03.01.2023, 20:30 ✶
Uniósł wymownie brwi patrząc na sweter, który to dziś Fergus sobie nosił. Z tego co pamiętał to rozstał się z nim dobre trzy tygodnie temu. W kącikach ust majaczył jednak uśmiech. Powinien mieć coś przeciwko? Powinien się zbulwersować? Nie, nie mógłby. Podobał mu się w tym wydaniu, wyglądał zdecydowanie lepiej niż w mugolskich ubraniach, które wydawały mu się dobierane losowo i chaotycznie.
Raz na jakiś czas podnosił kufel i upijał łyk piwa, zwilżając język i zalewając kubki smakowe korzennym smakiem. Zirytowanie ostatnimi dniami nieco go schłodziło, a że nie miał czasu popływać to potrzebował innego sposobu odreagowania. Oto zatem skłonił Fergusa do luźnego spotkania towarzyskiego. Wszystko tłumaczył sobie w myślach, przesadnie patrząc na ich spotkania z różnych punktów widzenia. Zaprzyjaźnili się; wystarczy trzymać ręce przy sobie i nie poruszać tematów osobistych, mogących przypomnieć utęsknienie za odrobiną ciepła. Przez zatłoczone miejsce nie miał żadnego problemu z pilnowaniem rąk. Nie umiał okazywać uczuć na oczach innych osób, dlatego w niektórych kręgach miał łatkę zimnokrwistego zdystansowanego outsidera. Och, jakże było to mylne! Lubił ludzi. Lubił z nimi rozmawiać i czasami miewał problem aby utrzymać kontakt wzrokowy. Fergus przekroczył próg zwyczajnej relacji więc w jego przypadku nie miał już większych problemów aby popatrzeć w ciemne oczy dłużej niż kilkanaście sekund - co też czynił kiedy się do niego odzywał.
- Więc powiedz mi czym ty się zajmujesz.- rozsiadł się wygodnie na krześle i obracał w palcach dziwną zapalniczkę, którą w pierwszej kolejności nazwał "palniczkiem".
- Czyli mówisz, że jeśli się postarasz to potrafić zauroczyć najstarszych z rodów?- zapytał retorycznie ale ze śmiechem na myśl o tym jak Fergus dwoi się i troi aby przekonać do siebie starego dziadka, głowę rodu. Przez jego kręgosłup przebiegł zimny dreszcz. Ileż to kontaktu z różnymi i ważnymi ludźmi… nie zniósłby tego na dłuższą metę.
- Nie miałbym do tego cierpliwości.- przyznał, kiwając głową z uznaniem, że on to potrafił załatwić. Przypomniał sobie pytanie Brenny skąd pochodzi szyszka. O zgrozo, gdyby Fergus to słyszał… ciekawe jakby zareagował, bo Castiel ze śmiechu spadł z głazu.
- Czemu musisz prosić o pomoc? One podobno są łagodne i to bujda, że przynoszą nieszczęście.- oparł łokieć o stolik i przyjrzał się zaciekawiony Fergusowi.
- A co z rdzeniami pochodzącymi od agresywnych stworzeń? Śmiem wątpić, że chętnie dzielą się swoim włosiem, piórami czy łuskami.- dopytał, autentycznie zaintrygowany jego pracą. Nie patrzył na to z tej strony; nie umiał dostrzec w tej pracy czegoś, co osobiście by go pociągało… chyba, że mowa o Fergusie, to wtedy zdecydowanie zainteresowałby się tym zawodem.
- Wytrzyj usta.- powiedział te słowa z nieruchomą mimiką i patrzył w okolice jego brwi, wyraźnie zastygły. Nie chciał prowokować siebie ani jego do zwracania uwagi na rejony ewidentnie rozpraszające. Miał wokół ust pianę od piwa, nie umiał tego nie zauważyć a tym bardziej zlekceważyć. Uciekł wzrokiem do zapalniczki i postawił ją sobie na palcu. Leciutko się uniosła nad opuszkiem kciuka po czym jeszcze lżej opadła do wnętrza jego dłoni. Odrobina magii płynącej z ciała a nie tylko z przekaźnika jakim jest różdżka. Wyjął ją i położył na swoich palcach przyglądając się kilku zamaszystym i ładnym wzorom, po których wodził palcami szesnaście lat. Po takim czasie były już bardzo wytarte, ledwie wyraziste ale w świetle gospody wciąż widoczne.
