Gerry w przeciwieństwie do kiedyś teraz zastanawiała się nad tym, co i komu może powiedzieć. Niekoniecznie ze względu na siebie. Wiedziała o tym, co spotkało Millie, wolała więc unikać pewnych tematów, wydawało jej się, że jeśli się z nią tym nie podzieli, to będzie spokojniejsza. Zresztą nie trzeba było szukać daleko z Astarothem robiła to samo, bała się o niego dlatego nie mówiła mu wszystkiego. Im mniej wiedzą tym spokojniej śpią. Taka jej dziwna filozofia, zresztą nie lubiła być tą stroną o którą ktokolwiek się martwił.
- Wiem jak one działają, znaczy niektóre z nich, te na spanie czasem dostaję od mojej przyjaciółki. - Od lat cierpiała na bezsenność, gdyby nie magiczne mikstury pewnie nie umiałaby zmrużyć oka, a tak od czasu do czasu mogła sobie pozwolić na nieco snu. Wyłączała się wtedy całkowicie, co miało swoje zalety.
- Na pewno wie więcej niż my, skoro ma leczyć takie przypadłości, nie dopuściliby go do pacjentów, gdyby się choć trochę na tym nie znał. - Miała świadomość, że o takie problemy również trzeba było się zatroszczyć, zbagatelizowane mogły mieć naprawdę ogromne konsekwencje.
- To słabo, ale pewnie nie będą cię wizytować do usranej śmierci, to na pewno przejściowe. - Prędzej, czy później będą musieli założyć, że wszystko z nią w porządku.
- Jestem pod wrażeniem tego, jak zainteresowałaś się tym malowaniem. - Rzuciła jeszcze z podziwem, skoro nawet podczas wyjazdu za miasto miała zamiar to robić, to by oznaczało, że znalazła sobie prawdziwą pasję. Tylko pozazdrościć.
Mrugnęła pospiesznie. Millie chyba faktycznie chciała dać się dzisiaj ponieść. Kimże ona była, żeby jej odbierać taką przyjemność. - Najpierw jednak nachlejmy się odpowiednio, nie wiem, czy przeżyjesz to na trzeźwo. - Rzuciła jeszcze do przyjaciółki. Alkohol zdecydowanie był wskazany przed ewentualnym bieganiem nago po ogrodzie Bertiego Botta. Nie zainteresowała się też póki to tym, kiedy wrócą, na pewno nie jeden raz w życiu widzieli gołą babę, więc nie powinno być to dla nich nic szokującego.