26.06.2024, 21:46 ✶
Nie zamierzał w żaden sposób komentować swojego drobnego wyskoku. Śmiech nie był czymś, do czego nawykł.
Po otrzymaniu nowej szklanki trudnku, zakręcił nią lekko na blacie, a następnie rozłożył z teatralną bezradnością ramiona.
- Pozazdrościć. Moja w dość restrykcyjny sposób zmuszała do 'odpowiednich' czy też 'prawidłowych' zachowań.
Coś mu jednak podpowiadało, że na jakimś etapie ponieśli niezłą porażkę, jeśli spojrzeć na to, jak charakterami wyrośli z Charlsem, o Sophie nie wspominając. Sam prawdopodobnie był największym buntownikiem, nawet jeśli na pierwszy rzut oka za cholerę nie dało się tego dostrzec ni wyczuć.
- Oczywiście - odparł bez chwili zawahania się, na tym już etapie wierząc w swoje umiejętności dostatecznie mocno.
Podobno na terenach leśnych tutejszej Szkoły Magii nawet udało się stworzyć odosobnioną kolonię akromantuli. Byłoby w sumie całkiem miło, gdyby udało się pobrać nieco materiałów, takich jak choćby jad, z przynajmniej jednej ofiary gigantycznych pajęczaków...
- Ugh... - skrzywił się mimowolnie, kiedy Geraldine napomniała mu o Aurorze. - Nie były to lata mojej największej świetności... - wymamrotał na swoją obronę. Bądź co bądź, nie był zbyt dumny z takiego rozwoju wydarzeń. Prawdopodobnie dlatego tym chętniej podjął pociągnięty przez kobietę temat, tyle że z jej perspektywy. - Wyjazd nadal typowałbym, jako ostateczność. - dodał pokrótce. - Osobiście proponowałbym po prostu dobrą truciznę~
Wiele razy myślał o otruciu Aurory. Oj wiele razy. Niestety, przez wzgląd na kontakty posiadane przez jej ojca, nigdy nie zdobył się na ten ostateczny krok. Nie chciał niepotrzebnie zatruwać sobie jeszcze bardziej życia.
- Oh? Całkiem niebezpieczny zawód, choć nie krytykuję. Jeśli miałabyś coś takiego na sprzedaż, wiedz, że za dobrej jakości towar jestem gotów zapłacić więcej niż po rynkowych cenach.
Po otrzymaniu nowej szklanki trudnku, zakręcił nią lekko na blacie, a następnie rozłożył z teatralną bezradnością ramiona.
- Pozazdrościć. Moja w dość restrykcyjny sposób zmuszała do 'odpowiednich' czy też 'prawidłowych' zachowań.
Coś mu jednak podpowiadało, że na jakimś etapie ponieśli niezłą porażkę, jeśli spojrzeć na to, jak charakterami wyrośli z Charlsem, o Sophie nie wspominając. Sam prawdopodobnie był największym buntownikiem, nawet jeśli na pierwszy rzut oka za cholerę nie dało się tego dostrzec ni wyczuć.
- Oczywiście - odparł bez chwili zawahania się, na tym już etapie wierząc w swoje umiejętności dostatecznie mocno.
Podobno na terenach leśnych tutejszej Szkoły Magii nawet udało się stworzyć odosobnioną kolonię akromantuli. Byłoby w sumie całkiem miło, gdyby udało się pobrać nieco materiałów, takich jak choćby jad, z przynajmniej jednej ofiary gigantycznych pajęczaków...
- Ugh... - skrzywił się mimowolnie, kiedy Geraldine napomniała mu o Aurorze. - Nie były to lata mojej największej świetności... - wymamrotał na swoją obronę. Bądź co bądź, nie był zbyt dumny z takiego rozwoju wydarzeń. Prawdopodobnie dlatego tym chętniej podjął pociągnięty przez kobietę temat, tyle że z jej perspektywy. - Wyjazd nadal typowałbym, jako ostateczność. - dodał pokrótce. - Osobiście proponowałbym po prostu dobrą truciznę~
Wiele razy myślał o otruciu Aurory. Oj wiele razy. Niestety, przez wzgląd na kontakty posiadane przez jej ojca, nigdy nie zdobył się na ten ostateczny krok. Nie chciał niepotrzebnie zatruwać sobie jeszcze bardziej życia.
- Oh? Całkiem niebezpieczny zawód, choć nie krytykuję. Jeśli miałabyś coś takiego na sprzedaż, wiedz, że za dobrej jakości towar jestem gotów zapłacić więcej niż po rynkowych cenach.