12.06.2024, 02:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.06.2024, 02:57 przez Norvel Twonk.)
Wstępując w progi ruin kościoła, Sebastian, Brenna, Peregrinus, nawet bez specjalnej wiedzy o czarnej magii, mogli już zdać sobie sprawę z tego, że ta gdzieś tutaj była. To miejsce nią pulsowało. Było zimne, jałowe a gdyby spróbowali się aportować, odkryliby, że aportacja nie działa.
Czy efekt tego, w co właśnie wstępowali, mógł być pobocznym, nieświadomym, efektem działań biskupa? Sebastian czuł, że nie. Wchodzili do domu mugolskiego Boga. Jeśli istniały miejsca, które miały z zasady chronić ludzi, to były nimi kościoły, chramy, święte budynki w których przebywało sacrum. Wznoszono je często w punktach mocy. Być może i ten kościół został wzniesiony w jednym z takich punktów a później, setki lat później, wykorzystany został przez czarnoksiężnika do umieszczenia w nim czarnomagicznego artefaktu. To nie biskup i jego magia przeklęła to miejsce.
Mgła pozostawała nienaturalnie gęsta. Przypominała zabrudzone mleko. Ciążyła nad ziemią. Chroniła skarbu. Dawała osłonę nieumarłym. Kamienne ściany kościoła były spękane, brudne, pozbawione wilgoci. Jeśli nie unosili dostatecznie wysoko nóg, potykali się o gruz i suche gałęzie.
Sylwetka Patricka nabrała na wyrazistości. Nieco dalej, może metr dalej, Brenna dostrzegła kolejną – tym razem należącą do Atreusa. Obydwaj mężczyźni grzebali w ziemi, wyraźnie czegoś szukając. Byli bladzi, jakby się bali.
Steward podniósł głowę, gdy usłyszał głos brygadzistki.
- Daj mi jeszcze chwilę, Brenno, jeszcze chwilę – wymamrotał, tym razem bardziej wyraźnie, głośniej, słyszalnie. Pod naporem jego palców z ziemi wyłoniła się kryształowa czaszka. W jej wnętrzu poruszały się niespokojnie mgliste cienie. – Mam ją. Mam ją. Znalazłem – dodał i to był ten moment, w którym powinien brzmieć triumfalnie, ale żadnego triumfu w głosie aurora nie było. Tylko udręczenie, zmęczenie, strach i nieufność.
Wrócił do norania palcami jeszcze bardziej, przyłączył się do niego Bulstrode i kiedy udało im się wyciągnąć czaszkę z ziemi, wiele rzeczy właściwie stało się w tym samym momencie. Po pierwsze, Sebastian wyczarował tarczę. Po drugie, Brenna wyczarowała pętające liny i te chyba trafiły celu, bo usłyszeli łupnięcie i głośniejsze warknięcie. Po trzecie, najważniejsze, Peregrinus zobaczył to, co miało się zdarzyć dosłownie za kilka sekund.
Zobaczył samego siebie uderzającego bokiem w stertę gruzu, pozostałości po jednej z naw. Sebastiana z rozciętą wargą i krwawiącym nosem. Odpełzającą od wyłaniającego się z ziemi żywego trupa Brennę. Mężczyźni nie powinni tak lekkomyślnie wydobywać tej czaszki z ziemi. Nie powinni, bo pilnowało jej więcej niż tylko nieumarli. Zabezpieczała ją magia.
Ledwie Steward z Bulstrodem wydobyli ją z ziemi. Uniosła się do góry. I teraz cała piątka mogła zobaczyć ją dokładnie: kryształowa, półprzezroczysta, z niespokojnymi cieniami w jej wnętrzu. Obydwaj aurorzy siedli na tyłkach i chyba w jakimś przebłysku świadomości zasłonili twarze rękami na moment przed tym, zanim rozbłysła, rozległ się głośny trzask i wydostała się z niej fala energii.
Peregrinusem cisnęło o stertę gruzu. Poczuł ból w boku – z pewnością nabił sobie trochę siniaków. Miał też otarcia do krwi na lewej ręce. Sebastiana zbiło z nóg, niczego sobie nie połamał, ale uderzył w wystający z ziemi ostry kamień, rozcinając sobie wargę a z nosa pociekła mu krew. Brennę zmiotło w przeciwległą stronę co Trelawneya. Padając obtarła sobie kolana i wnętrza rąk. Dostrzegła też wypełzającego z ziemi kolejnego żywego trupa.
Patrick i Atreus upadli na plecy, na chwilę zasłoniła ich mgła. Gdy Steward się wynurzył, ściągnął z ramion koszulę i wsadził w nią kryształtową czaszkę. Niespokojne cienie dalej tkwiły w jej wnętrzu. Wymamrotał coś w stronę Bulstrode’a.
