Philip znał ten rodzaj spojrzenia - różniło się wyłącznie kolorem oczu posiadacza. Były szare, nie niebieskie. Wszystkie maski, warstwy były na swoim miejscu, pomimo widocznych w nich pęknięć. Musiał wznieść na nowo swoją gardę, po tym jak ją opuścił i dopuścił kogoś do siebie. Nie wyniknęło z tego nic dobrego dla niego pod wieloma względami. Mógł żałować tak wielu rzeczy, począwszy od tego, że wszystko potoczyło się tak a nie inaczej. Znacznie prościej było, zwłaszcza przez kiełkującą w nim urazę, było żałować tego, że... poznał Laurenta. Nie doszukiwał się winy tylko w samym sobie - to zawsze powinno być dzielone na pół.
— Wspaniały z ciebie gospodarz, przyjacielu. — Powiedział do niego z uznaniem w głosie. Tego akurat nie mógł zarzucić temu właśnie mężczyźnie. Po podejściu do stolika suto zastawionego alkoholami sięgnął po jedną z pękatych szklanic i nalał do niej ognistej whisky. Zajął uprzednio opuszczony mebel i dopiero wtedy dopił pierwszy łyk tego trunku, który podrażnił swoją ostrożnością jego przełyk.
— W ostatnim czasie... sporo i tak się zmieniło w moich systemach wartości i nie mogę powiedzieć, aby w następstwie tych wszystkich zmian zaczęło mi się żyć znacznie lepiej, niż dotychczas. To, co miało miejsce, ta katastrofa podczas tego rejsu... to wręcz pogorszyło sprawę. — W głosie Philipa wypowiadającego te słowa pobrzmiewała gorycz. Życie, które wiódł do czasu Beltane, może i było pozbawione głębi, ale cechowała je przyjemna prostota. Od tamtego momentu pragnął zupełnie nowych rzeczy, których dotąd nie poszukiwał i których nie doświadczył w tamtej relacji. Od tego wszystkiego nie było tak łatwo się uwolnić.
— Myślałem przez pewien czas o tego rodzaju pomocy, tylko nie w Lecznicy Dusz. Udanie się tam mogłoby być bardzo trudno utrzymać w tajemnicy przy moim poziomie rozpoznawalności, nawet jak to mogłoby pomóc mi sobie z tym poradzić. — Poza oczywistymi wewnętrznymi oporami przed udaniem się do Lecznicy Dusz, Philip oczami wyobraźni widział te nagłówki w prasie po tym, jak ktoś życzliwy, którykolwiek z pracowników przekazałby prasie tego rodzaju informacje o przyjęciu go do Lecznicy Dusz w charakterze pacjenta. Musiałby też wycofać się na jakiś czas z aktywnej gry w barwach Zjednoczonych z Puddlemere. Istniała uzasadniona obawa, że mogłoby na jaw wyjść znacznie więcej, niż chciałby to wyjawić.
— Na razie zostanę przy ognistej, nawet jak to nie jest cudowne remedium na wszystkie problemy tego świata. — Philip tym razem nie wzbraniał się przed oferowaną mu przez przyjaciela ilością alkoholu. Niewykluczone, że w ciągu tego wieczoru opróżni całą butelkę i wyjdzie stąd dopiero o własnych siłach, jak trochę wytrzeźwieje i przestanie znajdować się pod działaniem nikotynowej chmury. Nie zamierzał nadużywać gościny Anthony'ego dłużej, niż powinien.
— Tak. Preferuję taką muzykę, która nie będzie przeszkadzać w rozmowie. Tym razem zdam się na twój dobry gust. — Wyraził potrzebę słuchania muzyki, tak aby tutaj nie panowała cisza przerywana jedynie ich rozmową. Przynajmniej do momentu, w którym przestanie to mieć znaczenie. Podniósł do ust szklankę, tak aby upić kolejny łyk tego trunku.
I delight in waiting here
To watch the whole thing escalate