29.06.2024, 11:19 ✶
Ach tak. Przechodzili od razu do rzeczy. Percival nie wyglądał na zaskoczonego - twarz miał spokojną, a mimikę stonowaną. W jego oczach czaiło się współczucie, które odczuwał dla Atreusa. Bo przecież nie było tak, że mimo swojej pozycji nie czuł więzi z osobami, które czciły ich bogów. Wszystko to, co się stało na Beltane oraz Lithe sprawiło, że na świat czarodziejski padły kolejne cienie tajemnic. Cienie, które powoli pochłaniały poszczególne osoby, a nie było wśród nich nikogo, kto mógłby podać im pochodnię, by odgonić demony. Percival w tej roli widział siebie. Uduchowionego przewodnika, który nie tylko wyciągnie pomocną dłoń, ale i lekko popchnie we właściwym kierunku.
- Wyroki naszych bogów są niezbadane - Macmillan go wysłuchał. Nie przerywał, nie komentował, nie wykrzywiał się. Po prostu słuchał tak, jakby w tej chwili nie liczył się nikt inny, niż Atreus Bulstrode. Być może naprawdę tak było - w tej sekundzie, w tym gabinecie, to młody Auror był najważniejszy. Po tym enigmatycznym, spokojnym stwierdzeniu nastąpiła krótka przerwa, a Percival powędrował wzrokiem do ksiąg, ułożonych równo na półkach. Oparł się w końcu o wygodne oparcie fotela, a dłonie złożył na kolanach. - Panie Bulstrode, czy wie pan, co się stało w nocy na Lithe?
Zapytał w końcu, powracając wzrokiem do Aurora. Jego zatroskany wyraz twarzy nie zmienił się ani na chwilę.
- Moja żona została aresztowana i odprowadzona do Lecznicy Dusz - przypomniał - jego głos był obrzydliwie bez wyrazu, bez jakichkolwiek emocji. Zupełnie tak, jakby nie przejmował się tym, że Arcykapłanka znalazła się w... Niebezpieczeństwie. Bo tak można było to nazwać. - Podczas Beltane Isobell zrobiła wszystko, dzięki czemu został pan ochroniony i może pan chodzić wśród nas, podobnie jak i reszta.
Kolejne stwierdzenie oczywistości, chociaż słowa dobierał niezwykle ostrożnie. Rozmawiał w końcu z przedstawicielem prawa - pracownikiem departamentu, który siłą ujął Isobell i doprowadził ją do Lecznicy.
- Arcykapłanka jest w tej chwili najważniejszym źródłem, które mogłoby rzucić światło na cień, który wyczuwam w panu - odezwał się w końcu, łagodząc nieco ton głosu. - Problem jest jednak taki, że... Nikt spoza waszego departamentu nie może się do niej zbliżyć, by chociażby zapytać, co się wtedy stało.
Czy oznaczało to, że Percival nie miał żadnych ważnych informacji, które mógłby przekazać Atreusowi? Nie, nie wyglądał na osobę, która nie wie, co się dzieje, szczególnie że sprawa dotyczyła bezpośrednio jego małżonki. Z jakiegoś jednak powodu przekierował uwagę na nią, nie na pytania, zadane przez Atreusa.