01.07.2024, 15:34 ✶
Naprawdę nie potrafił zrozumieć, dlaczego Tim tak bardzo chciał się bawić w ich starego. Jakby, czemu to miało służyć? Groźne miny to działały może na dzieciaki, które próbowały ukraść ze sklepu lizaka. Billy po prostu patrzył na brata z niezrozumieniem przemieszanym z niedowierzaniem. Że niby miał się tym przejąć? No bez przesady, szanujmy się. —Serio? Jestem trochę na stary, żeby działały na mnie takie rzeczy — rzucił tylko, po czym głośno westchnął i poprawił pozycję tej cholernej różdżki. Coraz bardziej zaczynał wątpić w sens tej wyprawy. Nie, żeby uważał starszego Fletchera za idiotę, nic z tych rzeczy. Chłop miał głowę na karku, co udowadniał chociażby tym, że ich zakład dalej stał i nawet nieźle funkcjonował. Czasami czuł się wręcz dziwnie, gdy równo co miesiąc otrzymywał stałą pensję. Wciąż nie potrafił przywyknąć do tego, że do przeżycia mogło starczyć zwykłe wstawanie rano i siedzenie w jakimś miejscu przez kilka godzin. Zero ryzyka przypału, czy wpierdolu, gdy wybierzesz złą ofiarę. Co tu dużo mówić, wychowanie się na nokturnie rządzi się swoimi prawami.
— No zajebisty fant, ale nie wydaje mi się, żeby klient miał płacić za dodatkową warstwę brudu i ziemi — rzucił sarkastycznie, przewracając przy tym lekko oczami.
— Zluzuj, po prostu chciałem sprawdzić, czy jesteś skłonny renegocjować warunki mojego zatrudnienia. Nie to nie, ale jutro przychodzę godzinę później. Gdy już tu skończymy, mam zamiar iść się napić, a nie mam zamiaru psuć sobie zegara biologicznego — dodał jeszcze, przesuwając różdżkę tak, żeby lepiej było widać detale ich znaleziska.
W ciszy obserwował dalsze działania Tima. Z początku nie rozumiał, co autor miał na myśli, ale gdy typ zaczął wycierać go w materiał nogawki, poczuł kolejną falę zażenowania. Czasem naprawdę czuł się przy bracie jak przedmiot, a nie człowiek. Jasne, czasem śmiesznie było dostać na mordę jakąś klątwą, ale nawet on miał jakieś standardy.
— Podróbka czy autentyk? Te złote plamki to jest lekka warstwa rzucona na wierzch, żeby zegarek lepiej wyglądał. Mogę co najwyżej ocenić stop metalu, z którego to zrobiono, ale czy to coś nam zmieni? Nie będę w stanie ocenić, ile lat to ma, ale wiesz. Zawsze możemy nakłamać — Wzruszył przy tym ramionami, powoli rezygnując z dalszego dyskutowania. Przecież go nie zaboli, jeśli wpierdoli trochę pyłu albo piasku. Miał już w mordzie znacznie gorsze rzeczy.
Czy nagłe pojawienie się osoby trzeciej było dla niego wybawieniem? W sumie to nie. Wolał już mieć za sobą próbę smaku i zmyć się do baru, ale oczywiście, że życie nie mogło być takie łatwe.
— Fiona. Niezbyt kojarzę, ale może Ty? — rzucił w stronę brata, stając na równe nogi. Otrzepał trochę spodnie z nagromadzonego pyłu, po czym przyjrzał się kobiecie nieco uważniej. No ewidentnie chora albo na solidnym kacu. Dawno nie widział kogoś o tak bladej skórze.
— Proszę się nie martwić. Dzieciaki to zawsze tak robią, że najpierw robią, a potem myślą. Znajdziemy zaraz pannicę. Gdzie byłyście razem ostatni raz? Zaczniemy poszukiwania stamtąd — zagaił grzecznie, zerkając przy tym na Tima z nadzieją, że jakoś ich z tego wyciągnie.
