16.06.2024, 22:27 ✶
Łódź była cała. Kołysała się łagodnie na wodzie, zacumowana dokładnie w tym miejscu, w którym ją zostawili. Tylko Fox jakby rozpłynął się w powietrzu. Nie było po nim żadnego śladu. Może jednak oszukał Astarotha i postanowił nocą wykąpać się w jeziorze? Albo nagle stracił całe zainteresowanie ogniem, który dostrzegł na wyspie, a który dla niego zniknął, gdy przypłynęli i postanowił… co mógł postanowić?
Yaxley czuł, że w wodzie czaiło się niebezpieczeństwo. Było namacalne, żywe, prawdziwe. I jednocześnie odległe, jakby zajęte własnymi sprawami.
Może Mulderowi nic się nie stało, może tylko poszedł obejść wyspę z drugiej strony i dlatego się tutaj nie spotkali.
Plusk wody uświadomił Astarotha, że ktoś się mu przygląda, a gdy spojrzał w stronę, skąd do jego uszu dotarł dźwięk, dostrzegł pływającą w wodzie Daisy. Coś jej naprawdę musiało strzelić głupiego do głowy, że postanowiła się nocą wykąpać w jeziorze. Jak się tutaj dostała? Aportowała się? Obudziła się, poszła za nimi na molo a potem przeniosła tutaj i postanowiła popływać? Przecież tylko co opowiadała mu historię o tym, jak mało nie utonęła. Kobiety bywały czasem bardzo dziwne.
A jednak ta była w wodzie. Widział jej utkwione w nim spojrzenie, rozmarzony uśmiech, nagą linię ramion, gdy zachęcająco wyciągnęła w jego stronę rękę, jakby zapraszając go, by do niej przyszedł.
Zmysły Astarotha alarmowały, że coś jest bardzo nie w porządku. Zbliżając się do Daisy czuł bliskość trytonów, ale ona raczej o nich nie myślała. Uśmiechała się całkiem ładnie, cwaniara, zadowolona z siebie, że zdołała go zachęcić do wejścia do wody. Odpłynęła o metr, może o pół, przechyliła głowę na bok, dalej zachęcając by do niej dołączył. Wreszcie porzuciła skromność, wynurzyła się do pasa z wody, zarzuciła mu ręce na szyję i wpiła w jego usta. W pierwszej chwili wyglądało to jak zwykły pocałunek. Może trochę żarłoczny i nieoczekiwany, nieco zbyt namiętny, za bardzo chciany, ale pocałunek.
W drugiej Astaroth został wciągnięty pod wodę.
Yaxley czuł, że w wodzie czaiło się niebezpieczeństwo. Było namacalne, żywe, prawdziwe. I jednocześnie odległe, jakby zajęte własnymi sprawami.
Może Mulderowi nic się nie stało, może tylko poszedł obejść wyspę z drugiej strony i dlatego się tutaj nie spotkali.
Plusk wody uświadomił Astarotha, że ktoś się mu przygląda, a gdy spojrzał w stronę, skąd do jego uszu dotarł dźwięk, dostrzegł pływającą w wodzie Daisy. Coś jej naprawdę musiało strzelić głupiego do głowy, że postanowiła się nocą wykąpać w jeziorze. Jak się tutaj dostała? Aportowała się? Obudziła się, poszła za nimi na molo a potem przeniosła tutaj i postanowiła popływać? Przecież tylko co opowiadała mu historię o tym, jak mało nie utonęła. Kobiety bywały czasem bardzo dziwne.
A jednak ta była w wodzie. Widział jej utkwione w nim spojrzenie, rozmarzony uśmiech, nagą linię ramion, gdy zachęcająco wyciągnęła w jego stronę rękę, jakby zapraszając go, by do niej przyszedł.
Zmysły Astarotha alarmowały, że coś jest bardzo nie w porządku. Zbliżając się do Daisy czuł bliskość trytonów, ale ona raczej o nich nie myślała. Uśmiechała się całkiem ładnie, cwaniara, zadowolona z siebie, że zdołała go zachęcić do wejścia do wody. Odpłynęła o metr, może o pół, przechyliła głowę na bok, dalej zachęcając by do niej dołączył. Wreszcie porzuciła skromność, wynurzyła się do pasa z wody, zarzuciła mu ręce na szyję i wpiła w jego usta. W pierwszej chwili wyglądało to jak zwykły pocałunek. Może trochę żarłoczny i nieoczekiwany, nieco zbyt namiętny, za bardzo chciany, ale pocałunek.
W drugiej Astaroth został wciągnięty pod wodę.
Koniec sesji