23.06.2024, 22:28 ✶
Był tak cholernie zmęczony i tak denerwowało go to, że Alexander nie dawał sobie siana z próbami wyrwania go ze snu. Nikt nie lubił budzić się po czymś takim, przyspieszanie tego procesu jedynie go wzburzyło - sama w sobie heroina czyniła ludzi agresywnymi, on miał w bonusie masę nieprzyjemnych emocji i to, że nie chciał wykonywać jego poleceń. Buntował się dla samego buntu. Otworzył oczy, ale usłyszał „obudź się” i zamknął je jak małe dziecko. Tak, był nieznośny i tak - robił to na złość również sobie, ale nie potrafił się powstrzymać. Nie po tym wszystkim i nie teraz, kiedy czuł się tak słabo i zaczynały boleć go wszystkie mięśnie.
- O chuj ci chodzi? - Zapytał wreszcie, a właściwie to burknął, bo najwyraźniej nie oczekiwał żadnej odpowiedzi - odwrócił się do Alexandra plecami, przewracając na drugi bok i udawał, że był w stanie jeszcze zasnąć. Był cholernie spocony, ale przeszywały go kolejne fale zima, od których owijał się coraz szczelniej kocem. Zdawał sobie sprawę z tego jak durny narkotyk sobie wybrał - jeden z tych dla osób niemających już nic do stracenia, chcących coś poczuć, zanim znikną z tego świata. On czuł aż za dużo - więc po co?
Bo radocha, jaką dawała heroina, była inna. Nie czuł tej pustki, nie czuł tego zimna - póki ją brał, wszystko wydawało mu się ciepłe. Jakby mógł być swoim własnym słońcem - tak jak wtedy, w tym zasranym barze obok ośrodka wypoczynkowego, zanim ktoś przyszedł tam zastrzelić pana młodego i wszystko się posypało. Smutek, jaki go zalał, odrobinę przywrócił go do stanu używalności. Cmoknął ustami i zadarł głowę do góry, opierając się na prawym łokciu. Spojrzał na niego. Ewidentnie ciężko mu było patrzeć w kierunku światła, bo zmrużył oczy.
- Wszystko jest okej, możesz do nich wracać - odparł, wracając do pozycji, jaką przyjął wcześniej. Tak naprawdę to nic nie było okej.
- O chuj ci chodzi? - Zapytał wreszcie, a właściwie to burknął, bo najwyraźniej nie oczekiwał żadnej odpowiedzi - odwrócił się do Alexandra plecami, przewracając na drugi bok i udawał, że był w stanie jeszcze zasnąć. Był cholernie spocony, ale przeszywały go kolejne fale zima, od których owijał się coraz szczelniej kocem. Zdawał sobie sprawę z tego jak durny narkotyk sobie wybrał - jeden z tych dla osób niemających już nic do stracenia, chcących coś poczuć, zanim znikną z tego świata. On czuł aż za dużo - więc po co?
Bo radocha, jaką dawała heroina, była inna. Nie czuł tej pustki, nie czuł tego zimna - póki ją brał, wszystko wydawało mu się ciepłe. Jakby mógł być swoim własnym słońcem - tak jak wtedy, w tym zasranym barze obok ośrodka wypoczynkowego, zanim ktoś przyszedł tam zastrzelić pana młodego i wszystko się posypało. Smutek, jaki go zalał, odrobinę przywrócił go do stanu używalności. Cmoknął ustami i zadarł głowę do góry, opierając się na prawym łokciu. Spojrzał na niego. Ewidentnie ciężko mu było patrzeć w kierunku światła, bo zmrużył oczy.
- Wszystko jest okej, możesz do nich wracać - odparł, wracając do pozycji, jaką przyjął wcześniej. Tak naprawdę to nic nie było okej.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.