29.06.2024, 12:35 ✶
Zabrał rękę. Odczułem to, bo zrobiło mi się tak dojmująco pusto. Myślę, że właśnie ta pustka skłaniała go do tak radykalnych rzeczy jakimi były używki, ale... coś poczuć, żeby coś poczuć, coś poczuć pięknego...? Też bym chciał, ale w porównaniu do Flynna, ja obawiałem się konsekwencji. Miałem po co żyć i dla kogo żyć. Nie spieszyło mi się w zaświaty, do Limbo albo jeszcze innego miejsca. Albo do niczego, bo niektórzy potrafili w nic nie wierzyć.
Niczym obcy byt, wyprostowałem się, już nie wtulając się we Flynna, tylko bezradnie klęcząc na podłodze. Wpatrywałem się we Flynna, jak gdybym spodziewał się usłyszeć wszystkiego. Przeróżne scenariusze, nawet te najgorsze. Właściwie, to się nie pomyliłem z oceną, bo jemu na niczym nie zależało, jedynie na sobie. Tak się skupiał na sobie i na własnych bolączkach, że nie brał pod uwagi, że mnie uszczęśliwił powrotem, że kochałem, kiedy był w pobliżu, że wtedy odżywałem pomimo trudów codzienności.
Tak, kochałem go. Trafił w sedno. Kochałem go mocno. Za mocno.
Wziąłem głęboki wdech i się odchyliłem do tyłu, właściwie to się położyłem na podłodze przyczepy Fiery. Nie miałem pojęcia, czy miała posprzątane, czy nie. Może mnie zaraz zeżre jakieś robactwo... Jak zdechnę, to zdechnę...? Taaak.
Ale to nie koniec, bo żeby podkreślić jak bardzo moje uczucia do Flynna były małostkowe, przykrył je pierzynką historii o jakiejś koleżance, która ryczała i miała jakieś więzy krwi... Koleżankę. Mógł doradzić jej, że nie powinna wchodzić do łóżka bratu. Albo coś. Skoro to było takie złe, skoro miałbym lepsze życie, gdyby się w nim nie pojawił ani ponownie nie pojawił.
Ale... jednocześnie chciałem żeby się w nim pojawiał. Nawet taki bezduszny. Może go kochałem. A może kochałem jego wymyśloną osobę, ale... Ale chciałem znajdować sto kolejnych powodów, dla których nie chciałbym zrywać z nim kontaktów, dla których chciałbym go dalej kochać całym sercem i dla których robiłbym wszystko by był szczęśliwy...? Nawet i to. Tak, nawet i to.
Brzmiało to pięknie, jednocześnie brzmiąc niczym największy koszmar. Dlaczego tak się działo? Kiedy to ruszyło w takim kierunku?
- Chciałem powiedzieć, że cię kocham - przyznałem, wcale już nie patrząc na Flynna, tylko na sufit wozu. Wpatrywałem się w niego, tak naprawdę stwierdzając, że nie byłem w stanie go pilnować dwadzieścia cztery godziny na dobę. Poza tym był wolnym człowiekiem. Mógł robić, co sobie chciał. Ja też mogłem robić, co uważałem, że chciałem zrobić. Ale... nie mogłem się uwolnić od tej wizji przepaści dla siebie i Flynna, kiedy urwę nam siebie nawzajem. Nieee. Nie mogłem tego zrobić.
Ale jednak miłość do niego mnie zabijała.
- A co z tą koleżanką? - zapytałem po chwili, przecierając twarz. Może chociaż jedna pozytywna historia...?
Niczym obcy byt, wyprostowałem się, już nie wtulając się we Flynna, tylko bezradnie klęcząc na podłodze. Wpatrywałem się we Flynna, jak gdybym spodziewał się usłyszeć wszystkiego. Przeróżne scenariusze, nawet te najgorsze. Właściwie, to się nie pomyliłem z oceną, bo jemu na niczym nie zależało, jedynie na sobie. Tak się skupiał na sobie i na własnych bolączkach, że nie brał pod uwagi, że mnie uszczęśliwił powrotem, że kochałem, kiedy był w pobliżu, że wtedy odżywałem pomimo trudów codzienności.
Tak, kochałem go. Trafił w sedno. Kochałem go mocno. Za mocno.
Wziąłem głęboki wdech i się odchyliłem do tyłu, właściwie to się położyłem na podłodze przyczepy Fiery. Nie miałem pojęcia, czy miała posprzątane, czy nie. Może mnie zaraz zeżre jakieś robactwo... Jak zdechnę, to zdechnę...? Taaak.
Ale to nie koniec, bo żeby podkreślić jak bardzo moje uczucia do Flynna były małostkowe, przykrył je pierzynką historii o jakiejś koleżance, która ryczała i miała jakieś więzy krwi... Koleżankę. Mógł doradzić jej, że nie powinna wchodzić do łóżka bratu. Albo coś. Skoro to było takie złe, skoro miałbym lepsze życie, gdyby się w nim nie pojawił ani ponownie nie pojawił.
Ale... jednocześnie chciałem żeby się w nim pojawiał. Nawet taki bezduszny. Może go kochałem. A może kochałem jego wymyśloną osobę, ale... Ale chciałem znajdować sto kolejnych powodów, dla których nie chciałbym zrywać z nim kontaktów, dla których chciałbym go dalej kochać całym sercem i dla których robiłbym wszystko by był szczęśliwy...? Nawet i to. Tak, nawet i to.
Brzmiało to pięknie, jednocześnie brzmiąc niczym największy koszmar. Dlaczego tak się działo? Kiedy to ruszyło w takim kierunku?
- Chciałem powiedzieć, że cię kocham - przyznałem, wcale już nie patrząc na Flynna, tylko na sufit wozu. Wpatrywałem się w niego, tak naprawdę stwierdzając, że nie byłem w stanie go pilnować dwadzieścia cztery godziny na dobę. Poza tym był wolnym człowiekiem. Mógł robić, co sobie chciał. Ja też mogłem robić, co uważałem, że chciałem zrobić. Ale... nie mogłem się uwolnić od tej wizji przepaści dla siebie i Flynna, kiedy urwę nam siebie nawzajem. Nieee. Nie mogłem tego zrobić.
Ale jednak miłość do niego mnie zabijała.
- A co z tą koleżanką? - zapytałem po chwili, przecierając twarz. Może chociaż jedna pozytywna historia...?