Florence wyjaśniła im skąd wzięły się te chwilowe wspomnienia, które przypominały Beltane. To miało sens, wrócili do momentu, w którym połączyła ich więź. Każde pamiętało coś innego, ciekawe, co poczułby, albo zauważył Elliott, gdyby przyszło mu zrywać więź wraz z nimi.
Na całe szczęście chyba już było po wszystkim, świecie skończyły się palić, dym przestał kłuć w płuca. Mieli to za sobą, najprawdopodobniej panna Bulstrode odniosła sukces. Skoro robiła to już tyle razy, to na pewno nie mogło być inaczej. Norka wierzyła bardzo mocno, że mieli za sobą już te całe zamieszanie. Zdecydowanie dobrze im zrobi powrót do normalności. Nie będą już na siebie warczeć bez powodu, bo rytuał potęgował emocje, a oni i bez tego potrafili naprawdę mocno się kłócić, gdy nadarzyła się ku temu okazja.
Nora nie spodziewała się, że jeden głupi gest, taki jak splecenie wianka zakończy się takimi ogromnymi konsekwencjami. Nie miała pojęcia, że magia związana z rytuałem może być tak bardzo silna. Zapewne nikt się tego nie spodziewał, bo jeszcze nigdy nie wydarzyło się nic podobnego, a przynajmniej nie wtedy, gdy ona brała udział w sabacie. Zapewne miało to coś wspólnego z Voldemortem, który przecież zaatakował polanę ognisk, czerpał z tej mocy, to musiało być ze sobą związane, na chłopski rozum, albo na mały rozumek panny Figg.
- Dziękujemy Pani za wszystko Panno Bulstrode. - Powiedziała jeszcze Norka nim opuścili pomieszczenie. Czuła dziwny spokój, najwyraźniej wydawało jej się, że problem już się rozwiązał.
- Znowu traktor? Wymyśliłbyś coś ciekawszego. - Rzuciła jeszcze do przyjaciela z uśmiechem. Może nie sprawili sobie wiele problemów, jednak ostatnio nieco go kłopotała tym, co się działo w jej życiu. Miała mu naprawdę wiele do opowiedzenia, bo nie miał pojęcia, o tym, co się wczoraj wydarzyło. Wydawało jej się, że szpital nie jest jednak odpowiednim miejscem na to, żeby o tym porozmawiać.
- Żadnych planów, nic konkretnego. - Rzuciła jeszcze, chociaż zastanawiała się nad tym, czy Sam będzie na nią czekał, czy odwiedzi ją wieczorem, czy dzisiaj ponownie się zobaczą? Zamyśliła się przy tym na moment, a na jej twarzy rysował się promienny uśmiech. W końcu opuścili Munga.