29.06.2024, 21:50 ✶
Flynn odwrócił się w jego kierunku, wciąż szczelnie naciągając na siebie koc, z wyjątkiem jednej nogi wystawionej poza jego obręb, tak w ramach niepisanej zasady wszechświata znanej każdemu człowiekowi. Patrzył się na tego Alexandra leżącego na podłodze i myślał nad tym kocham cię. Nad tym kocham cię zrujnowanym pojawieniem się Laurenta, a później... No właśnie. Czasami to wszystko układało się tak dziwnie i głupio, a do niego coraz mocniej docierało, jak dziwnym był człowiekiem, ale tak nieprzyjemnie dziwnym. Nie innym, nie był ekscentrykiem, był jakimś zlepkiem chaotycznych myśli. Miewał pragnienia wgryzienia się w swoje ciało i rozerwania się na strzępy tylko po to, żeby zobaczyć swoje wnętrzności i upewnić się, że był prawdziwy. Uczucie depersonalizacji stawało się czasami tak nieznośne, tak jakby to było niemożliwe, żeby nie obserwował tego z boku, bo gdyby był częścią jestestwa tej osoby, powinien rozumieć samego siebie lepiej.
- Nie wiem - powiedział spokojnie, nie odrywając spojrzenia od jego twarzy. Odkrył, że chociaż lubił kiedy ktoś wpatrywał się w niego, teraz było mu trochę łatwiej. Najwyraźniej nie zawsze lubił być w centrum uwagi ukochanej osoby, skoro teraz z zafascynowaniem oddał tę rolę zakurzonemu sufitowi. - Pewnie nieszczególnie dobrze jej pomogłem, bo przyznałem się, że może nie łączą nas więzy krwi, ale w gruncie rzeczy pieprzę się ze swoim bratem.
Zamilkł. Chciał zadać pytanie: jak mnie kochasz? Rozwikłanie tej zagadki ciążącej mu na sercu od tygodnia pewnie wiele by pomiędzy nimi wyjaśniło, ale za bardzo bał się zmiany, jaka mogłaby nastąpić, gdyby Alexander zbyt mocno się przy tym zawahał. Albo odpowiedział coś, czego Flynn nie chciał usłyszeć.
- Nie wiem, jak jej pomóc.
A w sumie to chciałby. Niestety z ludźmi było tak, że jak znajdowali się w dołku, to nawet najlepsza na świecie pomoc mogła nie być wystarczająca, żeby zechcieli podać ci ręce i pozwolili się z niego wyciągnąć. Sam był tego wspaniałym przykładem, nie dosrywał się więc teraz do nikogo, tylko tak sobie narzekał w myślach na zastaną rzeczywistość. Czułby się lepiej, gdyby pani bezimienna przejechała się z nim tym autem i tym razem liczyła mijane krowy, zamiast wycierać wiadra łez wylanych nad swoim rodzeństwem i kuzynostwem. Niestety jej historia zmusiła go do myślenia, czy nie płakała tak za tym wszystkim, bo czułość kuzyna była jedyną, jakiej zaznała i stawała się chętna na niego z głodu i rozpaczy, a jak to zestawił ze sobą, ugh... Tak, Flynna ciężko było zaskoczyć. Należał do tej kategorii ludzi, którzy spodziewali się cierpienia od miesiąca, a w dzień zero jedynie utwierdzali się w przekonaniu o istnieniu wiszącego nad nimi fatum.
- Poznałem ją na krótko przed ucieczką ze Ścieżek. Planowaliśmy wtedy wspólne samobójstwo. Mieliśmy pojechać do Stanów, pooglądać ładne widoki, a później rzucić się z klifu - rozpalił tego papierosa i pierwszy raz zaciągnął się dymem. Wcześniej jedynie memłał go wargami, jakby chciał się nim tylko pobawić. - Ostatecznie stwierdziłem, że nie zabiorę jej ze sobą. Pewnie brała mnie za martwego. - Wydmuchał ten dym. - Dużo ludzi na Ścieżkach musiało myśleć, że nie żyję.
- Nie wiem - powiedział spokojnie, nie odrywając spojrzenia od jego twarzy. Odkrył, że chociaż lubił kiedy ktoś wpatrywał się w niego, teraz było mu trochę łatwiej. Najwyraźniej nie zawsze lubił być w centrum uwagi ukochanej osoby, skoro teraz z zafascynowaniem oddał tę rolę zakurzonemu sufitowi. - Pewnie nieszczególnie dobrze jej pomogłem, bo przyznałem się, że może nie łączą nas więzy krwi, ale w gruncie rzeczy pieprzę się ze swoim bratem.
Zamilkł. Chciał zadać pytanie: jak mnie kochasz? Rozwikłanie tej zagadki ciążącej mu na sercu od tygodnia pewnie wiele by pomiędzy nimi wyjaśniło, ale za bardzo bał się zmiany, jaka mogłaby nastąpić, gdyby Alexander zbyt mocno się przy tym zawahał. Albo odpowiedział coś, czego Flynn nie chciał usłyszeć.
- Nie wiem, jak jej pomóc.
A w sumie to chciałby. Niestety z ludźmi było tak, że jak znajdowali się w dołku, to nawet najlepsza na świecie pomoc mogła nie być wystarczająca, żeby zechcieli podać ci ręce i pozwolili się z niego wyciągnąć. Sam był tego wspaniałym przykładem, nie dosrywał się więc teraz do nikogo, tylko tak sobie narzekał w myślach na zastaną rzeczywistość. Czułby się lepiej, gdyby pani bezimienna przejechała się z nim tym autem i tym razem liczyła mijane krowy, zamiast wycierać wiadra łez wylanych nad swoim rodzeństwem i kuzynostwem. Niestety jej historia zmusiła go do myślenia, czy nie płakała tak za tym wszystkim, bo czułość kuzyna była jedyną, jakiej zaznała i stawała się chętna na niego z głodu i rozpaczy, a jak to zestawił ze sobą, ugh... Tak, Flynna ciężko było zaskoczyć. Należał do tej kategorii ludzi, którzy spodziewali się cierpienia od miesiąca, a w dzień zero jedynie utwierdzali się w przekonaniu o istnieniu wiszącego nad nimi fatum.
- Poznałem ją na krótko przed ucieczką ze Ścieżek. Planowaliśmy wtedy wspólne samobójstwo. Mieliśmy pojechać do Stanów, pooglądać ładne widoki, a później rzucić się z klifu - rozpalił tego papierosa i pierwszy raz zaciągnął się dymem. Wcześniej jedynie memłał go wargami, jakby chciał się nim tylko pobawić. - Ostatecznie stwierdziłem, że nie zabiorę jej ze sobą. Pewnie brała mnie za martwego. - Wydmuchał ten dym. - Dużo ludzi na Ścieżkach musiało myśleć, że nie żyję.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.