26.06.2024, 02:11 ✶
Szeptucha przymknęła ciemne, błyszczące oczy. W całej jej sylwetce, w jej sposobie bycia było coś takiego niepokojącego. Niby nie zachowywała się teraz nieuprzejmie wobec Ambrosii. Niby tylko rozmawiały, choć ta rozmowa zdawało się nie przyniosła dziewczynie oczekiwanych odpowiedzi, a jednak… a jednak coś w sposobie w jaki Szeptucha patrzyła, w jej ruchach, w sposobie w jaki trzymała kubek w rękach, było w tym coś takiego, co zdawało się osądzać Ambrosię. I nie wypadała w tej ocenie zbyt dobrze.
- Twoje zbyt długo jest tylko mrugnięciem powieki dla świata – rzuciła, kręcąc przy tym szybko głową.
Siedziały w ciszy sącząc napar. Szeptucha kołysała się do tyłu i do przodu. Jej ciemne włosy opadały strąkami na twarz, zasłaniając ją w połowie. Wydawała się w tym momencie częściowo nieobecna, jakby tylko ciało trzymało ją w tej chatce, przy tym stole, w towarzystwie Ambrosii.
Ocknęła się dopiero, gdy usłyszała dźwięk odstawianego kubka na blat stolika. Zerwała się ze swojego miejsca. Znowu pokręciła głową.
- Nie masz za co przepraszać – powiedziała nieco bardziej miękkim tonem, niż ten którego używała wcześniej w rozmowie. – Zawsze tu będziesz mile widzianym gościem, córko Felicity. Tylko… - zawahała się, odprowadzając dziewczynę do drzwi. Uchyliła je. Świat poza chatą wydawał się jasny i świetlisty. Zanim Ambrosia wyszła, szeptucha jeszcze złapała ją za ramię. Rękę miała zimną, choć spoconą a uścisk dość pewny i silny. Znowu w jej sylwetce i zachowaniu pojawiło się coś niepokojącego. – Tylko nigdy więcej nie próbuj sprowadzać do mojego domu takich jak on – wskazała brodą w stronę, gdzie magiczny żywopłot odgradzał Louvaina od jej bagna.
Zabrała rękę i weszła z powrotem do środka. Mimo dźwięku zamykanych drzwi, Ambrosia czuła na sobie odprowadzający ją wzrok szeptuchy.
Roślinny żywopłot ustąpił, pozwalając odejść Louvainowi i Ambrosii.
- Twoje zbyt długo jest tylko mrugnięciem powieki dla świata – rzuciła, kręcąc przy tym szybko głową.
Siedziały w ciszy sącząc napar. Szeptucha kołysała się do tyłu i do przodu. Jej ciemne włosy opadały strąkami na twarz, zasłaniając ją w połowie. Wydawała się w tym momencie częściowo nieobecna, jakby tylko ciało trzymało ją w tej chatce, przy tym stole, w towarzystwie Ambrosii.
Ocknęła się dopiero, gdy usłyszała dźwięk odstawianego kubka na blat stolika. Zerwała się ze swojego miejsca. Znowu pokręciła głową.
- Nie masz za co przepraszać – powiedziała nieco bardziej miękkim tonem, niż ten którego używała wcześniej w rozmowie. – Zawsze tu będziesz mile widzianym gościem, córko Felicity. Tylko… - zawahała się, odprowadzając dziewczynę do drzwi. Uchyliła je. Świat poza chatą wydawał się jasny i świetlisty. Zanim Ambrosia wyszła, szeptucha jeszcze złapała ją za ramię. Rękę miała zimną, choć spoconą a uścisk dość pewny i silny. Znowu w jej sylwetce i zachowaniu pojawiło się coś niepokojącego. – Tylko nigdy więcej nie próbuj sprowadzać do mojego domu takich jak on – wskazała brodą w stronę, gdzie magiczny żywopłot odgradzał Louvaina od jej bagna.
Zabrała rękę i weszła z powrotem do środka. Mimo dźwięku zamykanych drzwi, Ambrosia czuła na sobie odprowadzający ją wzrok szeptuchy.
Roślinny żywopłot ustąpił, pozwalając odejść Louvainowi i Ambrosii.