Jak powinien patrzeć na człowieka przed sobą? Przeciwnika? Sojusznika? Kiedy tak niewiele dzieliło od tego, żeby wszystkie newralgiczne informacje zostały przekazane w ręce Longbottomów - ręce Brenny, które wydawały się najbardziej czyste z całej ferajny tego świata. Mógł się mylić. Mogła tylko sprawiać dobre wrażenie i chować rogi między puklami włosów. Tak jak człowiek przed nim ze swoim uśmiechem, z tym błyskiem w niezwykłych oczach, który zdawał się zapraszać do konwersacji i miło spędzonego czasu, gdy sam Erik będzie strzelał zamyślone miny i tłumaczył sobie w głowie przedziwne powiedzonka wyciągnięte ze świata mugoli albo rodem z Nokturnu. Łacina kuchenna, jak ładnie ją nazywali niektórzy. Zaklęcie "kurwa" było w końcu całkiem silne w odpowiedniej tonacji. Szczególnie, kiedy z tym zaklęciem na ustach łamało się komuś nos.
Ludzi można było rozpoznać po wielu walorach. Mogłeś kryć się za maską, mogłeś modulować swój głos, ale szczegóły tworzyły historię. Specyficzny uchwyt różdżki. Albo właśnie jej brak. Krok. Maniera poruszania się. Nerwowe podrygi. Niektórzy w stresie chodzili i biegali, inni stali jak ściana. Sauriel analizował każdą z tych rzeczy, kiedy szedł w kierunku Klubu Pojedynkowego, choć słowo "analiza" nie oddawało tego obojętnego zastanowienia. Prawie tak, jakby chciał zostać przyłapany. Mógłbym się podstawić. Trafić, och jakże przypadkiem, w ręce prawa, wykpić się i wykupić ochroną za wyjawienie wszystkich tajemnic, albo oni zakpiliby z niego, bo przecież dla morderców był tylko Azkaban. Przecież nie miał wyrzutów sumienia, prawda? Czarna magia zacisnęła już palce wokół jego szyi i czasami zastanawiał się tylko, czy jej zapach unosił się za nim w mieszance perfum, czy może ten chłód jego bycia się tym objawiał? Chłód całkowicie zakrywany pod płaszczem tumiwisizmu uprawianego od lat i podchodzenia do życia, jakby było żartem. Bo było. Tylko alkohol wydawał się w tej egzystencji na serio.
- Hej. - Odezwał się głosem cichym, ale wcale nie brzmiącym przez to słabo. Koszmary pałętały się w kątach ludzkiej wyobraźni i kryły pod łóżkami dzieci - szeptały, a jednak usłyszeć mógł je każdy. Nawet Sauriel na krótką chwilę przywdział uśmiech - miał być miły, w gruncie rzeczy chyba wyszedł nijako. - Nie rzucaj oskarżeń o dobrą pamięć. Ta - popukał się palcem w skroń - jest wybiórcza. - Potrafił pamiętać kompletne bzdety, jak to, że kiedyś odbył się sąd nad świnią oskarżoną o zabicie człowieka (tka, to fakt historyczny) i nie pamiętać, że miał zrobić coś istotnego do pracy. Ale o spotkaniach pamiętał. Zawsze starał się pamiętać. - Nie wiem, czy portierka chciała mnie przelecieć czy przede mną uciec. Może oba na raz. - Żachnął się żartobliwie, bo w gruncie rzeczy jej zachowanie było mu całkowicie obojętne. - Poza tym problemów nie było, bo do żadnych aktów przemocy seksualnej nie doszło. - Przeciągnął palcami po kruczych kosmykach, które zaraz rozpadły się wokół jego głowy i opadły z powrotem na czoło, niekoniecznie cokolwiek robiąc sobie z zaczesywania ich do tyłu. - Nie znam się na zasadach. - Wskazał gestem na przygotowaną przez Erika scenę do pojedynków. - Ale obiecuję - szybko się uczę. - Tylko czasami przekręcam nauki. Jak z ogórkami.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.