Ned starał się nad wszystkim czuwać. Uważnie obserwował przebieg rozgrywki. Miał na wszystkich uczestników oko. Zarazem jednak nie wtrącał się w to, co działo się przy stoliku. Nie dołączył do rozmowy. Nie od tego tu był i doskonale sobie zdawał z tego faktu sprawę – znał swoje miejsce, wiedział gdzie się ono znajdywało.
Kiedy druga runda licytacji dobiegła końca, w grze pozostało tylko 3 graczy. Każdy z nich stawiał 40 żetonów. Sporo kasy – przeszło blondynowi przez głowę. A kiedy jeszcze dodać to, co pozostawili po sobie pozostali…
- Na końcu rundy, w grze pozostało 3 graczy. Pula do zgarnięcia, to 165 żetonów. Wygrywa osoba posiadająca najsilniejsze karty. Osoby, które spasowały swoich kart okazywać nie muszę, pozostałych proszę o ich odkrycie. – przedstawił wszystko. Teraz pozostawało czekać aż Atreus, Viorica oraz Alexander, zaprezentują swoje karty. Wyglądało na to, że udało się. Bez większych problemów oraz potknięć. Nedowi bardzo na tym zależało. I już nawet czuł, że wcześniejszy stres z wolna odpuszcza…
I może faktycznie ten stres by odpuścił, gdyby nie okazane przez graczy karty.
Pierwszy był Atreus. Jego karty układały się w KOLOR, na który składały się: 2, 3, 7, J i 10 karo. Nic niepokojącego, prawda?
Druga osobą była towarzysząca mu, wesoła Viorica. Nie wyglądała jak te wszystkie bogaczki. Była miłą odmianą. Niestety, dysponowała jedynie PARĄ, na którą składały się następujące karty: 2 pik, 9 karo, J karo, Król kier i Król pik. Spojrzenie Neda zatrzymało się na nich o tych kilka chwil dłużej niż powinno. Przełknął ślinę. Poczuł, że robi mu się gorąco. Nic jednak nie powiedział, bo…
Bo może nikt się nie zorientuje. Zwłaszcza, jeśli szybko zabierze te wszystkie karty ze stołu. Właśnie tak. Dokładnie tak.Układając w głowie plan, zerknął na ostatnich pięć kart. Tych, które stanowiły własność Alexandra. 6 karo, 6 pik, Q karo, Q kier, K tref. Były to DWIE PARY. Powinien był wygrać. Cholera. Cholera, cholera, cholera. Tutaj już dało się dostrzec, że Ned zaczął się robić czerwony. Lekko trzęsącymi się rękoma, zaczął zgarniać położone przez was karty. Był przy tym nieostrożny. Niedokładny. Trącił ręką szklankę z ognistą, która stała obok Viorici. Ta, przesunęła się, przewróciła. Alexander miał chwilę na to, aby jakoś się uratować, zanim alkohol wyląduje na jego ubraniu.
- Przepraszam, przepraszam. – padło, nerwowym głosem. Ned odrzucił karty na stół, zamiast tego sięgnął po znajdujące się tu serwetki. Starał się być pomocny. Starał się nikogo nie rozdrażnić, ale… to się w ogóle dało? Dobrze, że przynajmniej nie rzucił się na Alexandra i nie zaczął mu z miejsca próbować wyczyścić nogawki spodni! W nerwach byłby do tego zdolny. – Dobrze, karty… wróćmy do zwycięzcy.. – jeden oddech, drugi. Ned wrócił na swoje miejsce. – Żetony zgarnia pan… - tutaj wskazał na Atreusa, dając mu okazje, żeby podał swoje imię. Nie znał ich wszystkich, był tutaj, u Agnes pierwszy raz. – Kto nie chce uczestniczyć w kolejnej rundzie, może teraz się wycofać. Pozostali, natomiast mogą przejść do stawiania zakładów. – tutaj wskazał na Isaaca i Severine. – Państwo zaczynają. Pan stawia od 5 do 15 żetonów, a pani pasu… podbija, przeprasza, podbija tę stawkę. Obowiązkowo. Wszyscy gotowi?
Alexander rzuca na uniknięcie oblania alkoholem lub przewidzenie tej sytuacji.