@Peregrinus Trelawney @Brenna Longbottom @Sebastian Macmillan @Atreus Bulstrode @Patrick Steward
kości
Czy efekt tego, w co właśnie wstępowali, mógł być pobocznym, nieświadomym, efektem działań biskupa? Sebastian czuł, że nie. Wchodzili do domu mugolskiego Boga. Jeśli istniały miejsca, które miały z zasady chronić ludzi, to były nimi kościoły, chramy, święte budynki w których przebywało sacrum. Wznoszono je często w punktach mocy. Być może i ten kościół został wzniesiony w jednym z takich punktów a później, setki lat później, wykorzystany został przez czarnoksiężnika do umieszczenia w nim czarnomagicznego artefaktu. To nie biskup i jego magia przeklęła to miejsce.
Mgła pozostawała nienaturalnie gęsta. Przypominała zabrudzone mleko. Ciążyła nad ziemią. Chroniła skarbu. Dawała osłonę nieumarłym. Kamienne ściany kościoła były spękane, brudne, pozbawione wilgoci. Jeśli nie unosili dostatecznie wysoko nóg, potykali się o gruz i suche gałęzie.
Sylwetka Patricka nabrała na wyrazistości. Nieco dalej, może metr dalej, Brenna dostrzegła kolejną – tym razem należącą do Atreusa. Obydwaj mężczyźni grzebali w ziemi, wyraźnie czegoś szukając. Byli bladzi, jakby się bali.
Steward podniósł głowę, gdy usłyszał głos brygadzistki.
- Daj mi jeszcze chwilę, Brenno, jeszcze chwilę – wymamrotał, tym razem bardziej wyraźnie, głośniej, słyszalnie. Pod naporem jego palców z ziemi wyłoniła się kryształowa czaszka. W jej wnętrzu poruszały się niespokojnie mgliste cienie. – Mam ją. Mam ją. Znalazłem – dodał i to był ten moment, w którym powinien brzmieć triumfalnie, ale żadnego triumfu w głosie aurora nie było. Tylko udręczenie, zmęczenie, strach i nieufność.
Wrócił do norania palcami jeszcze bardziej, przyłączył się do niego Bulstrode i kiedy udało im się wyciągnąć czaszkę z ziemi, wiele rzeczy właściwie stało się w tym samym momencie. Po pierwsze, Sebastian wyczarował tarczę. Po drugie, Brenna wyczarowała pętające liny i te chyba trafiły celu, bo usłyszeli łupnięcie i głośniejsze warknięcie. Po trzecie, najważniejsze, Peregrinus zobaczył to, co miało się zdarzyć dosłownie za kilka sekund.
Zobaczył samego siebie uderzającego bokiem w stertę gruzu, pozostałości po jednej z naw. Sebastiana z rozciętą wargą i krwawiącym nosem. Odpełzającą od wyłaniającego się z ziemi żywego trupa Brennę. Mężczyźni nie powinni tak lekkomyślnie wydobywać tej czaszki z ziemi. Nie powinni, bo pilnowało jej więcej niż tylko nieumarli. Zabezpieczała ją magia.
Ledwie Steward z Bulstrodem wydobyli ją z ziemi. Uniosła się do góry. I teraz cała piątka mogła zobaczyć ją dokładnie: kryształowa, półprzezroczysta, z niespokojnymi cieniami w jej wnętrzu. Obydwaj aurorzy siedli na tyłkach i chyba w jakimś przebłysku świadomości zasłonili twarze rękami na moment przed tym, zanim rozbłysła, rozległ się głośny trzask i wydostała się z niej fala energii.
Peregrinusem cisnęło o stertę gruzu. Poczuł ból w boku – z pewnością nabił sobie trochę siniaków. Miał też otarcia do krwi na lewej ręce. Sebastiana zbiło z nóg, niczego sobie nie połamał, ale uderzył w wystający z ziemi ostry kamień, rozcinając sobie wargę a z nosa pociekła mu krew. Brennę zmiotło w przeciwległą stronę co Trelawneya. Padając obtarła sobie kolana i wnętrza rąk. Dostrzegła też wypełzającego z ziemi kolejnego żywego trupa.
Patrick i Atreus upadli na plecy, na chwilę zasłoniła ich mgła. Gdy Steward się wynurzył, ściągnął z ramion koszulę i wsadził w nią kryształtową czaszkę. Niespokojne cienie dalej tkwiły w jej wnętrzu. Wymamrotał coś w stronę Bulstrode’a.
@Peregrinus Trelawney @Brenna Longbottom @Sebastian Macmillan @Atreus Bulstrode @Patrick Steward
Czas na odpis do 15.06, godz. 21.00
kości