30.06.2024, 21:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.06.2024, 22:03 przez Atreus Bulstrode.)
loteria -> strefa gastronomiczna
Prawdę powiedziawszy, to miał lekkie obawy, które jednak kategorycznie starał się od siebie odsuwać. W końcu ostatnie sabaty i atrakcja kręcenia kołem okazały się absolutnym niewypałem - możliwe tam do zdobycia fanty były zwyczajnie tandetne, posiadające wyraźne wady i najczęściej nienadające się do użytku. Wciąż miał jeszcze gdzieś te przeklęte kajdanki, które wtedy wygrał. Po tym jak mu je Brenna odesłała to ich ani razu nie wyciągnął, ani nawet nie spojrzał, ale liczył się fakt że istniały i były ujmą na honorze wszelkich loterii fantowych.
Teraz przeglądał zdobyte nagrody dość pobieżnie, ale i tak był zadowolony. Były to przydatne rzeczy, z tym akurat nie można było się spierać, chociaż akurat to pióro nieco wzbudzało w nim wątpliwości. Co niby sobie z nim zrobi? Znajdzie Stanleya i każe mu napisać już nigdy więcej nie podłożę komuś martwej głowy? Eliksir zapomnienia był natomiast całkiem ciekawy, biorąc pod uwagę że wspomnienia właśnie dręczyły go po Beltane. Nie były nachalne, ale wciąż nie rozumiał czemu właściwie przychodziły, a może wracały, a przede wszystkim co sprawiło że o nich zapomniał. Ale ten eliksir od ognia? To chyba był jakiś znak od Matki, biorąc pod uwagę jak skończył na wiosennym święcie.
- A ja zawsze ci powtarzam, że niewielką mi to robi różnicę, kiedy gram przeciwko komuś kto nie potrafi być tu i teraz - wzruszył ramionami. Nie było widać na pierwszy rzut oka, żeby coś mu było - przynajmniej nie kiedy stał przed nią, powoli chowając skarby i uwalniając od nich ręce. Spodnie były całe, podobnie z resztą jak buty, ale kiedy tylko zrobił krok zaraz mogła wyłapać, że kulał lekko. - Widzisz, bo nie musiałem stać w kolejce. Miałem ekspresową usługę - chociaż wolał nie mieć jej wcale i teleportować się do Ministerstwa w całości, ale jak widać nie można było mieć wszystkiego. - Po dachach chyba sobie pobiegam - mruknął pod nosem, przyjmując od niej te trzewiki, ale przecież nie zamierzał wybrzydzać bo miała rację - pewnie w jakichś głupich okolicznościach się przydadzą.
Kiwnął głową i ruszył przez tłum, kierując się razem z Florence w stronę strefy gastronomicznej. Chyba nie była jakoś bardzo oblegana, bo większa część uwagi odwiedzających była skoncentrowana na występach które działy się na scenie. Bulstrode spojrzał tam przelotnie, zauważając że właśnie kończył się tam pokaz Klubu Artemis. Zmrużył podejrzliwie oczy, zastanawiając się czy przypadkiem Yaxley znowu nie ma na sobie jakiejś jego koszuli, ale zapachy jedzenia ostatecznie odwróciły jego uwagę.
- Masz na coś szczególnego ochotę? - zapytał, podchodząc do stanowiska z watą cukrową i kupując jedną. Nie był przesadnie głodny, ale tego typu przekąska wydawała się w tym przypadku właśnie idealna.
kolor
Rzut 1d10 - 5