- One są ozdobą czy mają jakieś głębsze znaczenie?- popatrzył na rysy w ciemnoszarym drewnie. Pamiętał zdziwienie różdżkarza kiedy ta różdżka go wybrała. Ta jego zamyślona mina, jakby widział w jedenastoletnim chudym chłopaczku coś niepokojącego. Nigdy się nad tym nie zastanawiał a chętnie pociągnie Fergusa za język. Wróć, namówi do opowiadania o pracy. Ewidentnie lubił o tym prawić a oczy mu przy tym miło lśniły. Fergusowi sprawiało przyjemność opowiadać a Castielowi słuchać jego ożywionego głosu. Dobrze mieć swojego małego świra, który wywołuje taką radość.
- Kradzież rdzeni i drewna na handel, dobrze myślę? Na czarnym rynku?- pytał bez ani jednego mrugnięcia powieką. Pochwycił różdżkę między palce i rzucił niewerbalny czar na zapalniczkę. Ta zaczęła wirować sobie między ich kuflami, czyli zachowywała się tak jak powinna w magicznym otoczeniu. Nie lubił uśpienia.
- Twoja robota nie brzmi nudno, zwłaszcza ta część pobierania materiału do rdzeni. To znaczy, że musisz mieć dobrą rękę do magicznych stworzeń?- dopytywał, wciąż ciągnąc go za język. Chciał wiedzieć więcej, potrzebował go poznać, dowiedzieć się jaką ma opinię na różne tematy. Zastanawiał się też czy dobrze dedukuje, dlatego ciągnął temat i nie przechodził tak łatwo do opowiadania o swoim zawodzie. Wyglądałby identycznie jak Fergus - opowiadałby z pasją. Niestety ale dziś był lekko rozgoryczony i zdecydowanie wolał ratować się opowieściami Fergusa. Chciał też mu pokazać, że naprawdę ciekawi go jego praca. To dziedzina mu nieznana a skoro spotykali się i nie zamierzali iść po rozum do głowy… to przechodzili do etapu poznawania się na innych płaszczyznach. Skłamałby gdyby powiedział, że nie pomyślał o bardziej osobistym spotkaniu. Gdzieś tam w głębi czuł potrzebę oparcia głowy o jego ramię i bezwstydnego westchnienia.
Raz na jakiś czas podnosił kufel i upijał łyk piwa, zwilżając język i zalewając kubki smakowe korzennym smakiem. Zirytowanie ostatnimi dniami nieco go schłodziło, a że nie miał czasu popływać to potrzebował innego sposobu odreagowania. Oto zatem skłonił Fergusa do luźnego spotkania towarzyskiego. Wszystko tłumaczył sobie w myślach, przesadnie patrząc na ich spotkania z różnych punktów widzenia. Zaprzyjaźnili się; wystarczy trzymać ręce przy sobie i nie poruszać tematów osobistych, mogących przypomnieć utęsknienie za odrobiną ciepła. Przez zatłoczone miejsce nie miał żadnego problemu z pilnowaniem rąk. Nie umiał okazywać uczuć na oczach innych osób, dlatego w niektórych kręgach miał łatkę zimnokrwistego zdystansowanego outsidera. Och, jakże było to mylne! Lubił ludzi. Lubił z nimi rozmawiać i czasami miewał problem aby utrzymać kontakt wzrokowy. Fergus przekroczył próg zwyczajnej relacji więc w jego przypadku nie miał już większych problemów aby popatrzeć w ciemne oczy dłużej niż kilkanaście sekund - co też czynił kiedy się do niego odzywał.
- Więc powiedz mi czym ty się zajmujesz.- rozsiadł się wygodnie na krześle i obracał w palcach dziwną zapalniczkę, którą w pierwszej kolejności nazwał "palniczkiem".
- Czyli mówisz, że jeśli się postarasz to potrafić zauroczyć najstarszych z rodów?- zapytał retorycznie ale ze śmiechem na myśl o tym jak Fergus dwoi się i troi aby przekonać do siebie starego dziadka, głowę rodu. Przez jego kręgosłup przebiegł zimny dreszcz. Ileż to kontaktu z różnymi i ważnymi ludźmi… nie zniósłby tego na dłuższą metę.
