Miała już dość tego pływania, chociaż ciągła adrenalina krążąca po ciele nie pozwalała na poczucie zmęczenia. Wszystkie zmysły Victorii już od dłuższego czasu były napięte i stały na baczność, a płynięcie za Laertesem, który ewidentnie ruszył za dwoma innymi trytonami, jeszcze wszystko spotęgowało. Nie miała czasu na jakieś wielkie refleksje nad tym, kto jest dobry, a kto zły i tak dalej, liczyło się tylko to, by cała trójka ostatecznie bezpiecznie się z tej kabały wydostała. Laurent, zgodnie z przewidywaniami, szybko ją dogonił, a Perseus nadal dzielnie machał rękoma i nogami.
Gdy Laertes wpłynął do pomieszczenia, Victoria zdążyła jedynie bardzo pobieżnie rozeznać się w sytuacji: przed nimi rysowała się kotłowanina znajomych im ludzi i trytonów, ale nawet nie miała szans się doliczyć w ilości wszelakiej, bo działo się tam bardzo dużo rzeczy bardzo dalece odbiegających od spokojnych, albo nawet napiętych rozmów. Ktoś miał głowę w kotle, która zaraz wyciągnął, ktoś atakował Geraldine i Laertesa, który mówił do Adrii.
„To tyle, jeśli chodzi o pokojowe rozmowy” – pomyślała tylko, a Laurent jak na zawołanie wypłynął do przodu i zaczął coś tam w tym swoim foczym piszczeć. Nie rozumiała nic, ale mogła się domyśleć ogólnej intencji, skoro nie ściągnął foczego futra i nie próbował ciskać zaklęć, ale było to skrajnie nieodpowiedzialne.
– Laurent! – krzyknęła ostrzegawczo, bojąc się bardzo, że zaraz tamten cholerny tryton się odwróci i zamachnie na jej ukochanego Laurenta i wbije mu gdzieś ten trójząb, bo chciał bronić Adrii… Victoria nie zamierzała na to pozwolić, dlatego spróbowała rzucić zaklęcie, by utworzyć przezroczyste pole siłowe-ścianę, mającą odbić ewentualny atak na Laurenta.
Kształtowanie
Sukces!
Sukces!