16.06.2024, 19:38 ✶
Flynn mnie znał. Nie zasnę dziś tak szybko, nie zasnę wcale, jeśli nie będzie go u mojego boku. Będę myślał, gdzie będzie i z kim będzie, bo to, że nie będzie sam, było bardziej niż pewne. Pójdzie do jednego albo do drugiego, albo kogoś jeszcze innego, kogo nie kojarzyłem z opowieści... A może wróci do samej Fontaine? Jakby nie patrzeć, wciąż o niej myślał. Tęsknił za nią. Za nią dawną, ale zawsze coś... I jeszcze Raziel, i Blondynka. Oni wszyscy gdzieś tam rozsiani po Londynie, a może nawet i za jego granicami? Ci kochankowie? Ilu ich bylo? Jacy byli? Co sprawiło, że utonął w ich ramionach?
Nie byłem w stanie o tym myśleć. Nie w szczegółach. Nie, kiedy sobie próbowałem to wyobrazić, to, że dotykają go inni, że jest z nimi, że sapią sobie do ucha.
Kogo innego sobie znajdę...? Nikogo. Już zawsze będę o nim myślał. Jeśli nasze drogi ponownie się rozejdą, będę na nowo żył nadzieją, że znowu go zobaczę. Będę szukał go w tłumie, wypatrywał na trybunach, widział go w różnych losowych osobach... Albo, jeśli pozostanie w cyrku, to... co? Co ze mną będzie? Co, jeśli będzie całował się z innymi na moich oczach? Będzie chociaż szczęśliwy...? Czy mógł być szczęśliwy beze mnie? Czy w ogóle był szczęśliwy, tak na dobrą sprawę? Ewidentnie nie czuł się w cyrku jak w domu, jednocześnie czując się jak w domu... Ja już nic o nim nie wiedziałem, poza tym, co mi wykrzyczał. Zależało mu na mnie, niby mu na mnie zależało, a... A... A... Robił mi to, mówiąc, że kochał mnie i Raziela, i dlatego nas zdradzał jeszcze z kimś innym...? To był jakiś paskudny żart, mało śmieszny i zabawny. Miałem wyrwę w piersi, krwawiąca dziurę. Chciałem zniknąć, zapaść się pod ziemię, ale nie mogłem. Nie mogłem mu tego pokazać, poza tym cyrk na mnie liczył. Cyrk na mnie liczył. Cyrk na mnie liczył. Cyrk na mnie liczył. Cyrk na mnie liczył. Cyrk na mnie liczył i nie mogłem się poddać. Nie mogłem znowu przechodzić załamania, a jednak jak mogłem przestać o tym myśleć?!
Wyprostowany, dumny - choć może bardziej wściekły, stanowczy. Tak, tego musiałem się trzymać, ale jak? Czułem się, jakby właśnie odcięto mi penisa, a przy okazji również jaja. Trochę tak, jakbym przestał istnieć. Nie, gorzej! Jakbym istniał, ale bez wyrazu.
Musiałem zgodzić się z tym, że sam sobie zafundowałem to piekło. Mogłem być neutralny, obojętny względem Flynna, ale tak bardzo za nim tęskniłem, chciałem być mu bratem jak dawniej, otoczyć go ciepłą opieką i... skosztowałem go z własnej woli - trafne słowa. I nie żałowałem tego, bo go pokochałem. Kochałem go wciąż, mimo że w afekcie wciskał uparcie nóż w moje serce. Raz po raz. Nic nie oszczędzał.
Ale miał rację. Miał sporo racji, ale prezentował ją w taki sposób, w tak bezczelny i okrutny sposób, że nie wytrzymałem. Zrobiłem dwa duże kroki w jego kierunku i uderzyłem go w twarz. Tak jak wtedy, kiedy wrócił do cyrku i się awanturował. Miałem nigdy tego nie robić, ale to zrobiłem... Pięść była przygotowana.
- Faktycznie, było warto! - warknąłem wściekły w trakcie. Kochałem go aż za bardzo.
