16.06.2024, 20:56 ✶
Nie było łatwo postawić się na miejscu Edwarda, gdy nie miało się własnych dzieci. Starała się być wyrozumiała, tolerować jego nadopiekuńczość i obsesję na punkcie bezpieczeństwa, ale podobieństwo do ojca sprawiało, że czasem brakowało jej cierpliwości. Wychował ją na silną kobietę, nic więc dziwnego, że szybko zaczęła wierzyć w to, że sama wie, co dla niej było najlepsze. Czy nie był przecież taki sam? Równie uparty, przekonany o słuszności swoich działań oraz decyzji? Z ich dwójki, Laurent był bardziej delikatny i faktycznie, stwarzał dookoła siebie aurę potęgującą uczucie konieczności jego ochrony. Nigdy jednak nie przyszło jej do głowy, że mógłby go zabić ktoś we śnie.
Uśmiechnęła się promiennie na całusa, zaciskając palce na ojcowskim ubraniu, jakby to ona chciała zamknąć go w silnym i stabilnym uścisku, zapewniając, że wszystko będzie w porządku. Znajomy zapach, który dotarł do jej nosa, wywoływał poczucie bezpieczeństwa i dziecięcą wręcz radość z ufnością, która latorośle zwykle okazywały rodzicom.
- Nigdy o Tobie nie zapomnę. Jestem też przekonana, że mama skrycie marzy o takim łobuzie w obawie o moje ewentualne staropanieństwo. - zauważyła z nutą rozbawienia, zerkając na niego spod wachlarza ciemnych rzęs, które zresztą po wspomnianej wcześniej odziedziczyła. Wciąż traktowała to lekko, nie robiąc sobie niczego z upływu czasu, bo przecież takowego łobuza — który łobuzem wcale nie był, jak się okazywało, już znalazła. Islandczyka można było nazwać grzecznego na tle jej samej, niewinnego wręcz, ale lepiej, żeby ojciec pewnych rzeczy nie wiedział.
- Oczywiście Tatku, ale przecież wychowałeś i mnie i Lauriego tak, że umiemy o siebie dbać. Wbrew wszystkiemu, też umiem być całkiem straszna. Dobrze, już dobrze, nie patrz tak na mnie! Obiecuje.
Nie wiedziała, czy to kwestia zdobytego mistrzostwa w pewnego rodzaju manipulacji i odwracania korzyści na swoją stronę, czy po prostu Edward miewał czasem — bardzo rzadko — momenty, że był uroczy i trudno było mu odmówić. Wiedziała, że należy szanować oraz dbać o swoich rodziców, ale im starsi byli, tym bardziej miękła, zapewne ku rozczarowaniu kochanej Florence.
Nieco się spięła, gdy zadał to pytanie. Rozluźniła nieco uścisk, ale wciąż trzymała się blisko ojca, ostrożnie podnosząc na niego wzrok. No właśnie, tu był puszek pogrzebany, Hjalmar nie miał pojęcia o całej tej... Sprawie i pewnie dlatego nie uciekł jeszcze z krzykiem. Nie mogła sobie wyobrazić jego reakcji na wiadomość o zamku, tronie, galeonach i całej reszty rzeczy, którą oferowała jej rodzina. - Eklerka? - zapytała najpierw, nieco się wychylając do przodu, aby złapać talerz i położyć sobie na kolanach. Wręczyła ojcu jednego, a sama złapała za drugiego, gryząc kawałek. Kupowanie czasu wcale nie było dobrym rozwiązaniem, ale zdawało się, że Prewettówna bardzo chciała przemyśleć słowa, które złożyć się miało w odpowiedź. Podniosła spojrzenie nad ciastka w oczy Edwarda, przytakując ostrożnie. - On pochodzi z rodziny Czarodziejów, czystokrwistej, tylko... Tylko on po prostu nie jest Anglikiem. Stąd nie ma pojęcia o tym, jak silna jest nasza rodzina i jak wielkie w magicznym świecie ma wpływy. Wiesz, jak zwykle bywa... Gdy wiedzą, że jestem Twoją córką? Zwykle oczekują pieniędzy i wpływów, a ja gdzieś w tym ginę. I tutaj, jest mi to nawet na rękę, że nie patrzy na mnie przez pryzmat galeonów. Jak inaczej miałabym się dowiedzieć, czy jest odpowiednim człowiekiem?
