Agnès nie była kimś, kto przejmował się tym czy coś wypadało, czy może jednak niekoniecznie. Odkąd jej mąż, niech Matka ma tego cholernika pod opieką, odszedł z tego świata, wieloma kwestiami przestała się przejmować. Nie musiała już dłużej tego robić. Mogła natomiast żyć; żyć dokładnie tak, jak żyć chciała. Będąc kobietą wolną i niezależną. Należało jej się to za te wszystkie lata, które spędziła u boku Oswalda Prewetta. Tak po prostu. Nie miała żadnych oporów, żeby o tym mówić. Ale też - na mówienie o tym mogła sobie po prostu pozwolić. Bo tak po prawdzie nie była już od nikogo zależna. I ten brak zależności naprawdę bardzo, ale to bardzo jej odpowiadał.
- Zaczynasz, Kotku, czarować prawie jak nasz drogi Anthony. - zareagowała na otrzymany właśnie od Camille komplement. Uparcie twierdziła, że komplementów nie potrzebuje, ale zarazem z każdego się cieszyła. Było można to po niej zauważyć.
No tak, Oczywiście, że ktokolwiek stał się bohaterem skandalu, to tym kimś nie była Camille. Głupiutka Agnès, jak w ogóle mogła w ten sposób pomyśleć? Camille nie miała przecież w sobie tego czegoś. Nie była takim typem... nawet nie kobiety, prędzej osoby. Co innego natomiast wspomniany przez nią tych kilka chwil później Atreus.
- Camille, cheri, nie chcesz mi chyba powiedzieć, że ktoś skradł Twoje serce? - zapytała. Po cichu. Z trudem powstrzymując się przy tym, żeby z tej ekscytacji nie podnieść głosu. Wiedziała jednak, że takie ogłaszanie tego w towarzystwie innych osób, nie byłoby po prostu w stylu Camille. A cokolwiek by o Agnès powiedzieć - swoimi bliskimi się zawsze przejmowała. Starała o nich dbać.
Pokiwała głową w kierunku Lorien.
- Oh. To okropne. Nie zaprosili was? - z marszu zinterpretowała to w taki sposób. Bo skoro nie tej przyjemności, to zapewne zaproszenie do nich nie dotarło. Czyżby... coś jej zaświtało, że przecież w lipcu był jakiś proces, chyba właśnie Mulcibera? Chodziło więc zapewne o skandal. Nie dość dobre imię rodziny. - Blackowie zawsze uważali się za lepszych niż są w rzeczywistości. Zawsze czyści. Ha! Dobre sobie. - dodała, aczkolwiek niekoniecznie dlatego, że faktycznie tak uważała. Nie. Agnès to ten typ kobiety, która każdemu potrafiła powiedzieć coś innego. Zdecydować się na to, co jej zdaniem najlepiej odpowiadało sytuacji. Z reguły nie myślała przy tym o potencjalnych konsekwencjach. - Nie przejmowałabym się tym, kochanie. Na nich świat się nie kończy. - po tych słowach, pozwoliła sobie nawet położyć dłoń na ramieniu Lorien. Taka była dobra. Wspierająca. Okazywała dużo zrozumienia. Inni powinni to naprawdę docenić.
Elise, która akurat odwiedziła pokój, w którym się znajdywali, pozwoliła Lorien umieścić na tacy niedopitego szampana.
- Czerwone, wytrawne. Rozumiem. - potwierdziła tym samym przyjęcie tego prostego zamówienia. Spojrzała jeszcze przy okazji po pozostałych. Czy ktoś jeszcze czegoś potrzebował? Chciał poprosić? Nie dopytywała, nauczona, że to oni sami zwracali się do niej ze swoimi życzeniami. Nie przeszkadzała w rozmowie.
- Dla mnie też, kochanie. - Agnès dorzuciła swoją prośbę do zamówienia Lorien. - Czerwone, półsłodkie. Te co zawsze.
Jeśli ktokolwiek jeszcze dołączył się ze swoim zamówieniem, dziewczyna je przyjęła, opuszczając następnie pokój i udając się do głównego pomieszczenia. Trzeba będzie chwileczkę poczekać aż wróci.
Pozwoliła pozostałym, żeby postawili swoje żetony. Chwila przerwy, po której mogli kontynuować rozmowę. Wrócić do tematu nie tak dawnego wesela Blacków. Wysłuchała uważnie opowieści Camille. Kura?! Co za błazeństwo! Nawet ona, choć pozwalała sobie na wiele, nie chciałaby na własnych przyjęciach kur oglądać. Bądźmy poważni. Oczywiście o tym, że na jej przyjęciach bywały w przeszłości różne inne zwierzęta... o tym nie pomyślała nawet przez chwilę.
