02.07.2024, 14:19 ✶
Przychodzę lekko spóźniona, stoję przy stoliku do wymiany żetonów z Isaacem i Basilliusem
Krok miała chwiejny, nieco niepewny, lecz nie było to zasługą trunków - te spożyć miała dopiero w trakcie tego wieczoru - lecz z powodu butów na obcasie, tak strasznie przez nią znienawidzonych, przez co nie nawykła do poruszania się w nich i robiła to w sposób pokraczny i zupełnie niezgrabny, przez co wyglądała co najmniej komicznie. Dlaczego zdecydowała się na taki dramatyczny akt masochizmu? Cóż, pewnie z tego samego powodu, co wiele kobiet przed nią i po niej; szpilki były jedyną parą butów, która stanowiła harmonię z jej strojem. A ten z kolei rzucał się w oczy; miała na sobie garnitur w kolorze écru, który był osobliwym połączeniem frywolności i elegancji. Spodnie z wysokim stanem przy każdym ruchu falowały wokół jej kostek nogawkami w kształcie dzwonów, a dwurzędowa marynarka ze złotymi guzikami wisiała zarzucona luźno na jej ramiona niczym peleryna. Zamiast koszuli postawiła na jedwabną bluzeczkę obszytą koronką (można było odnieść wrażenie, że to cześć piżamy, jeśli nie cała koszula nocna wciśnięta w spodnie - bardzo kreatywny sposób, by szybciej znaleźć się w łóżku), a perłowy naszyjnik wisiał nad obojczykami, podobne jak małe perliste kolczyki kołysały się przy uszach. Włosy upięła w niski kok na karku, a w ozdobionych licznymi złotymi pierścionkami dłoniach ściskała elegancką czarną torebkę, pasującą do butów w tym samym kolorze.
Na przyjęcie u Agnes przyszła nieco spóźniona, ale nie było to celowe działanie nastawione na zwracanie na siebie uwagi (choć należy przyznać, że będąc jedną z najwyższych osób w pomieszczeniu, do tego odzianą w tak rzucający się w oczy kolor trudno było mówić o niezwracaniu na siebie uwagi) i w dobrym humorze, a przynajmniej lepszym, niż w ciągu ostatnich kilku miesięcy, to znaczy od jej powrotu do Londynu. Zamierzała bezczelnie wydawać zawartość rodowego skarbca (stąd spóźnienie - wizyta w banku Gringotta przeciągnęła się niemiłosiernie), zamiast skorzystać z własnej skrytki i ten mały akt nieposłuszeństwa i złośliwości względem rodziców - jej największych wrogów w tym momencie - sprawił, że serce radośnie trzepotało w piersi z podekscytowania. Opadnie jeszcze przed północą, póki co jednak cieszyła się ze swojego małego zwycięstwa.
Nie spotkała na wejściu gospodyni, zatem od razu udała się do stolika z żetonami; wszak nie było to jej pierwsze rodeo był to pierwszy raz, gdy kartami pomnażała lub traciła fortunę ciężko zarobioną na udzielaniu oczywistych porad prawnych, wykłócaniem się z Wizengamotem oraz podrabianiem dokumentów (tych ostatnich tylko dla wyjątkowych klientów oraz swojego nowego pracodawcy). Na początku nie zwróciła uwagi na dwójkę mężczyzn stojących obok niej, albo raczej zwracać jej nie chciała, ale ten jasny głos Isaaca sprawił, że odwróciła głowę w jego kierunku zaintrygowana (albo niezadowolona, bowiem kiedy nikt nie patrzył, teatralnie wywróciła oczami na myśl o tym, że jej małe pracownicze utrapienie, jak pieszczotliwie nazywała go w myślach, kiedy wisiał nad jej biurkiem, znalazło się na tej samej imprezie, co ona), a zaraz potem pobladła widząc jego towarzysza, choć nie miała żadnego żalu do Basilliusa (wręcz przeciwnie, wdzięczna mu była za wszystko, co dla niej uczynił w najtrudniejszym dla niej czasie). Wetchnęła cicho i położyła dłoń na ramieniu Bagshota.
— Cześć, Isaac! — zaszczebiotała z przerysowaną radością nad uchem kolegi z pracy, a potem wbiła spojrzenie błękitnych oczu w postać uzdrowiciela — Doktorze Prewett. Przyznam szczerze, że jesteście ostatnimi osobami, które spodziewałam się tu spotkać.
Ciekawe skąd Isaac ma na to pieniążki? Pewnie ukradł, pomyślała, taksując go wzrokiem.