-Może idą mi się Ritę namówić, żeby go o to spytała. Ona raczej nie powinna się go bać - zaśmiał się.
Oczywiście, sam również mógł Anthony'ego o to spytać i z chęcią wysłuchały, gdyby jego wuj miał na ten temat więcej do powiedzenia, ale jeżeli Jonathan się bał, to może lepiej byłoby powierzyć to zadanie chrześnicą wujka Shafiqa. -Mama miałaby na ten temat inne zdanie - że to ona rozpieszcza wszystkich swoją obecnością.
I jak tu tej mamy Kelly nie kochać?
Gdyby Jessie był tu sam i byłby jedynym, który mógłby uratować psiaka, z pewnością zrobiłby to samo, co jego wuj, chociaż strach przed wodą mógłby być kłopotliwy. Był jednak z nim Jonathan i to on zareagował pierwszy, więc dla Jessiego zostało martwienie się, czy w swoim bohaterstwie nie zrobi sobie krzywdy, albo jeszcze gorzej.
Jessie stracił już ojca. Nie chciałby stracić jeszcze któregokolwiek z wujków, tym bardziej chrzestnego.
Nie mógł jednak gniewać się na wuja, gdy uratował tego psiaka, który teraz trzymał się blisko niego.
-Nie powiedziałbym, że mam więcej rozsądku i zrobiłeś to, co należało zrobić. Po prostu... Uważaj na siebie, dobrze?
Z pewnością Jonathan jeszcze nie raz wpakuje się w jakieś kłopoty, bo który Gryfon nie pakował się w kłopoty albo przestał się w nie pakować, kiedy się go o to poprosiło? Pozostało mieć jednak nadzieję, że Jonathan zacznie na siebie bardziej uważać, żeby nie doprowadzać do zawału albo przedwczesnej siwizny i nerwicy wszystkich, którym na nim zależy.
-Czekaj, mam go wziąć? - Jessie spojrzał na wuja z dziwną miną. -Znaczy... Ech, no dobra - czy był sens się wykłócać, kiedy psiak zaczął merdać ogonkiem, bo młody Kelly drapał go po głowie.
Wyglądało na to, że już sobie go czworonóg wybrał na nowego przyjaciela i tylko zwyrol zostawiłby go na łaskę bądź niełaskę natury. Jessie nawet się uśmiechnął, przez chwilę jeszcze bawiąc się ze zwierzakiem.
-O smoka jeszcze kiedyś się upomnę - powiedział, podnosząc się i układając sobie psa w ramionach. -Ale najpierw spytam o te Smoki miodowe i najpierw niech się ten maluch zadomowi.
Nie udało im się trafić na pistacjowe croissanty, ale dzięki Jonathanowi ocalone zostało niewinne życie, a dom rodziny Kelly miał stać się domem dla jeszcze jednej istoty.
Musieli jednak zakończyć swój wypad trochę wcześniej, jeżeli chcieli postawić mamę Kelly przed faktem dokonanym, żeby ich nie zamordowała.