07.07.2024, 22:18 ✶
Anam cara było dziwną koncepcją, bardzo słabo zbadaną. Dwie połowy tej samej duszy, cóż to znaczyło? Czy osoby, które współdzeliły swoje duchowe istnienie powinny być podobne do siebie, w myśl jednej materii z której zostały ukute, czy właśnie różne, przez wzgląd na przymioty, którymi miały się podzielić? Panowie siedzący teraz pod gwieździstym niebem Prowansji byli zaiste od siebie bardzo różni, a jednak w kilku kluczowych sprawach zaskakująco zgodni – obaj za siebie i swoje szczęście oddaliby życie. Obaj również w żałości i nieutulonej żałobie nie mogliby się pogodzić z faktem, gdyby drugie odeszło przedwcześnie.
Dlatego tego tez Antoniuszowi tak lekko było na Lammas, mimo strachu przed ewentualnym zamachem. Jeśli Morpheus zostałby pochwycony przed zmianą czasu i zabity... jakiż sens byłoby żyć dalej? Oczywiście, miłość którą dzielili nie zaspokajała pełnego spektrum potrzeb, porywu serca czy intymności ciała, świadomość tego jednak, że na świecie zawsze jest ten drugi była stałą wykraczającą poza świadomość własnego istnienia. Dlatego też Antoniusz najprawdopodobniej mocno by jebnął Morpheusowi, gdyby znał jego górnolotne myśli całopalnej ofiary z siebie samego, poświęcenia na które może i Longbottom był gotów, ale Shafiq nie zamierzał go przyjmować i akceptować, w pełnym świetle hipokryzji. Sam zrobiłby to samo dla przyjaciela. Dla swojej umiłowanej duszy. Snu w kuli.
– Owszem unikałem, byłeś świadkiem ledwie połowy, nie! jednej ósmej tego do czego jestem zdolny i doceń proszę jak dbam o Ciebie i Twoje psychiczne zdrowie! – obruszył się, lecz z pełnią uśmiechu, usadzając się wygodniej i chwytając kieliszek z winem. – Ten rok wybitnie mi nie sprzyja. Też to czujesz? Co mówią nasze kalendarze? Bo że mapy wskazują Kambodżę jako energetyczną mekkę, to pamiętam. To była okazja z której nie sposób było nie skorzystać. – Niespiesznie wracał do tematu, który Morpheus zignorował, a przecież co za problem było odpowiedzieć? Mimo wzniosłości myśli, proza życia pukała do ich drzwi niestrudzenie, za nic mając ich poetycko-egzystencjalne wzniesienia. – Zatem? Będziesz mógł jechać do tej mekki ze mną? Potrzebujesz kogoś zabrać z departamentu? Tą swoją... potencjalną odstręczającą asystentkę? – To był ich prywatny czas, ale jakoś Anthony wolał mówić o pracy niż o prywatnym życiu. Zwłaszcza teraz, gdy ich osobiste ścieżki tak bardzo rozjeżdżały.
Dlatego tego tez Antoniuszowi tak lekko było na Lammas, mimo strachu przed ewentualnym zamachem. Jeśli Morpheus zostałby pochwycony przed zmianą czasu i zabity... jakiż sens byłoby żyć dalej? Oczywiście, miłość którą dzielili nie zaspokajała pełnego spektrum potrzeb, porywu serca czy intymności ciała, świadomość tego jednak, że na świecie zawsze jest ten drugi była stałą wykraczającą poza świadomość własnego istnienia. Dlatego też Antoniusz najprawdopodobniej mocno by jebnął Morpheusowi, gdyby znał jego górnolotne myśli całopalnej ofiary z siebie samego, poświęcenia na które może i Longbottom był gotów, ale Shafiq nie zamierzał go przyjmować i akceptować, w pełnym świetle hipokryzji. Sam zrobiłby to samo dla przyjaciela. Dla swojej umiłowanej duszy. Snu w kuli.
– Owszem unikałem, byłeś świadkiem ledwie połowy, nie! jednej ósmej tego do czego jestem zdolny i doceń proszę jak dbam o Ciebie i Twoje psychiczne zdrowie! – obruszył się, lecz z pełnią uśmiechu, usadzając się wygodniej i chwytając kieliszek z winem. – Ten rok wybitnie mi nie sprzyja. Też to czujesz? Co mówią nasze kalendarze? Bo że mapy wskazują Kambodżę jako energetyczną mekkę, to pamiętam. To była okazja z której nie sposób było nie skorzystać. – Niespiesznie wracał do tematu, który Morpheus zignorował, a przecież co za problem było odpowiedzieć? Mimo wzniosłości myśli, proza życia pukała do ich drzwi niestrudzenie, za nic mając ich poetycko-egzystencjalne wzniesienia. – Zatem? Będziesz mógł jechać do tej mekki ze mną? Potrzebujesz kogoś zabrać z departamentu? Tą swoją... potencjalną odstręczającą asystentkę? – To był ich prywatny czas, ale jakoś Anthony wolał mówić o pracy niż o prywatnym życiu. Zwłaszcza teraz, gdy ich osobiste ścieżki tak bardzo rozjeżdżały.