30.06.2024, 12:05 ✶
Przy wejściu, rozmawia z Agnès, przesuwa się do Celine i w końcu dokonuje zakupu żetonów
Camille lubiła przyjęcia u Agnès, jednak nie można było powiedzieć, żeby ostatnio była na nich częstym gościem. Wszystko za sprawą pracy, która pochłaniała praktycznie cały jej wolny czas. Do tego dochodziły ostatnio prywatne spotkania, których co prawda nie starała się utrzymać w szczególnej tajemnicy, lecz jednocześnie nie chwaliła się swoją relacją z Laurencem. Głównie dlatego, że sama niespecjalnie wiedziała, na czym oboje stoją. Dla postronnych być może było to oczywiste, lecz dla tej dwójki: już nie za bardzo. Nie zdążyła posłać do Agnès listu, w którym wyjaśniała tę sytuację, a że teraz znalazła trochę wolnego czasu, postanowiła się zjawić. Każdemu przecież należało się odrobinę wytchnienia, prawda?
Odziana była w czarną koszulę z białym współczesnym żabotem oraz czarne, przylegające do ciała spodnie. Niemal jak na pogrzeb, chociaż koszula mieniła się w świetle srebrnymi nitkami przy każdym ruchu, odganiając myśli o tym, że Delacour ubrała się jak na pogrzeb. Blond włosy miała związane w niedbały kok, pozwalając by kilka niesfornych (a tak naprawdę starannie wybranych) pukli okalało jej młodą jak na swój wiek twarz. Blondynka zwykle ubierała się w jasne barwy i luźniejsze ubrania, lecz nie mogła nie skorzystać z okazji, by odwiedzić Dom Mody Rosier przed przyjęciem. Widząc Agnès przesunęła się w jej kierunku.
- Agnès - powiedziała miękko, rozkładając ręce. Widziała innych gości, którzy witali się z ciotką, lecz... Była Delacour, miała pierwszeństwo, prawda? Położyła dłonie na barkach ciotki i cmoknęła ją w oba policzki. - Pan Shafiq już zaczął cię motać swoimi komplementami?
Zapytała przekornie, rozciągając usta w uśmiechu. Posłała Anthony'emu uśmiech i kiwnęła głową jego osobie towarzyszącej.
- Wyglądasz przepięknie, Agnès. Żadna kobieta w Londynie nie może się z tobą równać - powiedziała przechodząc na francuski, puszczając do ciotki jednocześnie oczko. Widziała, że do nich podchodzi również Matthias. Jemu jedyne co to skinęła oszczędnie głową. Nie znała chłopaka zbyt dobrze, ale nie czuła do niego specjalnej sympatii. Fakt, że o Martthiasie matka rozpisywała się w samych superlatywach sprawiał, że Camille odruchowo zaczynała traktować go z dystansem, jeśli nie z chłodem. - Brakowało mi twoich przyjęć. Nie będę jednak zajmować ci czasu, przywitam się z Celine.
Puściła ciotkę, pozwalając by inni goście mogli ją osaczyć, a sama podeszła do grającej na fortepianie Celine.
- Mon chéri, mam wrażenie że z każdym twoim kolejnym występem jesteś coraz lepsza. A przecież nie można być lepszym od doskonałego, jednak chyba ci się udaje ciągle podnosić poprzeczkę - powiedziała cicho do kobiety, uśmiechając się szeroko. Nie chciała jej przeszkadzać, doskonale wiedziała, jak wielkiego skupienia wymagał gra na instrumencie. - Gdy będziesz miała chwilę, znajdziesz mnie? Dawno się nie widziałyśmy, musimy to nadrobić.
Jej wzrok przykuły stoły z alkoholem i tam się skierowała, by sięgnąć po kieliszek z białym winem. I dopiero gdy miała alkohol w ręku, poszła zakupić żetony.
- 20 żetonów poproszę. Na początek - upiła łyk wina. Była wyjątkowo zrelaksowana - mimo iż nie przepadała za przyjęciami, to jednak te u Agnès miały swój urok. Dużo lepszy niż te klasyczne londyńskie.
Wymieniam 100 galeonów na 20 żetonów @Robert Mulciber