08.07.2024, 19:57 ✶
Adria - pomyślałem z lubością. Nadała sens mojemu nieżyciu. Już nie musiałem plątać się zagubiony, obijać o ściany ciemności. Miałem swoją Panią, która prowadziła mnie przez mrok ku światłu. Oświetlała mi drogę i wiedziałem, co powinienem uczynić. Nie musiałem pytać, nie musiałem błagać. Wskazała mi tę drogę. To była osoba, za którą warto było walczyć, zrobić wszystko, byleby mogła zatriumfować. I miała na imię Adria. Piękne imię.
I z żalem w sercu musiałem przyznać, że nieswojo było mi płynąć tak na Geraldine celem zneutralizowania jej, a najlepiej to zabicia. Coś mi szeptało z tyłu głowy, że tak nie powinno być, że to nie było na miejscu. Jakiś wstrętny, pełen mamidła głosik, który nie dawał mi spokoju. Brzęczał uciążliwie, echem wyciszonym. Trwał tam w mojej głowie, nie dając mi permanentnego spokoju. Próbowałem go zdławić, ale wciąż tam był, wciąż walczył o swoje, kiedy było mi tak lekko, tak dobrze. Mogło być mi jeszcze lepie, bo wypełniała mnie przecież bezwarunkowa miłość do Adrii.
Wkurzyłem się. To wszystko wina Geraldine. Płynąłem w jej kierunku, więc widziałem, co zrobiła z tamtym trytonem. Z różdżką w dłoni była niebezpiecznym przeciwnikiem. Może nawet to ona mieszała w mojej głowie, nie pozwalając mi spokojnie spełniać własnego świętego obowiązku? Wkurzyłem się niemożebnie. Zamierzałem ją złapać, zamierzałem rozszarpać, by jej dłonie nie poczyniły już krzywdy Adrii ani nikomu z jej gwardii. Nie zrobi już nic więcej, w żaden sposób nie zaszkodzi już Adrii. Ja o to zadbam. Zadbam porządnie.
Byłem w pełni świadom, że nie powinna była tego robić. Cios zadany w poplecznika Adrii był niczym cios w samą Adrię, we mnie. Może gdyby tego nie zrobiła... Może wtedy zostałaby oszczędzona...? Tylko czemu niby miałoby mi na niej zależeć, skoro liczyła się tylko Adria...?
Rzucam na zauroczonko, żeby się uwolnić spod czaru mazi x2
I z żalem w sercu musiałem przyznać, że nieswojo było mi płynąć tak na Geraldine celem zneutralizowania jej, a najlepiej to zabicia. Coś mi szeptało z tyłu głowy, że tak nie powinno być, że to nie było na miejscu. Jakiś wstrętny, pełen mamidła głosik, który nie dawał mi spokoju. Brzęczał uciążliwie, echem wyciszonym. Trwał tam w mojej głowie, nie dając mi permanentnego spokoju. Próbowałem go zdławić, ale wciąż tam był, wciąż walczył o swoje, kiedy było mi tak lekko, tak dobrze. Mogło być mi jeszcze lepie, bo wypełniała mnie przecież bezwarunkowa miłość do Adrii.
Wkurzyłem się. To wszystko wina Geraldine. Płynąłem w jej kierunku, więc widziałem, co zrobiła z tamtym trytonem. Z różdżką w dłoni była niebezpiecznym przeciwnikiem. Może nawet to ona mieszała w mojej głowie, nie pozwalając mi spokojnie spełniać własnego świętego obowiązku? Wkurzyłem się niemożebnie. Zamierzałem ją złapać, zamierzałem rozszarpać, by jej dłonie nie poczyniły już krzywdy Adrii ani nikomu z jej gwardii. Nie zrobi już nic więcej, w żaden sposób nie zaszkodzi już Adrii. Ja o to zadbam. Zadbam porządnie.
Byłem w pełni świadom, że nie powinna była tego robić. Cios zadany w poplecznika Adrii był niczym cios w samą Adrię, we mnie. Może gdyby tego nie zrobiła... Może wtedy zostałaby oszczędzona...? Tylko czemu niby miałoby mi na niej zależeć, skoro liczyła się tylko Adria...?
Rzucam na zauroczonko, żeby się uwolnić spod czaru mazi x2
Rzut Z 1d100 - 90
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 49
Sukces!
Sukces!