11.06.2024, 22:47 ✶
Kiedy Sophie usłyszała, że zaraz nastąpi wybór kandydatki, wstrzymała oddech i zacisnęła mocno powieki. Błagam, niech to będę ja, potrzebuję tych pieniędzy! myślała gorączkowo. Miała plan. I to kurrr... sprytny! Chciała się podzielić nagrodą, chwilę porozmawiać ze swoim "wybrankiem"? (raczej to ona została wybranką) i udać, że boli ją głowa. Tak. Boli ja głowa i koniecznie musi iść do domu. A jeśli chodzi o randkę, to najwyżej odezwie się eee... no innym razem. Jeśli to nie zadziała, to uda, że mdleje albo wymusi mdłości i zwymiotuje na buty swojego "przyszłego męża". To Charlie nauczył ją wymiotować na zawołanie kiedy byli dziećmi. Może w końcu przyda jej się ta umiejętność i odpali galeona lub dwa swojemu kuzynowi? Tak więc, taki właśnie Sophie miała plan! Dopóki nie wyszła na scenę i nie zobaczyła pana Borgina. A później - głos swojego ojca, który... drwił z niej? Próbował ją zawstydzić? Gdyby był "normalnym" rodzicem, to zapewnie tylko by się zaśmiała i pomachała mu ze sceny. Wszyscy wokół mogą przecież pomyśleć, że była "córeczką tatusia", prawda? Ale Sophie wiedziała, że Robert jest specyficzny, a jego intencje były odwrotne. Doskonale również wiedziała, że córeczką tatusia nie była. Mimo że było jego jedynym dzieckiem.
-...- Sophie zrobiła kilka kroków w stronę pana Borgina, po czym zatrzymała się żeby spojrzeć na widownie. A więc całe rodzina zebrała się tutaj żeby z niej drwić. Nie wierzyła, że jej kibicowali. Nie oni. Zupełnie nie pasowali do tego miejsca.
Mulciberówna wyobraziła sobie, że na twarzach wszystkich Mulciberów widnieją kpiące uśmiechy. Że szepczą, obgadują ją i krytykują za to, że tutaj była. Albo może i za to jak wyglądała? Polokowała sobie włosy, zrobiła makijaż i ubrała sukienkę z dekoltem (wszystkie jej sukienki do tej pory zakrywały to co powinny zakrywać) którą sama uszyła. Chciała się poczuć dzisiaj ładna. I poczuła, kiedy patrzyła na siebie w lustrze jeszcze kilka godzin temu. A teraz jaka się czuła? Czuła, że najlepiej będzie, jeśli całe show jak najszybciej się skończy.
Spuściła nieco głowę i podeszła do pana Borgina, któremu jakiś czas temu uświniła rękaw wypluwając na niego herbatę. Złapała mężczyznę za nadgarstek i przesunęła się, żeby powiedzieć mu coś na ucho.
- Panie Borgin, czy możemy zejść ze sceny? Może pan powiedzieć, że bardzo spieszymy się na randkę? Tam jest m-moja rodzina, która przyszła żeby...- Pociągnęła nosem.- Żeby... ze mnie drwić. P-proszę z-zabrać... wszystkie pieniądze, ale proszę pozwolić mi dzisiaj spać u siebie na kanapie. Nie chcę wracać do domu ani iść na żadną randkę, przyszłam tu po pieniądze... proszę....i n-niech pan powie, że jestem bardzo wzruszona i musimy stąd iść... i ż-że nie mogę m-mówić z eksc.. ekscytacji... - Szepnęła, po czym objęła Stanley'a w pasie i wtuliła twarz w jego koszulę, żeby nikt nie mógł zobaczyć, że płakała.