- Nie miałbym do tego cierpliwości.- przyznał, kiwając głową z uznaniem, że on to potrafił załatwić. Przypomniał sobie pytanie Brenny skąd pochodzi szyszka. O zgrozo, gdyby Fergus to słyszał… ciekawe jakby zareagował, bo Castiel ze śmiechu spadł z głazu.
- Czemu musisz prosić o pomoc? One podobno są łagodne i to bujda, że przynoszą nieszczęście.- oparł łokieć o stolik i przyjrzał się zaciekawiony Fergusowi.
- A co z rdzeniami pochodzącymi od agresywnych stworzeń? Śmiem wątpić, że chętnie dzielą się swoim włosiem, piórami czy łuskami.- dopytał, autentycznie zaintrygowany jego pracą. Nie patrzył na to z tej strony; nie umiał dostrzec w tej pracy czegoś, co osobiście by go pociągało… chyba, że mowa o Fergusie, to wtedy zdecydowanie zainteresowałby się tym zawodem.
- Wytrzyj usta.- powiedział te słowa z nieruchomą mimiką i patrzył w okolice jego brwi, wyraźnie zastygły. Nie chciał prowokować siebie ani jego do zwracania uwagi na rejony ewidentnie rozpraszające. Miał wokół ust pianę od piwa, nie umiał tego nie zauważyć a tym bardziej zlekceważyć. Uciekł wzrokiem do zapalniczki i postawił ją sobie na palcu. Leciutko się uniosła nad opuszkiem kciuka po czym jeszcze lżej opadła do wnętrza jego dłoni. Odrobina magii płynącej z ciała a nie tylko z przekaźnika jakim jest różdżka. Wyjął ją i położył na swoich palcach przyglądając się kilku zamaszystym i ładnym wzorom, po których wodził palcami szesnaście lat. Po takim czasie były już bardzo wytarte, ledwie wyraziste ale w świetle gospody wciąż widoczne.
- One są ozdobą czy mają jakieś głębsze znaczenie?- popatrzył na rysy w ciemnoszarym drewnie. Pamiętał zdziwienie różdżkarza kiedy ta różdżka go wybrała. Ta jego zamyślona mina, jakby widział w jedenastoletnim chudym chłopaczku coś niepokojącego. Nigdy się nad tym nie zastanawiał a chętnie pociągnie Fergusa za język. Wróć, namówi do opowiadania o pracy. Ewidentnie lubił o tym prawić a oczy mu przy tym miło lśniły. Fergusowi sprawiało przyjemność opowiadać a Castielowi słuchać jego ożywionego głosu. Dobrze mieć swojego małego świra, który wywołuje taką radość.
- Kradzież rdzeni i drewna na handel, dobrze myślę? Na czarnym rynku?- pytał bez ani jednego mrugnięcia powieką. Pochwycił różdżkę między palce i rzucił niewerbalny czar na zapalniczkę. Ta zaczęła wirować sobie między ich kuflami, czyli zachowywała się tak jak powinna w magicznym otoczeniu. Nie lubił uśpienia.
- Twoja robota nie brzmi nudno, zwłaszcza ta część pobierania materiału do rdzeni. To znaczy, że musisz mieć dobrą rękę do magicznych stworzeń?- dopytywał, wciąż ciągnąc go za język. Chciał wiedzieć więcej, potrzebował go poznać, dowiedzieć się jaką ma opinię na różne tematy. Zastanawiał się też czy dobrze dedukuje, dlatego ciągnął temat i nie przechodził tak łatwo do opowiadania o swoim zawodzie. Wyglądałby identycznie jak Fergus - opowiadałby z pasją. Niestety ale dziś był lekko rozgoryczony i zdecydowanie wolał ratować się opowieściami Fergusa. Chciał też mu pokazać, że naprawdę ciekawi go jego praca. To dziedzina mu nieznana a skoro spotykali się i nie zamierzali iść po rozum do głowy… to przechodzili do etapu poznawania się na innych płaszczyznach. Skłamałby gdyby powiedział, że nie pomyślał o bardziej osobistym spotkaniu. Gdzieś tam w głębi czuł potrzebę oparcia głowy o jego ramię i bezwstydnego westchnienia.