Mówiła ciszej, niż zwykle i brzmiała poważniej, rozbawiony ton gdzieś zniknął, co podkreślały leniwie tlące się w jej oczach, uparte iskierki. Nie chciała się z ojcem kłócić kolejny raz, mając nadzieję, że chociaż trochę zrozumie jej punkt widzenia. Sam doskonale wiedział, jakiego typu była większość propozycji małżeńskich, które dostawali. A Pandora nie mogła, nie chciała i nie umiałaby być w związku z kimś, dla kogo pieniądze i pozycja społeczna byłaby ważniejsza, niż miłość.
Uśmiechnęła się promiennie na całusa, zaciskając palce na ojcowskim ubraniu, jakby to ona chciała zamknąć go w silnym i stabilnym uścisku, zapewniając, że wszystko będzie w porządku. Znajomy zapach, który dotarł do jej nosa, wywoływał poczucie bezpieczeństwa i dziecięcą wręcz radość z ufnością, która latorośle zwykle okazywały rodzicom.
- Nigdy o Tobie nie zapomnę. Jestem też przekonana, że mama skrycie marzy o takim łobuzie w obawie o moje ewentualne staropanieństwo. - zauważyła z nutą rozbawienia, zerkając na niego spod wachlarza ciemnych rzęs, które zresztą po wspomnianej wcześniej odziedziczyła. Wciąż traktowała to lekko, nie robiąc sobie niczego z upływu czasu, bo przecież takowego łobuza — który łobuzem wcale nie był, jak się okazywało, już znalazła. Islandczyka można było nazwać grzecznego na tle jej samej, niewinnego wręcz, ale lepiej, żeby ojciec pewnych rzeczy nie wiedział.
- Oczywiście Tatku, ale przecież wychowałeś i mnie i Lauriego tak, że umiemy o siebie dbać. Wbrew wszystkiemu, też umiem być całkiem straszna. Dobrze, już dobrze, nie patrz tak na mnie! Obiecuje.
Nie wiedziała, czy to kwestia zdobytego mistrzostwa w pewnego rodzaju manipulacji i odwracania korzyści na swoją stronę, czy po prostu Edward miewał czasem — bardzo rzadko — momenty, że był uroczy i trudno było mu odmówić. Wiedziała, że należy szanować oraz dbać o swoich rodziców, ale im starsi byli, tym bardziej miękła, zapewne ku rozczarowaniu kochanej Florence.
Nieco się spięła, gdy zadał to pytanie. Rozluźniła nieco uścisk, ale wciąż trzymała się blisko ojca, ostrożnie podnosząc na niego wzrok. No właśnie, tu był puszek pogrzebany, Hjalmar nie miał pojęcia o całej tej... Sprawie i pewnie dlatego nie uciekł jeszcze z krzykiem. Nie mogła sobie wyobrazić jego reakcji na wiadomość o zamku, tronie, galeonach i całej reszty rzeczy, którą oferowała jej rodzina. - Eklerka? - zapytała najpierw, nieco się wychylając do przodu, aby złapać talerz i położyć sobie na kolanach. Wręczyła ojcu jednego, a sama złapała za drugiego, gryząc kawałek. Kupowanie czasu wcale nie było dobrym rozwiązaniem, ale zdawało się, że Prewettówna bardzo chciała przemyśleć słowa, które złożyć się miało w odpowiedź. Podniosła spojrzenie nad ciastka w oczy Edwarda, przytakując ostrożnie. - On pochodzi z rodziny Czarodziejów, czystokrwistej, tylko... Tylko on po prostu nie jest Anglikiem. Stąd nie ma pojęcia o tym, jak silna jest nasza rodzina i jak wielkie w magicznym świecie ma wpływy. Wiesz, jak zwykle bywa... Gdy wiedzą, że jestem Twoją córką? Zwykle oczekują pieniędzy i wpływów, a ja gdzieś w tym ginę. I tutaj, jest mi to nawet na rękę, że nie patrzy na mnie przez pryzmat galeonów. Jak inaczej miałabym się dowiedzieć, czy jest odpowiednim człowiekiem?
Mówiła ciszej, niż zwykle i brzmiała poważniej, rozbawiony ton gdzieś zniknął, co podkreślały leniwie tlące się w jej oczach, uparte iskierki. Nie chciała się z ojcem kłócić kolejny raz, mając nadzieję, że chociaż trochę zrozumie jej punkt widzenia. Sam doskonale wiedział, jakiego typu była większość propozycji małżeńskich, które dostawali. A Pandora nie mogła, nie chciała i nie umiałaby być w związku z kimś, dla kogo pieniądze i pozycja społeczna byłaby ważniejsza, niż miłość.