Sierpień przyniósł jej zmiany, których niekoniecznie się spodziewała, jednak była nimi zachwycona. Wszystko wydawało się układać nadwyraz dobrze, postanowiła się tym cieszyć i nie zastanawiać kiedy wszystko legnie w gruzach. Negatywne myślenie nie miało sensu, w końcu wiele zależało od nastawienia, a ona tym razem postanowiła przyciągać do siebie wszystko, co dobre. Samuel wrócił do jej życia, nie spodziewała się nigdy, że to się wydarzy, może w głębi ciągle tliła się nadzieja, na pewno jednak nie zakładała takiego szybkiego obrotu spraw. Z drugiej strony, czy był sens, aby czekać, wiedzieli czego chcą, nie byli już tymi niezdecydowanymi dzieciakami, postanowili zawalczyć o wspólną przyszłość, co ogromnie ją cieszyło.
Może nie było to wcale takie proste, zważając na to, że żyli w dwóch różnych miejscach, każde z nich miało ułożone pewne sprawy, z których na pewno trudno było im zrezgynować, jednak postanowili odnaleźć w tym wszystkim miejsce dla siebie, co przynosiło nadzieję na to, że już zawsze będą walczyć o tę obecność w swoich życiach. Szczególnie po tych deklaracjach, nie mogło być inaczej. Zgodziła się w końcu zostać jego żoną, co było przecież bardzo poważną decyzją, miało spleść ich drogi na całe życie (jakby posiadanie wspólnie dziecka tego nie zrobiło, ale o tym Sam jeszcze nie wiedział).
Soboty miały stać się jej ulubionymi dniami w tygodniu. Mieli spędzać je razem, a bardzo tęskniła za jego towarzystwem, kiedy znajdował się w Dolinie. Cały dzień z dala od Londynu brzmiał dobrze, mimo, że kochała to miejsce na swój sposób, jednak kojarzyło jej się głównie z pracą, wcale nie lekką. Własna działalność, do tego w branży którą wybrała przynosiła zmęczenie, czasem naprawdę ogromne. Na szczęście były dni jak ten, kiedy mogła rzucić wszystko i wyjechać na chwilę do Doliny Godryka.
Spacer w tym sierpniowym słońcu był bardzo przyjemny. Można było odczuć zbliżającą się jesień, jednak lato jeszcze próbowało nie dać o sobie zapomnieć. Nie miała pojęcia dokąd zmierzają, chociaż okolica wydawała się jej znajoma. Wrzosowiska były piękne o tej porze roku, łąki wyglądały niczym różano-fioletowy dywan, który zdobił okoliczne pola.
Samuel wyglądał dobrze, co powodowało nieschodzący uśmiech z twarzy Nory, naprawdę cieszyła się, że w tak krótkim czasie udało im się wszystko wyjaśnić i dojść do porozumienia. Mabel również wydawała się być zadowolona z tej sytuacji, co powodowało wewnętrzy spokój u kobiety. Wszystko będzie dobrze, chyba jednak, chociaż zupełnie nie zakładała takiego scenariusza.
Najwyraźniej był to cel ich wędrówki. Usłyszawszy więc, że są na miejscu po prostu się zatrzymała i rozejrzała po okolicy. Naprawdę było tu bardzo malowniczo. Nie miała pojęcia, co planował Sam, widziała jednak ekscytację na jego twarzy, co trochę wzbudzało w niej ciekawość.
- Mab, jesteś głodna? - Ona nie była, ale wolała upewnić się, że latorośl też nie czuje głodu. Z drugiej strony pewnie to pytanie nie miało sensu, zważając na to, że ściganie się pewnie dla niej również wydawało sie dużo bardziej atrakcyjną formą rozrywki.