Podczas prowadzenia rozmowy z Victorią i Saurielem, w pewnym momencie podszedł do niego Robert, więc musiał na chwilę swoją uwagę przenieść na brata, który poprosił o zajęcie się kwestią stoiska do końca kiermaszu, jednocześnie informując, że wraca do domu. Richard zgodził się i z drugiej strony, odczuł wewnętrzną ulgę, że brat postanowił tej rady posłuchać.
Na Philipa także skierował spojrzenie, jakby w upewnieniu, czy ten już też doszedł do siebie, aby samodzielnie się poruszać. Gdy więc Victoria udzielała odpowiedzi, powrócił uwagą do jej osoby.
Sauriel mógł mieć słuszną uwagę, że pokazy cyrkowców i samo przesiadywanie na widowni, nie było czymś, co by interesowało bliźniaków. Nie traciliby czasu, na oglądanie ich występów.
- Rozumiem.Dla Richarda, po tylu latach nieobecności w kraju, pojawianiu się wybranych sytuacjach i okolicznościach w rodzinnym mieście, ze wszystkich sabatów. Owenów czy innych świąt, to najwięcej zaliczył Yule. Nie miał jak wypowiedzieć się o poprzednich jak Litha czy Beltane, gdyż na nich nie uczestniczył. Znał ich przebieg przez prasę i mieszkającą tutaj rodzinę. Czytał także wywiady i o sytuacji z zimnymi. I teraz też, skojarzył postać kobiety, że mogła wydawać mu się znajoma. A to przecież ze zdjęć. Po czasie do niego dotarło.
Klepnięcie w ramię przez Sauriela sprowadziło go szybko na ziemię, jakby chciał go pocieszyć. I jeszcze skrócił jego imię. "Wyrobi się szczeniak… To się jeszcze okaże." – pomyślał, powtarzając sobie słowa młodego Rookwooda.
- Oby.Skomentował to krótko, nie drążąc tematu. Wszystko zależy od rozmowy jaką podejmie z synem i jego dalszych działań.
Skoro więc żadne z nich nie planowało nic dodatkowo kupować, jak to zakomunikowała panna Lestrange, że już wcześniej zakupu dokonała, nie zatrzymywał ich.
- Miłego wieczoru.Odpowiedział im na pożegnanie i odprowadził wzrokiem, aż się oddalili.
"Jasna cholera. Teraz sam zostałem z tym pierdolnikiem." – westchnął, przeklinając w myślach. Rozejrzał się po tym stoliku. Poprzestawiał kilka rzeczy, poukładał równo, uspokajając swoją nerwicę natręctw. Kucnął jeszcze przy pozostałych kartonach, które otworzył, aby sprawdzić zawartość, co gdzie się znajdowało. Aby wiedzieć, z którego pudła brać kadzidła i świeczki. Znalazł też karton, jaki sprowadził Charles z połamaną chujo-świeczką. "Skąd miał tak debilny pomysł?" – zaczął się zastanawiać. Zamknął ten karton i wsunął pod stół. Przesuwając na drugą stronę, aby oddzielić od pierwotnego ich rodzinnego towaru. Sprawdził zawartość kasetki. Przejrzał zeszyt i na koniec rozejrzał się po przemieszczającym tłumie.
"- Charles. Robert wrócił do domu. Jeżeli jesteś jeszcze przy stoisku Sophie, poinformuj ją o tym. Nie wiem czy Lorien jest z wami, ale jeżeli tak. Daj jej także o tym znać. Jeżeli możesz, wróć na stoisko ze świecami. Porozmawiamy."Skoncentrował się na swoim młodszym synu i przez umiejętność Fali, przekazał informacje a także poprosił, aby Charles wrócił na rodzinne stoisko. Póki klientów nie było, a on sam stał jak kołek, wykorzysta ten czas na rozmowę ze swoim potomkiem.
Czekając na odpowiedź, bądź przybycie Charlesa, zapalił sobie papierosa i usiadł na zwolnionej wcześniej skrzyni. Obserwował sobie otoczenie, zachowując czujność.