A jeśli wyszło słabo, zamierzałem w przypływie jeszcze większej wściekłości wyrzucić go własnoręcznie z przyczepy, a że dokładnie zamknąłem drzwi, to jak będę w tym wystarczająco silny, to Flynn będzie miał bliższe spotkanie swojej twarzy z drzwiami.
Nie byłem w stanie o tym myśleć. Nie w szczegółach. Nie, kiedy sobie próbowałem to wyobrazić, to, że dotykają go inni, że jest z nimi, że sapią sobie do ucha.
Kogo innego sobie znajdę...? Nikogo. Już zawsze będę o nim myślał. Jeśli nasze drogi ponownie się rozejdą, będę na nowo żył nadzieją, że znowu go zobaczę. Będę szukał go w tłumie, wypatrywał na trybunach, widział go w różnych losowych osobach... Albo, jeśli pozostanie w cyrku, to... co? Co ze mną będzie? Co, jeśli będzie całował się z innymi na moich oczach? Będzie chociaż szczęśliwy...? Czy mógł być szczęśliwy beze mnie? Czy w ogóle był szczęśliwy, tak na dobrą sprawę? Ewidentnie nie czuł się w cyrku jak w domu, jednocześnie czując się jak w domu... Ja już nic o nim nie wiedziałem, poza tym, co mi wykrzyczał. Zależało mu na mnie, niby mu na mnie zależało, a... A... A... Robił mi to, mówiąc, że kochał mnie i Raziela, i dlatego nas zdradzał jeszcze z kimś innym...? To był jakiś paskudny żart, mało śmieszny i zabawny. Miałem wyrwę w piersi, krwawiąca dziurę. Chciałem zniknąć, zapaść się pod ziemię, ale nie mogłem. Nie mogłem mu tego pokazać, poza tym cyrk na mnie liczył. Cyrk na mnie liczył. Cyrk na mnie liczył. Cyrk na mnie liczył. Cyrk na mnie liczył. Cyrk na mnie liczył i nie mogłem się poddać. Nie mogłem znowu przechodzić załamania, a jednak jak mogłem przestać o tym myśleć?!
Wyprostowany, dumny - choć może bardziej wściekły, stanowczy. Tak, tego musiałem się trzymać, ale jak? Czułem się, jakby właśnie odcięto mi penisa, a przy okazji również jaja. Trochę tak, jakbym przestał istnieć. Nie, gorzej! Jakbym istniał, ale bez wyrazu.
Musiałem zgodzić się z tym, że sam sobie zafundowałem to piekło. Mogłem być neutralny, obojętny względem Flynna, ale tak bardzo za nim tęskniłem, chciałem być mu bratem jak dawniej, otoczyć go ciepłą opieką i... skosztowałem go z własnej woli - trafne słowa. I nie żałowałem tego, bo go pokochałem. Kochałem go wciąż, mimo że w afekcie wciskał uparcie nóż w moje serce. Raz po raz. Nic nie oszczędzał.
Ale miał rację. Miał sporo racji, ale prezentował ją w taki sposób, w tak bezczelny i okrutny sposób, że nie wytrzymałem. Zrobiłem dwa duże kroki w jego kierunku i uderzyłem go w twarz. Tak jak wtedy, kiedy wrócił do cyrku i się awanturował. Miałem nigdy tego nie robić, ale to zrobiłem... Pięść była przygotowana.
- Faktycznie, było warto! - warknąłem wściekły w trakcie. Kochałem go aż za bardzo.
Rzut Z 1d100 - 72
Sukces!
Sukces!
A jeśli wyszło słabo, zamierzałem w przypływie jeszcze większej wściekłości wyrzucić go własnoręcznie z przyczepy, a że dokładnie zamknąłem drzwi, to jak będę w tym wystarczająco silny, to Flynn będzie miał bliższe spotkanie swojej twarzy z drzwiami.
Rzut Z 1d100 - 93
Sukces!
Sukces!