06.07.2024, 17:50 ✶
Chciałem mu powiedzieć tak wiele. Może nawet próbować przekonać do tego, żeby ze mną został? Namówić, że było warto to zrobić? Mówić mu, powtarzać, że tak wiele zyska, pozostawiając część siebie za sobą, ale... byłem bezradny.
Jego słowa wpadały do mnie i docierały głęboko, dotkliwie, rozprzestrzeniając się po całym moim ciele niczym zaraza. Bolało go to, że chciałem go chronić, nas wszystkich chronić. Od samego początku, kiedy tylko to zasugerowałem, on to w sobie nosił. Bolało go to, a ja chciałem spełniać normy społeczne. Dla nas, dla naszego bezpieczeństw. Ale tego z kolei on nie rozumiał. On - preferujący rozdrażniać ludzi swoim zachowaniem, prowokować, zwracać na siebie uwagę. On - wciąż chodzący własnymi ścieżkami.
Minęły trzy lata? Czy może jeszcze nie? To były zdecydowanie zbyt krótkie lata. Pragnąłem ich więcej. Nie chciałem, żeby znowu pochłonął mnie mrok.
Podniosłem na niego spojrzenie. Nie płakałem. Nie chciałem płakać, ale nie dlatego że to nic dla mnie nie znaczyło czy też że nic nie czułem, że sądziłem, że my nic do siebie nie czuliśmy, ale... Nie chciałem tego potwierdzać. Nie chciałem żyć w świecie, w którym nie bylibyśmy już razem. Nie chciałem otwierać oczu w momencie, kiedy nas już nie będzie. Nie chciałem wtedy również oddychać. I ogólnie być. Nie mów mi tego! Nie rób mi tego! - chciałem krzyczeć, chciałem naprawdę głośno krzyczeć, ale zamiast tego milczałem, obserwując go uważnie.
Uzależniony? Uzależniony od jego obecności? Od wypełnionego łóżka? Charakterystycznego zapachu ciała? Duchoty w wozie? Od umykającego spojrzenia? Pewnych czarnych loków rozrzuconych po poduszce? Wplątanych w palce? Albo uparcie opadających na czoło? Ciała pragnącego dotyku tak bardzo... ...że aż powiedziałem STOP???
Dopełniło się. Nie płakałem. Trwałem w zawieszeniu między jednym a drugim. Choć już dawno było po nas, to wciąż nie pozwalałem sobie tak sądzić, wciąż mając nadzieję, że jak spojrzę w te oczy, te ciemne, niemalże czarne oczy, to ujrzę człowieka, który jest zapatrzony we mnie jak w obrazek, że jest zapatrzony jedynie we mnie jak w ten obrazek, ten cholerny obrazek... Ale nie był.
Tak miało być lepiej...? Pierdolenie. Czy naprawdę uczynił mnie skrajnie nieszczęśliwym? Zapewne. Mógł jednakże uczynić mnie w każdej chwili kimś skrajnie najszczęśliwszym... Gdyby tylko... Gdyby tylko... Gdyby tylko się zmienił? Gdyby tylko się zmienił...
Flynn, błagam... - pomyślałem, ale ani drgnąłem. Odprowadzałem go wzrokiem, póki drzwi się za nim nie zamknęły. I, jak na złość, dopiero wtedy popłynęły mi łzy. Rzewne. Potwierdzające te gówno, w którym zostałem sam.
Poderwałem się z łóżka i pobiegłem ku drzwiom. Pobiegłem tam czym prędzej, otwierając je na oścież. Zapłakany chłopiec, którym już nie byłem. Śmiesznie to musiało wyglądać. Zdecydowanie inaczej niż przed laty, a jednak... Gdzie był mój brat? Czy był tu jeszcze? Czy już nigdy więcej go nie zobaczę...?
Zamarłem, stojąc w progu.
Jego słowa wpadały do mnie i docierały głęboko, dotkliwie, rozprzestrzeniając się po całym moim ciele niczym zaraza. Bolało go to, że chciałem go chronić, nas wszystkich chronić. Od samego początku, kiedy tylko to zasugerowałem, on to w sobie nosił. Bolało go to, a ja chciałem spełniać normy społeczne. Dla nas, dla naszego bezpieczeństw. Ale tego z kolei on nie rozumiał. On - preferujący rozdrażniać ludzi swoim zachowaniem, prowokować, zwracać na siebie uwagę. On - wciąż chodzący własnymi ścieżkami.
Minęły trzy lata? Czy może jeszcze nie? To były zdecydowanie zbyt krótkie lata. Pragnąłem ich więcej. Nie chciałem, żeby znowu pochłonął mnie mrok.
Podniosłem na niego spojrzenie. Nie płakałem. Nie chciałem płakać, ale nie dlatego że to nic dla mnie nie znaczyło czy też że nic nie czułem, że sądziłem, że my nic do siebie nie czuliśmy, ale... Nie chciałem tego potwierdzać. Nie chciałem żyć w świecie, w którym nie bylibyśmy już razem. Nie chciałem otwierać oczu w momencie, kiedy nas już nie będzie. Nie chciałem wtedy również oddychać. I ogólnie być. Nie mów mi tego! Nie rób mi tego! - chciałem krzyczeć, chciałem naprawdę głośno krzyczeć, ale zamiast tego milczałem, obserwując go uważnie.
Uzależniony? Uzależniony od jego obecności? Od wypełnionego łóżka? Charakterystycznego zapachu ciała? Duchoty w wozie? Od umykającego spojrzenia? Pewnych czarnych loków rozrzuconych po poduszce? Wplątanych w palce? Albo uparcie opadających na czoło? Ciała pragnącego dotyku tak bardzo... ...że aż powiedziałem STOP???
Dopełniło się. Nie płakałem. Trwałem w zawieszeniu między jednym a drugim. Choć już dawno było po nas, to wciąż nie pozwalałem sobie tak sądzić, wciąż mając nadzieję, że jak spojrzę w te oczy, te ciemne, niemalże czarne oczy, to ujrzę człowieka, który jest zapatrzony we mnie jak w obrazek, że jest zapatrzony jedynie we mnie jak w ten obrazek, ten cholerny obrazek... Ale nie był.
Tak miało być lepiej...? Pierdolenie. Czy naprawdę uczynił mnie skrajnie nieszczęśliwym? Zapewne. Mógł jednakże uczynić mnie w każdej chwili kimś skrajnie najszczęśliwszym... Gdyby tylko... Gdyby tylko... Gdyby tylko się zmienił? Gdyby tylko się zmienił...
Flynn, błagam... - pomyślałem, ale ani drgnąłem. Odprowadzałem go wzrokiem, póki drzwi się za nim nie zamknęły. I, jak na złość, dopiero wtedy popłynęły mi łzy. Rzewne. Potwierdzające te gówno, w którym zostałem sam.
Poderwałem się z łóżka i pobiegłem ku drzwiom. Pobiegłem tam czym prędzej, otwierając je na oścież. Zapłakany chłopiec, którym już nie byłem. Śmiesznie to musiało wyglądać. Zdecydowanie inaczej niż przed laty, a jednak... Gdzie był mój brat? Czy był tu jeszcze? Czy już nigdy więcej go nie zobaczę...?
Zamarłem, stojąc w progu.