Regina przeoczyła jakoś całe to rozdawanie nagród i dopiero zaczepiona przez jedną z młodych kapłanek, przypomniała sobie o ściskanym w ręku koszyku i czekoladowych jajkach.
Te ostatnie przekazała popłakującemu dziecku, które stało nieopodal straganu z koszami. Najpewniej jego matka próbowała jakoś pocieszyć syna, że w przyszłym roku znajdą ze sto jajek, ale to nie pomagało. Dopiero dodatkowe trzy egzemplarze i wzmianka o tym, że przynoszą szczęście wszystkim nieustraszonym poszukiwaczom, wywołały uśmiech na dziecięcej buźce.
Jak się prędko okazało, Regina nie wyszła z poszukiwań, ani też oddania łakoci stratna. Koszyk można było wymienić, co od razu uczyniła.
Wręczona gałązka wprawiła Olbrzymkę w konsternację, która trwała z dobrych kilka minut. Przyglądała się wiechciowi, obracając go w każdą możliwą stronę, ale nadal nie widziała w nim nic specjalnego. Dopiero jedna z kapłanek pokazała jej, co tak naprawdę otrzymała.
Po przyłożeniu różdżki do gałązki ta zaczynała jarzyć się niebieskim światłem i w krótkim błysku zmieniała się w pochodnie. Regina mimowolnie zrobiła bezgłośne "wow" i podziękowała za pomoc. Schowała gałązkę do torby i postanowiła przejść się jeszcze pomiędzy straganami. Być może spotka kogoś znajomego lub zakupi coś, czego totalnie nie potrzebowała. Zresztą Cymbał zaczął się wiercić za kołnierzem, co znaczyło, że jest głodny.