, kto znał go tak doskonale, jak czarownica, bez problemu mógł się zorientować, że coś było wciąż bardzo nie tak.
I w sumie to Selwyn naprawdę przez chwilę się łudził, że lustro wypowie jego imię, kiedy nagle usłyszeli kroki. Och, nie dobrze. W takim razie trzeba było szybko je niszczyć.
– Lottie, proszę ochraniaj moją twarz – wymamrotał, ponownie chwytając przyjaciółkę za dłoń, tak by odciągnąć, ją nieco od lustra, gdyby to co zamierzał zaraz zrobić, poskutkowało niewielką eksplozją. Liczył, że Kelly po prostu rzuci jakieś zaklęcie ochronne, ale i tak wolał rycersko ochraniać ją własnym ciałem, jakby to nie ona z ich dwójki zachowywała się dzisiaj bardziej po gryfońsku. Kroki się nasilały, naprawdę nie mieli już dużo czasu.
Bez dłuższego namysłu, Selwyn więc po prostu rzucił w lustro zaklęciem, które powinno rozbić szklaną powierzchnię na drobny mak.
Paradoksalnie pytanie Lottie, która miała nie zadawać lustru żadnych pytań, sprawiło, że Selwyn uśmiechnął się.
– Lottie, naprawdę. Potrzebujesz usłyszeć nawet od nagicznego lustra, że to ja prowadzę w tej grze? – spytał, siląc się na luźny ton głosu, ale jednak ktoś, kto znał go tak doskonale, jak czarownica, bez problemu mógł się zorientować, że coś było wciąż bardzo nie tak.
I w sumie to Selwyn naprawdę przez chwilę się łudził, że lustro wypowie jego imię, kiedy nagle usłyszeli kroki. Och, nie dobrze. W takim razie trzeba było szybko je niszczyć.
– Lottie, proszę ochraniaj moją twarz – wymamrotał, ponownie chwytając przyjaciółkę za dłoń, tak by odciągnąć, ją nieco od lustra, gdyby to co zamierzał zaraz zrobić, poskutkowało niewielką eksplozją. Liczył, że Kelly po prostu rzuci jakieś zaklęcie ochronne, ale i tak wolał rycersko ochraniać ją własnym ciałem, jakby to nie ona z ich dwójki zachowywała się dzisiaj bardziej po gryfońsku. Kroki się nasilały, naprawdę nie mieli już dużo czasu.
Bez dłuższego namysłu, Selwyn więc po prostu rzucił w lustro zaklęciem, które powinno rozbić szklaną powierzchnię na drobny mak.