— Och. Wydaje mi się, że... koło bramy cmentarza? Odwróciłam się na chwilę i zniknęła mi z oczu — odparła kobieta, przenosząc swoje spojrzenie na Billy'ego. — Musi być przerażona. Sama o tej porze, tak daleko od domu. Strasznie się o nią martwię — dokończyła, po czym ruszyła w stronę bram.
— Um... idziemy z nią, czy spierdalamy? Wydaje się jakaś odklejona. Skoro zgubiła córkę to pewnie nawet nie zauważy, że my też się zwinęliśmy — rzucił jeszcze do drugiego Fletchera, z nadzieją że się z nim zgodzi.
— No zajebisty fant, ale nie wydaje mi się, żeby klient miał płacić za dodatkową warstwę brudu i ziemi — rzucił sarkastycznie, przewracając przy tym lekko oczami.
— Zluzuj, po prostu chciałem sprawdzić, czy jesteś skłonny renegocjować warunki mojego zatrudnienia. Nie to nie, ale jutro przychodzę godzinę później. Gdy już tu skończymy, mam zamiar iść się napić, a nie mam zamiaru psuć sobie zegara biologicznego — dodał jeszcze, przesuwając różdżkę tak, żeby lepiej było widać detale ich znaleziska.
W ciszy obserwował dalsze działania Tima. Z początku nie rozumiał, co autor miał na myśli, ale gdy typ zaczął wycierać go w materiał nogawki, poczuł kolejną falę zażenowania. Czasem naprawdę czuł się przy bracie jak przedmiot, a nie człowiek. Jasne, czasem śmiesznie było dostać na mordę jakąś klątwą, ale nawet on miał jakieś standardy.
— Podróbka czy autentyk? Te złote plamki to jest lekka warstwa rzucona na wierzch, żeby zegarek lepiej wyglądał. Mogę co najwyżej ocenić stop metalu, z którego to zrobiono, ale czy to coś nam zmieni? Nie będę w stanie ocenić, ile lat to ma, ale wiesz. Zawsze możemy nakłamać — Wzruszył przy tym ramionami, powoli rezygnując z dalszego dyskutowania. Przecież go nie zaboli, jeśli wpierdoli trochę pyłu albo piasku. Miał już w mordzie znacznie gorsze rzeczy.
Czy nagłe pojawienie się osoby trzeciej było dla niego wybawieniem? W sumie to nie. Wolał już mieć za sobą próbę smaku i zmyć się do baru, ale oczywiście, że życie nie mogło być takie łatwe.
— Fiona. Niezbyt kojarzę, ale może Ty? — rzucił w stronę brata, stając na równe nogi. Otrzepał trochę spodnie z nagromadzonego pyłu, po czym przyjrzał się kobiecie nieco uważniej. No ewidentnie chora albo na solidnym kacu. Dawno nie widział kogoś o tak bladej skórze.
— Proszę się nie martwić. Dzieciaki to zawsze tak robią, że najpierw robią, a potem myślą. Znajdziemy zaraz pannicę. Gdzie byłyście razem ostatni raz? Zaczniemy poszukiwania stamtąd — zagaił grzecznie, zerkając przy tym na Tima z nadzieją, że jakoś ich z tego wyciągnie.
— Och. Wydaje mi się, że... koło bramy cmentarza? Odwróciłam się na chwilę i zniknęła mi z oczu — odparła kobieta, przenosząc swoje spojrzenie na Billy'ego. — Musi być przerażona. Sama o tej porze, tak daleko od domu. Strasznie się o nią martwię — dokończyła, po czym ruszyła w stronę bram.
— Um... idziemy z nią, czy spierdalamy? Wydaje się jakaś odklejona. Skoro zgubiła córkę to pewnie nawet nie zauważy, że my też się zwinęliśmy — rzucił jeszcze do drugiego Fletchera, z nadzieją że się z nim zgodzi.