15.06.2024, 00:54 ✶
Zastanawiał się czy może nie będzie musiał czekać zbyt długo, albo czy Geraldine nie wystawi go do wiatru- cóż jak do tej pory jego interakcje z rodem Yaxleyów sprowadzały się do tego, ze choć wydawali się uprzejmi i mili ,to jednak ich działanie faktyczne miały zupełnie odmienny skutek.
Przyglądał się kolejnym wchodzącym ludziom, kolejny problem spotykania się z nieznajomymi, jeżeli nie wyznaczyło się określonego znaku - nie wiedziało się na kogo się czeka, cóż za irytująca sytuacja. Przecież to prowadziło do tak wielu niedogodności. A co jeśli oni oboje znajdowali się już w środku tylko żadne z nich nie wiedziało, że to drugie tu jest?
Przyjrzał się kolejnej kobiecie która weszła do środka. A może to właśnie ona była Geraldine? Gdyby tylko umiał czytać w myślach innych osób to pewnie by wiedział, że faktycznie to była ona.
Sam Thomas nie wyglądał na wściekłego czy zamierzającego wrzeszczeć na osobę, z którą miał się tu spotkać. Wiedział dobrze, że aby osiągnąć swój cel musiał wykazać się nieco finezją - poza tym siostra rzeczonego Thorana w niczym mu nie zawiniła, dlatego wyżywanie się na jej osobie było poniżej jakichkolwiek standardów.
Wyglądała jakoś tak znajomo, nie wiedział jednak skąd ją mógł kojarzyć - zapewne z Hogwartu, ale to by znaczyło, że jest niewiele młodsza od niego, bo na starszą zdecydowanie nie wyglądała. Przerwał jednak wszelkie rozmyślania, kiedy zorientował się, ze kieruje się w jego stronę. Była dość wysoka, co nieco wybijało z rytmu człowieka, który miał zazwyczaj do czynienia z ludźmi dość znacznie mniejszymi od niego.
Wpatrywał się z zaciekawieniem w kobietę, która bezceremonialnie zajęła miejsce naprzeciwko przy tym samym stoliku - sam już nie wiedział czego się spodziewać, chyba nie szukała kłopotów? Wolałby nie wdawać się w utarczki słowne z tutejszymi bywalcami.
- Och, miło panią poznać, Thomas Figg - powiedział wyciągając dłoń ponad stołem i unosząc nieco zadek z krzesła - choć odrobina dobrych manier w nim nadal została. Podrapał się po brodzie, ponieważ nie wiedział jak inaczej zacząć te rozmowę, ale chyba po prostu trzeba było przejść od sedna.
- Mamy pewien kłopot, ponieważ, Thoran zamówił w cukierni mojej siostry wieści pączków z alkoholem, które jak się okazały były dla dzieci na imprezie organizowanej przez jakieś tam matki Brytyjki. Teraz zaś one przychodzą do nas domagając się... W sumie to nie wiem czego by chciały, bo tylko strasznie krzyczały. - chrząknął i upił łyk kawy, zanim kontynuował. - Dlatego teraz szukam pani brata, aby wziął na siebie konsekwencje swoich czynów, skoro już postanowił być taki zabawny.
Przyglądał się kolejnym wchodzącym ludziom, kolejny problem spotykania się z nieznajomymi, jeżeli nie wyznaczyło się określonego znaku - nie wiedziało się na kogo się czeka, cóż za irytująca sytuacja. Przecież to prowadziło do tak wielu niedogodności. A co jeśli oni oboje znajdowali się już w środku tylko żadne z nich nie wiedziało, że to drugie tu jest?
Przyjrzał się kolejnej kobiecie która weszła do środka. A może to właśnie ona była Geraldine? Gdyby tylko umiał czytać w myślach innych osób to pewnie by wiedział, że faktycznie to była ona.
Sam Thomas nie wyglądał na wściekłego czy zamierzającego wrzeszczeć na osobę, z którą miał się tu spotkać. Wiedział dobrze, że aby osiągnąć swój cel musiał wykazać się nieco finezją - poza tym siostra rzeczonego Thorana w niczym mu nie zawiniła, dlatego wyżywanie się na jej osobie było poniżej jakichkolwiek standardów.
Wyglądała jakoś tak znajomo, nie wiedział jednak skąd ją mógł kojarzyć - zapewne z Hogwartu, ale to by znaczyło, że jest niewiele młodsza od niego, bo na starszą zdecydowanie nie wyglądała. Przerwał jednak wszelkie rozmyślania, kiedy zorientował się, ze kieruje się w jego stronę. Była dość wysoka, co nieco wybijało z rytmu człowieka, który miał zazwyczaj do czynienia z ludźmi dość znacznie mniejszymi od niego.
Wpatrywał się z zaciekawieniem w kobietę, która bezceremonialnie zajęła miejsce naprzeciwko przy tym samym stoliku - sam już nie wiedział czego się spodziewać, chyba nie szukała kłopotów? Wolałby nie wdawać się w utarczki słowne z tutejszymi bywalcami.
- Och, miło panią poznać, Thomas Figg - powiedział wyciągając dłoń ponad stołem i unosząc nieco zadek z krzesła - choć odrobina dobrych manier w nim nadal została. Podrapał się po brodzie, ponieważ nie wiedział jak inaczej zacząć te rozmowę, ale chyba po prostu trzeba było przejść od sedna.
- Mamy pewien kłopot, ponieważ, Thoran zamówił w cukierni mojej siostry wieści pączków z alkoholem, które jak się okazały były dla dzieci na imprezie organizowanej przez jakieś tam matki Brytyjki. Teraz zaś one przychodzą do nas domagając się... W sumie to nie wiem czego by chciały, bo tylko strasznie krzyczały. - chrząknął i upił łyk kawy, zanim kontynuował. - Dlatego teraz szukam pani brata, aby wziął na siebie konsekwencje swoich czynów, skoro już postanowił być taki zabawny.