11.07.2024, 20:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.07.2024, 22:09 przez Samuel McGonagall.)
Taka właśnie była matematyka miłości Samuela McGonagalla. Zaklęty książę, przeklęty książę, niewinne dziecko na którego głowie ciążyła nie jedna a kilka klątw przez dwadzieścia cztery długie lata trzymany był pod zielonym kloszem Kniejowego listowia. Separowany od społeczności, od rówieśników, od pierwszych dziecięcych rozczarowań, gdy dowiadujesz się, że nie wszyscy chcą się z Tobą bawić, ale dzięki temu uczysz się co jest ważne, co w ludziach cenisz i czego szukasz. Samuel był białą kartą, wygłodniałą emocji, relacji, miłości. Miał szczęście. Trafiał jak dotąd na porządnych ludzi. Na Longbottomów, którzy podstępem ściągnęli go do Warowni i pod pretekstem pracy ukorzenili w swoim ogrodzie, na Nikolaia, który tak jak on był wyrwany z korzeniami ze swojej ojczyzny, na Norę, której serce ku zaskoczeniu wielu było wciąż dla niego otwarte.
– Mabel to za tydzień, dzisiaj wyścigi, musimy porozmawiać o zasadach bezpieczeństwa i potrenować trochę, żebym wiedział jak wysoko mogę skoczyć. – Trochę popisywał się przed Norą, ale przecież na prawdę nie chciał, żeby dziewczynce się coś stało. Dlatego ignorując opowieść Nikolaia, będąc święcie przekonanym, że chłopak czuje się równie komfortowo z tą sytuacją jak on (czemu miałby się nie czuć?), wyciągnął coś co na pierwszy rzut oka wyglądało jak skórzany plecak ze zdecydowanie za dużymi paskami na braki. Puścił oko do małej, po czym jeszcze rzucił do swojego niedźwiedziowego brata.
– Dla Ciebie nie mam. Norka ma wprawę i na prawdę mocarne uda. – Błysnął zębami z dumą, nie widząc w tym stwierdzeniu nic co mogłoby być nieadekwatnym komentarzem na temat przymiotów jego narzeczonej. Nim ktokolwiek zdążył zareagować zapiął szlufki na piersi łączące pętle na barki i chwycił za różdżkę.
Obie panny znały jego rozmiary, jego umaszczenie, miękkość sierści i pocieszny ryjek zwieńczony parą okrągłych włochatych uszu. Teraz jednak był niedźwiedziem dedykowanym wyścigowi, a na jego kłębie pyszniło się piękne siodło dostosowane pod wymiar Mabel. Bestia pokornie położyła się niemal na ziemi i przekrzywiła tak by mała mogła złapać za wystający z przodu róg, który mógł jej przez cały wyścig służyć jako trzymadło do niedźwiedzia.
Oczywiście jeśli chciała to mogła zacisnąć piąstki na grubej skórze karku, ścisnąć najmocniej jak potrafiła i hajda do przodu.
Najpierw i tak chciał przetestować siodło z małą w środku, dlatego gdy cierpliwie odczekał swoje, to bezceremonialnie zaczął podskakiwać jak rasowy byk na rodeo. No może jednak nie taki rasowy bo półkrwi, zaczął od umiarkowanych wstrząsów tańcząc z nią tak jak w ogrodzie.
– Mabel to za tydzień, dzisiaj wyścigi, musimy porozmawiać o zasadach bezpieczeństwa i potrenować trochę, żebym wiedział jak wysoko mogę skoczyć. – Trochę popisywał się przed Norą, ale przecież na prawdę nie chciał, żeby dziewczynce się coś stało. Dlatego ignorując opowieść Nikolaia, będąc święcie przekonanym, że chłopak czuje się równie komfortowo z tą sytuacją jak on (czemu miałby się nie czuć?), wyciągnął coś co na pierwszy rzut oka wyglądało jak skórzany plecak ze zdecydowanie za dużymi paskami na braki. Puścił oko do małej, po czym jeszcze rzucił do swojego niedźwiedziowego brata.
– Dla Ciebie nie mam. Norka ma wprawę i na prawdę mocarne uda. – Błysnął zębami z dumą, nie widząc w tym stwierdzeniu nic co mogłoby być nieadekwatnym komentarzem na temat przymiotów jego narzeczonej. Nim ktokolwiek zdążył zareagować zapiął szlufki na piersi łączące pętle na barki i chwycił za różdżkę.
Obie panny znały jego rozmiary, jego umaszczenie, miękkość sierści i pocieszny ryjek zwieńczony parą okrągłych włochatych uszu. Teraz jednak był niedźwiedziem dedykowanym wyścigowi, a na jego kłębie pyszniło się piękne siodło dostosowane pod wymiar Mabel. Bestia pokornie położyła się niemal na ziemi i przekrzywiła tak by mała mogła złapać za wystający z przodu róg, który mógł jej przez cały wyścig służyć jako trzymadło do niedźwiedzia.
Oczywiście jeśli chciała to mogła zacisnąć piąstki na grubej skórze karku, ścisnąć najmocniej jak potrafiła i hajda do przodu.
Najpierw i tak chciał przetestować siodło z małą w środku, dlatego gdy cierpliwie odczekał swoje, to bezceremonialnie zaczął podskakiwać jak rasowy byk na rodeo. No może jednak nie taki rasowy bo półkrwi, zaczął od umiarkowanych wstrząsów tańcząc z nią tak jak w ogrodzie.