26.06.2024, 21:55 ✶
Wraz z kolejnymi słowami Geraldine, płonne nadzieje Peregrinusa na dowiedzenie się czegoś więcej zostały zrujnowane. Wykręty i ogólniki — tyle mógł dostać. Nie miał prawa czarownicy winić. Nie byli, bądź co bądź, szczególnie bliskimi znajomymi. Mimo to warto było podjąć tę próbę, bo i takich znajomych niekiedy dawało się subtelnie pociągnąć za język. Ba, i obcy miewali skłonności do paplania. Geraldine Yaxley miała, jak widać, więcej oleju w głowie.
Trelawney nie wychodził jednak z tego spotkania z zupełnie pustymi rękoma: dowiedział się, że Thoran zaszedł już za skórę większej ilości osób. Potwierdziła się także teoria, że ten, kto zaatakował go w Prawach Czasu, nie był osobą, za którą się podawał. Wróżbita liczył być może na nieco więcej, ale nie zamierzał dalej zaciskać łowczyni.
— Rozumiem. — Pokiwał przeciągle głową, stukając palcami o kufel piwa przed sobą. — Pozostaje zatem życzyć ci powodzenia.
Nie chciała jego pomocy, nie chciała dzielić się informacjami. Nie było już niczego, co mógłby dla niej zrobić czy zdobyć dla siebie. Zdawało się, że temat został tym samym zamknięty. Peregrinusa zainteresowała jeszcze tylko jedna rzecz w tej historii:
— Jeśli mogę jeszcze jedno. W jaki sposób Thoran się z tobą kontaktuje, aby ustalać te spotkania? Czy po prostu wpadacie na siebie przypadkowo? — Wyciągnął z kieszeni talię tarota i położył ją mimochodem na stole.
Interesowało go modus operandi istoty. Zamierzał również zaproponować kobiecie udział w małym eksperymencie mogącym obalić bądź uprawdopodobnić jedną z teorii, które omawiał w trakcie dyskusji z Vakelem. Zobaczyć, czy da się przewidzieć przyszłość wokół Thorana Yaxleya.
— Nie ma za co. Choć i mistrzowi Vakelowi należą się podziękowania. Odnoszę wrażenie, że dla obu stron najlepszą formą wdzięczności będzie zachowanie dyskrecji o tym incydencie. — Uśmiechnął się porozumiewawczo.
Zgłaszanie tego do Departamentu Przestrzegania Prawa i tak nigdy nie było opcją. Dolohov w życiu by się nie zgodził, żeby jacyś przypadkowi funkcjonariusze przeszukiwali jego biuro w poszukiwaniu poszlak. Ewentualne oddanie sprawiedliwości również wolał zachować w swoich rękach. Co do zaś Peregrina… ten nie zamierzał nikomu przyznawać się, że został napadnięty. Zdarzyło się, trudno. Choć gdyby trafiła się mu okazja do odpłacenia pięknym za nadobne, zapewne by z niej skorzystał.
Trelawney nie wychodził jednak z tego spotkania z zupełnie pustymi rękoma: dowiedział się, że Thoran zaszedł już za skórę większej ilości osób. Potwierdziła się także teoria, że ten, kto zaatakował go w Prawach Czasu, nie był osobą, za którą się podawał. Wróżbita liczył być może na nieco więcej, ale nie zamierzał dalej zaciskać łowczyni.
— Rozumiem. — Pokiwał przeciągle głową, stukając palcami o kufel piwa przed sobą. — Pozostaje zatem życzyć ci powodzenia.
Nie chciała jego pomocy, nie chciała dzielić się informacjami. Nie było już niczego, co mógłby dla niej zrobić czy zdobyć dla siebie. Zdawało się, że temat został tym samym zamknięty. Peregrinusa zainteresowała jeszcze tylko jedna rzecz w tej historii:
— Jeśli mogę jeszcze jedno. W jaki sposób Thoran się z tobą kontaktuje, aby ustalać te spotkania? Czy po prostu wpadacie na siebie przypadkowo? — Wyciągnął z kieszeni talię tarota i położył ją mimochodem na stole.
Interesowało go modus operandi istoty. Zamierzał również zaproponować kobiecie udział w małym eksperymencie mogącym obalić bądź uprawdopodobnić jedną z teorii, które omawiał w trakcie dyskusji z Vakelem. Zobaczyć, czy da się przewidzieć przyszłość wokół Thorana Yaxleya.
— Nie ma za co. Choć i mistrzowi Vakelowi należą się podziękowania. Odnoszę wrażenie, że dla obu stron najlepszą formą wdzięczności będzie zachowanie dyskrecji o tym incydencie. — Uśmiechnął się porozumiewawczo.
Zgłaszanie tego do Departamentu Przestrzegania Prawa i tak nigdy nie było opcją. Dolohov w życiu by się nie zgodził, żeby jacyś przypadkowi funkcjonariusze przeszukiwali jego biuro w poszukiwaniu poszlak. Ewentualne oddanie sprawiedliwości również wolał zachować w swoich rękach. Co do zaś Peregrina… ten nie zamierzał nikomu przyznawać się, że został napadnięty. Zdarzyło się, trudno. Choć gdyby trafiła się mu okazja do odpłacenia pięknym za nadobne, zapewne by z niej skorzystał.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie