Ileż jeszcze obcy ludzie będą ją wypytywać o Thorana Yaxleya? Nie miała pojęcia. Na pewno nie był to ostatni przypadek zważając na to, co działo się ostatnio. Jej brat, znaczy już wiedziała, że nie jest bratem uprzykrzał życie wielu osobom. Jakby chciał zrazić do ich rodziny wszystkich. Nie mogła na to pozwalać. Musiała angażować się w prostowanie tych wszystkich spraw, żeby nie wiązano ich z tymi sytuacjami. Było to dosyć męczące, zważając na to, że poza tym, że ściągał na siebie uwagę różnych rodzin, to w między czasie planował przejąć jej życie, zająć jej miejsce, zabić ją i doprowadzić do tego, żeby jej bliscy o niej zapomnieli. Z początku nie umiała się w tym odnaleźć, wszak to ona zazwyczaj była łowcą, nie przywykła do tego, że to na nią polowano, przyszła jednak faza, w której zamierzała go ubiec. Zresztą skorzystała z pomocy wielu znajomych osób, którym udało się uzyskać pewne wskazówki. Chyba już wiedziała, z jaką istotą ma doczynienia. Co było jakby nie patrzeć na pewno sporym plusem.
Wiwern stał się ostatnio miejscem, które odwiedzała bardzo często. Tutaj mogła uniknąć twarzy czarodziejów, których znała z przyjęć, czy innych spędów. Czuła się tutaj w miarę bezpiecznie, dlatego właśnie ten pub wybrała do tego, aby spotkać się z Thomasem Figgiem. Nie do końca wiedziała kim jest mężczyzna, nie wiedziała, czego powinna się spodziewać, ale nie bała się tego spotkania. Ostatnio się to stało dla niej normalnością. Sprzątanie po Thoranie.
Weszła do Wiwerny szybkim krokiem, trochę, jak do siebie. Omiotła szybko pomieszczenie wzrokiem, nie było w nim prawie nikogo. Coś jej podpowiedziało, że mężczyzna siedzący przy jednym ze stolików to Figg, który chciał się z nią spotkać. Trochę nie pasował jej do tego miejsca, ale może to tylko złudne wrażenie. Nim do niego podeszła udała się do lady, gdzie zamówiła kawę, subtelnie poprosiła barmana, żeby dolał do niej whisky.
W końcu podeszła do Thomasa. Geraldine Yaxley była specyficzną kobietą. Ubrana w skórzane spodnie, ciężkie buty i flanelową koszulę. Zdecydowanie brakowało w jej wyglądzie delikatności, była też bardzo wysoka jak na kobietę, Yaxleyowie mogli poszczycić się tym, że byli najwyższymi czarodziejami w Wielkiej Brytanii. Kiedyś nie była z tego powodu zachwycona, teraz jednak wydawała się tym zupełnie nie przejmować. Spojrzała na niego swoimi stalowo błękitnymi ślepiami. Próbowała wybadać, jak bardzo jest wkurwiony, czy jej brat mocno zalazł mu za skórę?
Nim się przywitała usiadła na krześle na przeciwko mężczyzny. Upiła łyk kawy, nie skrzywiła się gdy poczuła w niej smak wątpliwej jakości alkoholu. - Wydaje mi się, że czeka pan na mnie. Geraldine Yaxley. - Wypadałoby się przedstawić.