- Cóż. Czasy się zmieniają, ale jak widać niekoniecznie na lepsze. - skwitowała to wszystko. Odniosła się tym samym do słów Richarda. Nie chciała jednak tego kontynuować. Gadania o Blackach oczywiście. - Atreus ostatnio chyba miał jakieś ciężkie dni? Słyszałam, że trochę tych bójek w ostatnich tygodniach biedak zaliczył? - zainteresowała się. Doszło bowiem do jej uszu coś na ten temat. Chyba tłumaczyli to jakimś rozstaniem? Ot, musiał się ze wszystkim chłopak uporać. - Nie dość, że to całe Beltane, to chyba jeszcze w życiu uczuciowym nie bardzo ma szczęście. - westchnęła, zastanawiając się nad tym, co takiego się z tym biednym Bulstrodem podziało. Taki dobry chłopak był z niego. Zawsze dzień dobry mówił, a tu teraz skandal za skandalem, plotka za plotką! - Wiesz, moja dobra znajoma opowiadała mi o tym, jakoby ktoś mu dziewczynę odbił? Albo nawet narzeczoną? I że ta cała jego narzeczona mu dużo wstydu narobiła występując w jakimś... Widowisku Randkowym? I jakby tego było mało, to jeszcze na oczach wszystkich uciekła przed nim z Dziurawego Kotła razem ze swoim nowym kochankiem, zamiast to wszystko jakoś normalnie wytłumaczyć. Wiecie, dogadać się jak dorośli ludzie.- pokręciła głową z wyraźną dezaprobatą. - Chociaż... ta jego była panna, to chyba jakaś smarkula była? Ledwie po Hogwarcie? No cóż. - dokończyła. I nie, nawet przez myśl jej tutaj nie przeszło, że Mulciberowie mogli o tej sprawie wiedzieć więcej. A nawet, że byli jej naocznymi świadkami. Dostali miejsca w pierwszym rzędzie. Po prostu mówiła co wiedziała. Albo raczej - to co gdzieś tam miała okazje zasłyszeć.
Na temat Anthony'ego już odpowiedzieć niczego nie zdążyła. Peter bowiem kolejny raz dał im znać, że przyjmowanie zakładów dobiegło końca. Z jego ust ponownie padł tradycyjny już zwrot, wypowiedziany w języku francuskim. Poprawnie, choć z tym językiem styczności miał bardzo mało.
- Rien ne va plus.- wybrzmiało ponownie. Koło zostało wprawione w ruch. Kulka rzucona w przeciwnym kierunku. Sekunda. Jedna. Druga. Piąta. Kolejne pola. 33. 12. 1. 27. 5. Kulka wyraźnie zwalniała. Wytracała energię. 29. 21. 9. 17? Wydawało się, że Sophie mogła już zaczynać się cieszyć z wygranej; że szanse na to, iż kulka zatrzyma się na tym polu są naprawdę duże. Ostatecznie jednak ta postanowiła przesunąć się o jeszcze jedno do przodu. - Wypadła czerwona 30. - ogłosił krupier, tym samym pozwalając wszystkim dostrzec, że młoda dziewczyna straciła za pierwszym podejściem wszystkie swoje żetony. Całe 20. Najwyraźniej faktycznie była to biedna Sophie. - Wygrywa pani Lorien. Camille oraz... Matthias - tutaj zawahał się, niby się poznali, ale zapamiętywanie nowych imion. Ono sprawiało czasem problemy. - wytypowali ponadto prawidłowy kolor pola. Pula w tej rundzie wynosiła 125 żetonów. 101 wygrywa pani z numerem 30. Matthias i Camille zyskują po 12.
Pozwolił im na spokojnie wszystkim się podzielić. Zabrać odpowiednie ilości żetonów z planszy. A także kontynuować rozmowę. Nikogo w niczym nie popędzał. Mieli bowiem czas. Cały wieczór. Całą noc? To drugie nawet bardziej odpowiadało.
- Zanim ten wieczór dobiegnie końca, sprawisz że będziemy mieli puste skrytki bankowe, słońce. - zwróciła się do Lorien. Nie przejmowała się swoją przegraną. Musiała po prostu spróbować ponownie. Mogła sobie na te kolejne próby pozwolić. Co innego natomiast ta młoda dziewczyna. Czy ojciec nie miał jej kupić większej ilości żetonów? Co za skąpiradło. Okropne. Dać własnemu dziecku ledwie 50 galeonów na takie przyjęcie? Gdyby ktoś tak ją urządził, to nie starczyłoby jej nawet na waciki. - Kochanie, spróbujemy jeszcze raz? - zaproponowała, tym razem zwracając się otwarcie do rudowłosej Sophie. Przesunęła w jej kierunku 20 swoich żetonów. Dokupi sobie później. Niech Lorien i Robert widzą. Niech się wstydzą tego, że do czegoś takiego dopuścili.
Tak. Agnès zrobiła to z pełną premedytacją. Przecież wcześniej wyraźnie dała mężczyźnie do zrozumienia, że tutaj idą większe sumy. A i Lorien? Ta kupiła sobie pełną tace żetonów, a dziecku to żałowała. Taka z niej matka! Nieistotne, że dla Sophie prawdziwą matką przecież nie była.
- No dobrze. Tym razem będzie pole czerwone. I do tego... pomyślmy. 18, 27 i 9. - zdecydowała po chwili namysłu. Na wymienione pola postawiła po 5 żetonów. Tak jak Sophie to zrobiła ledwie kilka chwil wcześniej. Przypadek?
Agnès stawia 20 żetonów, po 5 na pola: czerwone, 18, 27 i 9.
Kolejnych 20 żetonów oddaje Sophie.
Z racji na zlot, ta runda potrwa do czwartku, 18 lipca.
Kto ma ile żetonów po drugiej rundzie:
Agnes - 22 (+ 20 postawionych)
Lorien - 183
Camille - 15
Matthias - 20
Sophie - 20