08.01.2023, 22:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.01.2023, 22:29 przez Brenna Longbottom.)
- Państwo siedzą i się nie ruszają, reszta jeśli ma życzenie może opuścić lokal! – oświadczyła Brenna, różdżką wskazując na towarzystwo dwóch panów, którzy się pobili. Na całe szczęście, nie miały do czynienia z przestępcami, a raczej zwykłymi czarodziejami, którzy za wiele popili, ale niekoniecznie chcieli mieć problemy z Brygadą.
- Dzięki. Bardzo poszarpany? – rzuciła do Victorii, kiedy ta sprawdzała, czy ofiara zaklęcia żyje. Longbottom ukryła odznakę z powrotem w kieszeni i ruszyła do „tego od Amandy”, by dość bezceremonialnie przewrócić go na plecy, a potem z kolejnej kieszeni wydobyć magiczne kajdanki. Miała szczęście, że była świeżo po pracy… - Brawo, zakłócanie porządku publicznego, atak niebezpiecznym zaklęciem, jak nie będziesz grzeczny, dorzucimy stawianie oporu przy aresztowaniu – mruknęła, krępując mu ręce. Po czym wyprostowała się, znów zerkając na Lestrange.
- Victoria? Będziesz tak miła i poprosisz barmana, żeby wezwać uzdrowiciela i BUM? Ja tu z nimi muszę zostać – westchnęła. Lestrange mogła teraz po prostu się ulotnić. Dla niej niestety szykowały się natomiast niepłatne nadgodzinny, w pewnym sensie przypadkiem, bo musiała poczekać aż pojawią się jej koledzy, potem wyjaśnić sytuację, a najlepiej to zrobić jeszcze raport.
Uśmiechnęła się do Victorii, chociaż tym razem nieco krzywo. A było tak miło! Przez jakieś piętnaście minut, niestety.
Tak, zdecydowanie, dorzuci to stawianie oporu przy aresztowaniu.
Mimo to zaraz przybrała dość spokojną minę, zdjęła zaklęcie petryfikujące i pomogła skrępowanemu mężczyźnie przejść na krzesło. By potem nie czytać w prasie o niepotrzebnej brutalności policji. A później? Sprawdziła stan nieprzytomnego i zabrała się do wypytywania o dokładne okoliczności zdarzenia…
- Dzięki. Bardzo poszarpany? – rzuciła do Victorii, kiedy ta sprawdzała, czy ofiara zaklęcia żyje. Longbottom ukryła odznakę z powrotem w kieszeni i ruszyła do „tego od Amandy”, by dość bezceremonialnie przewrócić go na plecy, a potem z kolejnej kieszeni wydobyć magiczne kajdanki. Miała szczęście, że była świeżo po pracy… - Brawo, zakłócanie porządku publicznego, atak niebezpiecznym zaklęciem, jak nie będziesz grzeczny, dorzucimy stawianie oporu przy aresztowaniu – mruknęła, krępując mu ręce. Po czym wyprostowała się, znów zerkając na Lestrange.
- Victoria? Będziesz tak miła i poprosisz barmana, żeby wezwać uzdrowiciela i BUM? Ja tu z nimi muszę zostać – westchnęła. Lestrange mogła teraz po prostu się ulotnić. Dla niej niestety szykowały się natomiast niepłatne nadgodzinny, w pewnym sensie przypadkiem, bo musiała poczekać aż pojawią się jej koledzy, potem wyjaśnić sytuację, a najlepiej to zrobić jeszcze raport.
Uśmiechnęła się do Victorii, chociaż tym razem nieco krzywo. A było tak miło! Przez jakieś piętnaście minut, niestety.
Tak, zdecydowanie, dorzuci to stawianie oporu przy aresztowaniu.
Mimo to zaraz przybrała dość spokojną minę, zdjęła zaklęcie petryfikujące i pomogła skrępowanemu mężczyźnie przejść na krzesło. By potem nie czytać w prasie o niepotrzebnej brutalności policji. A później? Sprawdziła stan nieprzytomnego i zabrała się do wypytywania o dokładne okoliczności zdarzenia…
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.