Nie taka zwykła jubilerka? Gdyby okoliczności były inne, zapewne by ją nawet ucieszyły te słowa. Zwróciłaby na nie odrobinę większą uwagę. Teraz jednak sytuacja temu nie sprzyjała. Penny była w stanie więc jedynie wysilić się na nieco blady uśmiech.
- Penelope Weasley. - odpowiedziała. Dokładnie tak jak miała w zwyczaju. Przedstawiła się swoim pełnym imieniem. Tym razem nie dodała jednak nic na temat możliwości posługiwania się zdrobnieniem. Tak po prawdzie, to nawet jej to nie przeszło przez myśl. Być może stało się tak z tego względu, że ona... że Penny również odczuła różnice. Nagle dotarło do niej, jakie to wszystko było dziwne. Nieracjonalne. Naprawdę mocno na wyrost. Przesadzone. Niby ruda nadal była obecna fizycznie w tej kawernie, pośród wszystkich innych czarodziejów, którzy zostali wciągnięci pod ziemię, zarazem jednak w myślach odpłynęła nieco dalej.
Umknęła jej z tego względu część wypowiedzi Owena. I pewnie nawet dało się zaobserwować, że choć sama o to zapytała - teraz nagle przestała słuchać.
- Uhm. Czyli korzenie. - posłała w stronę historyka przepraszający uśmiech.
Nie prosiła o to, żeby cokolwiek powtórzył. Uznała, że zapewne inni zdołali się w tym odpowiednio połapać. Może nawet udało im się wyciągnąć pewne wnioski? Sama postarała się natomiast trochę ogarnąć i wrócić do rzeczywistości. Skupić na tym, co było tu i teraz. Na wszystko inne przyjdzie czas, kiedy uda im się wydostać z powrotem na powierzchnie.
Skupiła się wreszcie na kolejnych słowach Bagshota, na jego nieco obszerniejszej wypowiedzi. Tej wypowiedzi, która miała im znacznie więcej wyjaśnić na temat tego co działo się w tym miejscu. Część z tego wydawała się oczywista, zwłaszcza w świetle wcześniej zebranych informacji, reszta natomiast wypełniała luki. Pozwalała na lepsze zrozumienie tego, co miało tutaj miejsce. Skupiona na tym wszystkim, sięgnęła do swojej torby, w której w dalszym ciągu znajdywał się notes z wcześniejszymi notatkami. Tymi, które Penny zrobiła wcześniej z Peppą.
- A te daty? Czy to ma jakieś większe znaczenie? - zaprezentowała Owenowi to, co udało jej się ustalić przy pomocy drugiej, nieobecnej tutaj czarownicy. Chodziło jej o cały ten podział na dwa okresy, ale też i o miejsca, które specjalnie wynotowała. Znaczenie zdawały się mieć katedra, wyspa i ośrodek. - Byłam wcześniej w bibliotece i widziałam mapę. - wyjaśniła jeszcze.
Uwaga dotycząca potencjalnej obecności czarnoksiężnika, który miałby żerować na tym dawnym rytuale... to nie brzmiało dobrze. I Penny nawet pobladła. Ale przynajmniej mogła spróbować pozyskać więcej informacji. Tym bardziej też chciała jakoś wszystkim pomóc. Być może zapewnić jakąś ochronę? Tylko co mogli w tym momencie zrobić?
- Mam w torbie długopis, ale nie sądzę... może atrament. - zapytana przez Millie, raz jeszcze zaczęła przeglądać zawartość swojej torebki. Kiedy wreszcie udało jej się znaleźć coś, co nadawało się do naniesienia run, jeśli nikt nie protestował i wszyscy zgadzali się, że może być to dobrym posunięciem, to Penny zabrała się do działania. - Nie wiem czy to za działa. Nigdy nie próbowałam w ten sposób. To z reguły kombinacje znaków, które są nanoszone na jakiś trwały materiał, kamień czy metal, i wtedy można nadać przedmiotowi właściwości, ale... może się uda. Czegoś musimy spróbować. Po prostu nie mogę zagwarantować, że cokolwiek z tego w ogóle zadziała. - trochę jej się załączyła papla. Chciała wytłumaczyć, że tu nie ma żadnej gwarancji. Usprawiedliwić się gdyby nic z tego nie wyszło. Bo faktycznie nigdy dotąd nie robiła tego w ten sposób. Zarazem jednak każda z run miała przecież znaczenie. Pewne właściwości.
Nie mazgaj się, Penny, tylko działaj! - upomniała się w myślach - Chyba, że chcesz dać się tutaj wykończyć jakimś korzeniom i paskudnym, śmierdzącym czarnoksiężnikom. Bo przecież każdy czarnoksiężnik był brzydki, szczerbaty i okropnie śmierdział. Z takim to wstyd wyjść pomiędzy ludzi.
- To tak. Z jednej strony bym naniosła runę szczęścia, a z drugiej coś co miałoby działanie typowo ochronne. Thurisaz to symbol siły, ochrony i pokonywania przeszkód. Sowilo prowadzi do celu i pomaga rozwiązywać problemy. Algiz to ochrona oraz bezpieczeństwo, ale w innym zakresie niż Thurisaz... raczej bym wybrała tą pierwszą opcje. Hm... - prawdopodobnie za dużo teraz mówiła, paplała, ale potrzebowała to przeanalizować i wybrać opcje, która będzie najlepsza w ich sytuacji. - Wunjo to runa kojarzona ze szczęściem, radością, spełnieniem. Niby potrzebujemy szczęścia, ale... wydaje mi się, że lepszym wyborem byłyby Thurisaz i Sowilo.
Na ile za tym wszystkim nadążali pozostali? Czy w ogóle byli w stanie za tym nadążać? Penny przedstawiła im dostepnę opcje. Tak na szybko, w miarę ogólnikowo. Sama decyzji podejmować jednak nie chciała. Wolała, żeby było to coś, co wybiorą wszyscy, w stosunku do czego wszyscy będą zgodni. Wyraźnie dała im to do zrozumienia i czekała na jakiś znak. Słowo. Nawet polecenie. Cokolwiek.
Kiedy decyzja została podjęta, dwie wybrane runy naniosła przy pomocy palców zanurzonych w atramencie na twarz każdej spośród obecnych w kawernie osób. Swoje natomiast umieściła na rękach. Tak było łatwiej, bo widziała co robi. Miała pewność, że robiła to wszystko tak, jak było trzeba.
Po wszystkim mogła ruszyć kolejnym tunelem, w poszukiwaniu wyjścia na powierzchnie.