09.07.2024, 09:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 20:51 przez Lorien Mulciber.)
Nie mogła się nie zgodzić ze słowami Camille. Ruletka była miłą, niefrasobliwą grą - popisem odrobiny szczęścia. Idealną rozgrzewką nim przesiądą się do pokerowych stołów.
Zaśmiała się serdecznie słysząc o hiszpańskich chłopcach. Wystarczająco cicho, by nie przeszkadzać kobietom w pogawędce, ale jednak, żeby dać znać że słucha co dzieje się przy stole. Nawet jeśli jej wzrok był utkwiony w srebrnej kulce. Czarne, czerwone, czarne…
Nie skomentowała, że przecież młodzież siedzi wśród nich i może nie wypada opowiadać takich historii. Agnes była jaka była, ale była przy tym rozczulająco nieszkodliwa.
Zapytana o ślub, wymieniła tylko szybkie spojrzenie z Richardem, przez moment zastanawiając się nad odpowiedzią i ważąc każdy argument. Nie, nie byli na weselu Blacków, choć sama Lorien o konkretny powód nie spytała. Może dlatego, że uroczystość wypadła zaledwie parę dni po niesławnym lammas? A może za decyzją stało coś innego, coś czym pani Mulciber się po prostu nie interesowała jakoś szczególnie? Wbrew pozorom zostanie tamtego wieczora w domu nie było złym pomysłem, biorąc pod uwagę ilość krążących “poweselnych” plotek.
- Niestety, nie mieliśmy tej przyjemności. Ale słyszałam, że to była wyjątkowa uroczystość.- Odpowiedziała ostatecznie. W niemal bezwiednym, choć wyjątkowo dopracowanym, geście, Lorien przesunęła palcami po przedramieniu Richarda. Nawet jeśli sam gest z zewnątrz był niemal niedostrzegalny, a jej ruch wyglądał jakby tylko wychyliła się, aby lepiej widzieć Agnes, to jednak ścisnęła szwagra lekko za nadgarstek. Pomóż mi.
Skorzystała przy okazji z faktu Elise przechodziła obok nich. Oddała dziewczynie ostatecznie swojego niedopitego szampana i posłała jeden z tych uroczych uśmiechów.
- Mia cara, czy mogę cię prosić o lampkę wina? Czerwone im bardziej wytrawne tym lepiej.- Poprosiła. Mało rzeczy uszczęśliwiłoby ją teraz jak wino z winnicy Shafiqa.
Przekręcając głowę, żeby złożyć zamówienie u Elise, jednocześnie zdołała przyjrzeć się pasierbicy. I temu całemu chłopaczkowi od Delacour. Matthias? Dobrze pamiętała?
Sophie wpatrywała się w niego jak w obrazek, co było… dość urocze, ale jednocześnie niepokojące. Młodzieńcze zauroczenia nie przynosiły z reguły niczego dobrego. Ale z drugiej strony, kiedy ostatnio Sophie była taka szczęśliwa? Powinna przy najbliższej okazji wypytać Agnes o jej tajemniczego krewnego. Nie teraz. Nie chciała robić Sophie wstydu i udawać protekcjonalną matkę. Zresztą, nie po to tutaj była, żeby Sophie niańczyć. Jeśli kogokolwiek dziwiło skąd u Lorien dało się wyczuć taki spokój - niesforna panienka smakowała dorosłości na przyjęciu, gdzie alkohol płynął strumieniami a galeony były warte tyle co nic; odpowiedź była bardzo prosta. To nie był Nokturn. To nie były te mugolskie speluny, gdzie szło przegrać grube pieniądze nawet mając znakowaną talię kart i jasnowidza u boku (jasnowidza, który akurat tamtego pamiętnego wieczoru dostał w pysk od jakiegoś mugola (trzeba przyznać - mugol wyglądał potem gorzej), więc może mu się to trzecie oko zamknęło?). Byli w kulturalnym gronie polityków, lekarzy, prawników - każdy jeden gorszy od drugiego w buduarach, ale tu? Wszyscy zachowywali pozory. Nie było specjalnie wielu opcji, żeby Sophie stała się tu jakaś wielka krzywda. No poza momentami rubasznymi opowiastkami Agnes.
I wtedy padły wyniki pierwszych zakładów.
Klasnęła lekko w dłonie, gdy jakimś cudem wypadło na jej korzyść. Czerwone. Oczywiście, że czerwone. Podpucha, czy jednak mały łut szczęścia?
Założyła 16, ale odzyskała 9. Czyli wygrała łącznie 45 galeonów, bo przecież wiadome, że wkład początkowy się nie liczył do ogólnego rachunku. Wyjątkowo prosta arytmetyka. Odczekała chwilę, aż gospodyni postawi swoje żetony - Agnes zaczynała grać o wyższą stawkę, a wiedziona doświadczeniem Lorien wiedziała czym może się to skończyć. Co bardziej narwani próbowaliby w tym momencie grać o wszystko albo nic, ale pani Mulciber miała czas. Zresztą nie mogła wszystkiego przegrać jeszcze przed pokerem.
