05.07.2024, 21:05 ✶
— Lubię mieć spokój. I chciałbym, żeby inni też mogli się nim cieszyć.
Wyjaśnienie tysiąclecia, czyż nie?
— Duchy kobiet i mężczyzn, którzy za życie trudnili się najstarszym zawodem świata, panie Bagshot — odpowiedział z przeciągłym westchnieniem, jakby nie sam nie wierzył, że dał się chłopakowi zapędzić do tej pułapki. — Druga opcja, to niebezpieczny byt z drugiej strony, który mógłby zainteresować się bardzo konkretnym typem emocji i żądzy, jakie te twoje twory miały wzmagać.
Nie miał zamiaru wciskać staruszkowi do głowy wiary czarodziejów. Wychodził jednak z założenia, że skoro Isaac nie miał możliwości sprowadzenia do niego mugolskiego księdza, to lepiej już było przedstawić Sebastiana, jako kapłana innego wyznania, bez wchodzenia w większe szczegóły. Na pewno byłoby to lepiej postrzegane niż kłamanie starszemu panu. Kto wie, co takiego chciałby powiedzieć, pomyślał Sebastian, pochłaniając kolejne kawałki waty cukrowej.
— Dopóki nie będę musiał kłamać mu w twarz, może dam się namówić — odparł twardo. — A Matka... Jeśli liczyłeś, że zerka na nas tylko, kiedy świeci słońce i masz rozsunięte zasłony w domu, to obawiam się, że jesteś w błędzie. Bóstwo, które jest ograniczone przez tak prozaiczne rzeczy, nie byłoby zbyt... Silne, nie sądzisz?
Uniósł wymownie brwi. Wychodził z założenia, że bogini była we wszystkim, a więc towarzyszyła im w każdej chwili życia. To, że ktoś zasunął zasłony, zszedł do piwnicy czy schował się pod kołdrą, nie miało większego znaczenia. Pokręcił przecząco głową na tłumaczenia Isaaca, pozwalając mu się przeprowadzić w miejsce bezpieczne od ''diablelskiej maszyny'' w formie roweru.
— Nie za bardzo. Miałem wtedy bardzo dużo pracy...
Zanim zdążył zdradzić coś więcej, przybyła do nich szczebiotająca kobieta z aparatem zwisającym z jej szyi. Reporterka. Dobry boże. I to niemagiczna. Sebastian mimowolnie przeżegnał się ''po kowenowemu''.
— Nieprawda. Zaciągnął mnie tu siłą. Będzie się z tego spowiadał — wyjaśnił, gdy tylko Bagshot na moment zamilkł, po powitaniu mugolskiej kobiety. Otaksował ją wzrokiem od stóp do głów, gdy tylko zaczęła zwracać się bezpośrednio do niego. Skrzywił się, bo to wcale nie był łatwy temat. A Sebastian nie lubił teoretyzować o kwestiach, o których nie miał zbyt dużej wiedzy. — Nie, nie istnieje. Zjednoczone Królstwo nie jest pod tym względem kryształem w koronie Europy — skomentował markotnym, pozbawionym większych emocji tonem. Otaksował wzrokiem zadającą im pytania kobietę. — I nie, ten kraj nie jest otwarty. Zarówno na mniejszości seksualne, jak i wiele innych mniejszości. Owszem, społeczeństwo się zmienia, ale źródło zrozumienia leży w poznaniu. A przed tym ludzie mają opory.
Wyjaśnienie tysiąclecia, czyż nie?
— Duchy kobiet i mężczyzn, którzy za życie trudnili się najstarszym zawodem świata, panie Bagshot — odpowiedział z przeciągłym westchnieniem, jakby nie sam nie wierzył, że dał się chłopakowi zapędzić do tej pułapki. — Druga opcja, to niebezpieczny byt z drugiej strony, który mógłby zainteresować się bardzo konkretnym typem emocji i żądzy, jakie te twoje twory miały wzmagać.
Nie miał zamiaru wciskać staruszkowi do głowy wiary czarodziejów. Wychodził jednak z założenia, że skoro Isaac nie miał możliwości sprowadzenia do niego mugolskiego księdza, to lepiej już było przedstawić Sebastiana, jako kapłana innego wyznania, bez wchodzenia w większe szczegóły. Na pewno byłoby to lepiej postrzegane niż kłamanie starszemu panu. Kto wie, co takiego chciałby powiedzieć, pomyślał Sebastian, pochłaniając kolejne kawałki waty cukrowej.
— Dopóki nie będę musiał kłamać mu w twarz, może dam się namówić — odparł twardo. — A Matka... Jeśli liczyłeś, że zerka na nas tylko, kiedy świeci słońce i masz rozsunięte zasłony w domu, to obawiam się, że jesteś w błędzie. Bóstwo, które jest ograniczone przez tak prozaiczne rzeczy, nie byłoby zbyt... Silne, nie sądzisz?
Uniósł wymownie brwi. Wychodził z założenia, że bogini była we wszystkim, a więc towarzyszyła im w każdej chwili życia. To, że ktoś zasunął zasłony, zszedł do piwnicy czy schował się pod kołdrą, nie miało większego znaczenia. Pokręcił przecząco głową na tłumaczenia Isaaca, pozwalając mu się przeprowadzić w miejsce bezpieczne od ''diablelskiej maszyny'' w formie roweru.
— Nie za bardzo. Miałem wtedy bardzo dużo pracy...
Zanim zdążył zdradzić coś więcej, przybyła do nich szczebiotająca kobieta z aparatem zwisającym z jej szyi. Reporterka. Dobry boże. I to niemagiczna. Sebastian mimowolnie przeżegnał się ''po kowenowemu''.
— Nieprawda. Zaciągnął mnie tu siłą. Będzie się z tego spowiadał — wyjaśnił, gdy tylko Bagshot na moment zamilkł, po powitaniu mugolskiej kobiety. Otaksował ją wzrokiem od stóp do głów, gdy tylko zaczęła zwracać się bezpośrednio do niego. Skrzywił się, bo to wcale nie był łatwy temat. A Sebastian nie lubił teoretyzować o kwestiach, o których nie miał zbyt dużej wiedzy. — Nie, nie istnieje. Zjednoczone Królstwo nie jest pod tym względem kryształem w koronie Europy — skomentował markotnym, pozbawionym większych emocji tonem. Otaksował wzrokiem zadającą im pytania kobietę. — I nie, ten kraj nie jest otwarty. Zarówno na mniejszości seksualne, jak i wiele innych mniejszości. Owszem, społeczeństwo się zmienia, ale źródło zrozumienia leży w poznaniu. A przed tym ludzie mają opory.