Jak się okazało nie takie straszne matki, jak je malują. Każdego dało się przekupić, przynajmniej tak się pannie Yaxley wydawało, oczywiście potwierdziło to ich zachowanie. Poszło całkiem gładko, bez krzyków.
Czekali w milczeniu na powrót najważniejszej z Matek. Gerry była zadowolona, że Thomas przystał na jej pomysł, mógł go przecież odrzucić, najwyraźniej jednak również czuł się trochę za to zamieszanie odpowiedzialny.
W końcu wróciła z dokumentami. Nim podpisała ten kawałek umowy, oczywiście go przeczytała, żeby przypadkiem nie podpisać jakiegoś cyrografu.
Uścisnęła jeszcze dłoń kobiety, po czym wstała. - Chyba nic tu po nas, przyjemnie się z paniami robi interesy, oby nasza dalsza współpraca układała się równie owocnie. - Dodała jeszcze, poczekała aż Figg wstanie, żeby z nim opuścić to miejsce.
Nie było tak źle. Właściwie ich rodzina wyjdzie na tym całkiem nieźle, jeśli będą zauważeni jako sponsor dzieciaków. W sumie to mogło się skończyć zdecydowanie lepiej niż zakładała na samym początku.
Gdy Thomas pojawił się koło niej szepnęła do niego cicho, tak, żeby te matki nie usłyszały. - Właściwie, to poszło nam całkiem nieźle, dziękuję za wsparcie.