Przesunęła tym razem 5 żetonów z powrotem na czerwone pole. Z tacy dobrała jeszcze kilka, ostatecznie rozkładając po 2 żetony na liczby: 5, 19 i 30.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Zaśmiała się serdecznie słysząc o hiszpańskich chłopcach. Wystarczająco cicho, by nie przeszkadzać kobietom w pogawędce, ale jednak, żeby dać znać że słucha co dzieje się przy stole. Nawet jeśli jej wzrok był utkwiony w srebrnej kulce. Czarne, czerwone, czarne…
Nie skomentowała, że przecież młodzież siedzi wśród nich i może nie wypada opowiadać takich historii. Agnes była jaka była, ale była przy tym rozczulająco nieszkodliwa.
Zapytana o ślub, wymieniła tylko szybkie spojrzenie z Richardem, przez moment zastanawiając się nad odpowiedzią i ważąc każdy argument. Nie, nie byli na weselu Blacków, choć sama Lorien o konkretny powód nie spytała. Może dlatego, że uroczystość wypadła zaledwie parę dni po niesławnym lammas? A może za decyzją stało coś innego, coś czym pani Mulciber się po prostu nie interesowała jakoś szczególnie? Wbrew pozorom zostanie tamtego wieczora w domu nie było złym pomysłem, biorąc pod uwagę ilość krążących “poweselnych” plotek.
- Niestety, nie mieliśmy tej przyjemności. Ale słyszałam, że to była wyjątkowa uroczystość.- Odpowiedziała ostatecznie. W niemal bezwiednym, choć wyjątkowo dopracowanym, geście, Lorien przesunęła palcami po przedramieniu Richarda. Nawet jeśli sam gest z zewnątrz był niemal niedostrzegalny, a jej ruch wyglądał jakby tylko wychyliła się, aby lepiej widzieć Agnes, to jednak ścisnęła szwagra lekko za nadgarstek. Pomóż mi.
Skorzystała przy okazji z faktu Elise przechodziła obok nich. Oddała dziewczynie ostatecznie swojego niedopitego szampana i posłała jeden z tych uroczych uśmiechów.
- Mia cara, czy mogę cię prosić o lampkę wina? Czerwone im bardziej wytrawne tym lepiej.- Poprosiła. Mało rzeczy uszczęśliwiłoby ją teraz jak wino z winnicy Shafiqa.
Przekręcając głowę, żeby złożyć zamówienie u Elise, jednocześnie zdołała przyjrzeć się pasierbicy. I temu całemu chłopaczkowi od Delacour. Matthias? Dobrze pamiętała?
Sophie wpatrywała się w niego jak w obrazek, co było… dość urocze, ale jednocześnie niepokojące. Młodzieńcze zauroczenia nie przynosiły z reguły niczego dobrego. Ale z drugiej strony, kiedy ostatnio Sophie była taka szczęśliwa? Powinna przy najbliższej okazji wypytać Agnes o jej tajemniczego krewnego. Nie teraz. Nie chciała robić Sophie wstydu i udawać protekcjonalną matkę. Zresztą, nie po to tutaj była, żeby Sophie niańczyć. Jeśli kogokolwiek dziwiło skąd u Lorien dało się wyczuć taki spokój - niesforna panienka smakowała dorosłości na przyjęciu, gdzie alkohol płynął strumieniami a galeony były warte tyle co nic; odpowiedź była bardzo prosta. To nie był Nokturn. To nie były te mugolskie speluny, gdzie szło przegrać grube pieniądze nawet mając znakowaną talię kart i jasnowidza u boku (jasnowidza, który akurat tamtego pamiętnego wieczoru dostał w pysk od jakiegoś mugola (trzeba przyznać - mugol wyglądał potem gorzej), więc może mu się to trzecie oko zamknęło?). Byli w kulturalnym gronie polityków, lekarzy, prawników - każdy jeden gorszy od drugiego w buduarach, ale tu? Wszyscy zachowywali pozory. Nie było specjalnie wielu opcji, żeby Sophie stała się tu jakaś wielka krzywda. No poza momentami rubasznymi opowiastkami Agnes.
I wtedy padły wyniki pierwszych zakładów.
Klasnęła lekko w dłonie, gdy jakimś cudem wypadło na jej korzyść. Czerwone. Oczywiście, że czerwone. Podpucha, czy jednak mały łut szczęścia?
Założyła 16, ale odzyskała 9. Czyli wygrała łącznie 45 galeonów, bo przecież wiadome, że wkład początkowy się nie liczył do ogólnego rachunku. Wyjątkowo prosta arytmetyka. Odczekała chwilę, aż gospodyni postawi swoje żetony - Agnes zaczynała grać o wyższą stawkę, a wiedziona doświadczeniem Lorien wiedziała czym może się to skończyć. Co bardziej narwani próbowaliby w tym momencie grać o wszystko albo nic, ale pani Mulciber miała czas. Zresztą nie mogła wszystkiego przegrać jeszcze przed pokerem.
Przesunęła tym razem 5 żetonów z powrotem na czerwone pole. Z tacy dobrała jeszcze kilka, ostatecznie rozkładając po 2 żetony na liczby: 5, 19 i 30.
5 żetonów na czerwone
2x 5, 19 i 30 -> 6
Łącznie 11 żetonów
2x 5, 19 i 30 -> 6
Łącznie 11 żetonów