- Rysopis, oczywiście. - odpowiedział, nieco niepocieszony otrzymaną informacją. Gdzieś tam bowiem miał nadzieje, że komuś może wymsknie się coś więcej na ten temat, skoro już pojawiła się ku temu okazja. - Rudowłosa, piegowata, średniego wzrostu, raczej drobna. Hmm... Włosy do ramion. Nigdy jeszcze nie musiałem nikogo opisywać, proszę mi wybaczyć tę... nieporadność. Czy potrzeba czegoś jeszcze?
I pomyśleć, że to właśnie opisanie własnej córki sprawiało Robertowi aż tak duży problem! Wychodziło mu teraz bokiem to całe unikanie i wieczne ukrywanie się przed rodziną we własnym gabinecie. Oczywiście nawet przez myśl mu w tej sytuacji nie przeszło, że może warto byłoby cokolwiek w tym aspekcie zmienić. Aż tak mu ten stan rzeczy nie przeszkadzał. Nie doprowadził do wystarczająco dużych trudności. Komplikacji.
Gdyby ktoś go teraz zapytał o powiązania ze Stanleyem, zasugerował iż byli rodziną, to Robert chyba by z tego wszystkiego aż... cóż, zaniemówił. Na chwilę obecną nie miał bowiem zielonego pojęcia o tym, że syn na temat swojego pokrewieństwa z Mulciberami rozprawiał na prawo i lewo. Co za tym idzie, przekonany był o tym, iż tego faktu świadome pozostają osoby nieliczne. I akurat Atreusa Bulstrode nie był skłonny do tego grona zaliczyć. Na całe szczęście temat nie wypłynął. Robert mógł więc nadal żyć w błogiej nieświadomości, przekonany o tym, że Stanley jakieś resztki zdrowego rozsądku nie posiadał (tak jakby jego pojawienie się na widowisku temu nie przeczyło).
- Macie w ogóle jakiś pomysł odnośnie tego, gdzie zacząć ich szukać? - oczywiście nie byłby sobą, a także nie trzymałby się planu, gdyby nie zadał jeszcze kilku upierdliwych, niekoniecznie wygodnych pytań. Skoro już zaczął grać, zamierzał tę grę dokończyć. Dlatego też po słowach Atreusa, dorzucił kolejne pytanie. A następnie pozwolił, aby jego uwagę na moment odciągnęła Lorien. Oczywiście, że nie posłuchała. Nie poczekała przy stoliku. Może jednak powinien zostawić ją w tej Szkocji? Z daleka od Londynu była dużo mniej upierdliwa. Nie sprawiała tylu problemów. - Kochanie, mówiłem przecież, że zaraz do was wrócę. - delikatnie zwrócił jej na to uwagę, zwrócił się do niej, a następnie bardziej pod publiczkę niż z tego względu, iż takie czułości były dla nich czymś normalnym, pocałował ją w głowę. Przy różnicy wzrostu było to po prostu najwygodniejsze. - Nie musiałaś się do nas fatygować. - dodał, ponownie się prostując.
Kiwnął głową odprawionemu Atreusowi. Nie zatrzymywał go. Następnie poczekał chwilę na odpowiedź jednego z aurorów. Przecież nie będzie się słuchał własnej żony, jak jakiś pantofel. Bo nie, Robert Mulciber żadnym pantoflem nie był i zapewne nigdy nie będzie. Nie był do tej roli odpowiednim materiałem mężczyzny.