25.06.2024, 02:28 ✶
- Co? - zapytał jakże elokwentnie po jej pytaniu, ale zbyt zaszokował go fakt, że miałby mieć dziecko. - JA? Nie, nie, tylko siostrzenicę, po prostu lubię się włóczyć tu i tam - wyjaśnił dość pospiesznie, po prawdzie to wcześniej udał się do ich miejsca urzędowania, żeby w razie czego wiedzieć gdzie przetransportować Thorana, gdyby się stawiał i trzeba to było zrobić szybko.
Delikatnie złapał ją za dłoń, mogła poczuć, że jego dłoń jest delikatna z kilkoma zgrubieniami - fakt, że nie był mu obca praca fizyczna, ale nie była też tym co robił codziennie.
Trzymał Geraldine na tyle mocno aby nie rozdzielili się podczas teleportacji, ale też nie na tyle, aby sprawić jej dyskomfort. Zresztą Thomas raczej nie byłby w stanie w taki sposób wyrządzić krzywdy kobiecie. Po chwili skupienia przeniósł ich pod wspomniany wcześniej adres. Znaleźli się przed różowym dwupiętrowym domem, który otoczony był wysokim na dwa i pół metra żywopłotem - na szczęście oni znajdowali się za tymi wysokimi krzakami, bo z drugiej strony dobiegły ich odgłosy rozmów dzieci. Kiedy już początkowe nieprzyjemności po teleportacji minęły wypuścił dłoń panny Yaxley z uścisku i westchnął. Nie chciał tam wchodzić, znów te wstrętne babska obskoczą go niczym kruki i wrony dorodny gnat - zachowywały się okropnie, jak ptaki czyhające na zdobycz z której tylko będą mogły uszczknąć dla siebie kawałek.
Podszedł do drzwi i przy użyciu kołatki zastukał, obwieszczając ich przybycie. Po chwili otworzył im kobieta, która zerknęła na Thomasa i po chwili przyglądaniu mu się mruknęła.
- A to ty, wchodźcie, jesteś dość wcześnie - zaprowadziła ich do nie wielkiego salonu, gdzie stały dwa fotele i dwie kanapy, przypominało to nieco wygodniejszy pokój przesłuchań jak zauważył w myślach. Kominek, rzeczone wcześniej siedziska i kilka śpiących obrazów na ścianie, dwa portrety starszych kobiet, zapewne członkiń tego klubu czy co to było oraz większy obraz przedstawiający dzieci bawiące się z zapewne ich matkami - tylko teraz wszyscy leżeli na trawie i smacznie spali.
Zerknął na Geraldine chcą ocenić jej stan, w końcu tutaj to ona będzie mierzyć się babskami.
- Zajmijmy fotele - odezwał się samemu pchając się na siedzisko.
Ledwo zdążył się rozsiąść drzwi ponownie się otworzyły i nieomal wleciało do środka pięć kobiet ubranych na czarno. Zdawały się chcieć niczym wrony oblecieć dokoła dwójkę przebywającą w pomieszczeniu, ale zajęły miejsce na kanapach i milcząco przyglądały się to Geraldine to Thomasowi.
Delikatnie złapał ją za dłoń, mogła poczuć, że jego dłoń jest delikatna z kilkoma zgrubieniami - fakt, że nie był mu obca praca fizyczna, ale nie była też tym co robił codziennie.
Trzymał Geraldine na tyle mocno aby nie rozdzielili się podczas teleportacji, ale też nie na tyle, aby sprawić jej dyskomfort. Zresztą Thomas raczej nie byłby w stanie w taki sposób wyrządzić krzywdy kobiecie. Po chwili skupienia przeniósł ich pod wspomniany wcześniej adres. Znaleźli się przed różowym dwupiętrowym domem, który otoczony był wysokim na dwa i pół metra żywopłotem - na szczęście oni znajdowali się za tymi wysokimi krzakami, bo z drugiej strony dobiegły ich odgłosy rozmów dzieci. Kiedy już początkowe nieprzyjemności po teleportacji minęły wypuścił dłoń panny Yaxley z uścisku i westchnął. Nie chciał tam wchodzić, znów te wstrętne babska obskoczą go niczym kruki i wrony dorodny gnat - zachowywały się okropnie, jak ptaki czyhające na zdobycz z której tylko będą mogły uszczknąć dla siebie kawałek.
Podszedł do drzwi i przy użyciu kołatki zastukał, obwieszczając ich przybycie. Po chwili otworzył im kobieta, która zerknęła na Thomasa i po chwili przyglądaniu mu się mruknęła.
- A to ty, wchodźcie, jesteś dość wcześnie - zaprowadziła ich do nie wielkiego salonu, gdzie stały dwa fotele i dwie kanapy, przypominało to nieco wygodniejszy pokój przesłuchań jak zauważył w myślach. Kominek, rzeczone wcześniej siedziska i kilka śpiących obrazów na ścianie, dwa portrety starszych kobiet, zapewne członkiń tego klubu czy co to było oraz większy obraz przedstawiający dzieci bawiące się z zapewne ich matkami - tylko teraz wszyscy leżeli na trawie i smacznie spali.
Zerknął na Geraldine chcą ocenić jej stan, w końcu tutaj to ona będzie mierzyć się babskami.
- Zajmijmy fotele - odezwał się samemu pchając się na siedzisko.
Ledwo zdążył się rozsiąść drzwi ponownie się otworzyły i nieomal wleciało do środka pięć kobiet ubranych na czarno. Zdawały się chcieć niczym wrony oblecieć dokoła dwójkę przebywającą w pomieszczeniu, ale zajęły miejsce na kanapach i milcząco przyglądały się to Geraldine to Thomasowi.