11.06.2024, 07:42 ✶
Brenna bardziej niż poirytowana była skonsternowana. I chociaż bardzo chciała rozwiązać sprawę szybko, a kobiety niekoniecznie pokazywały się z dobrej strony, nie mogła powstrzymać odrobiny współczucia. Bo jeżeli każda z nich była tak skłonna brać na siebie winę – jak okropnym musiał być człowiekiem denat i jak bardzo zależało im na sobie nawzajem?
Kiwnęła głową Victorii i ruszyła w stronę siostry zmarłego, z myślą, że skoro te trzy kobiety go nie zabiły to… być ona była winna.
- Dzień dobry, rozumiem, że kapitan przekazał pani wieści. Osoba winna właśnie się przyznała... - zaczęła Brenna, a kolejnych słów już nie dosłyszały, bo odeszła kawałek dalej.
Tym razem jej taktyką było sprawdzenie, kogo ciotka uzna za winnego. I czy spróbuje brać w takim wypadku winę na siebie, bo jeśli nie, jak nic była pierwszą podejrzaną...
- To wody u afrykańskiego wybrzeża, francuski obywatel i francuski statek, mogę więc wam utrudniać jak zechcę, bo nie macie żadnej jurysdykcji - syknęła Sophie. Najwyraźniej ta była najtrudniejszą z całej czwórki, przynajmniej gdy chodziło o współpracę, bo liznęła nieco informacji od swojego "wujka prawnika". - Nie można oskarżyć kogoś o utrudnianie nieoficjalnego śledztwa. I moja matka tego nie zrobiła. Ma antytalent w kształtowaniu. To mistrzyni eliksirów, nie pojedynków. Nie rozumiem, dlaczego utrudniacie, skoro się przyznaję.
Zrobiła parę kroków za Victorią, tak odruchowo, ale pod drzwiami do kabiny zatrzymała się, jakby sobie przypomniała, że przecież ma pełne prawo utrudniać i że zamierza z niego skorzystać. Złożyła ręce na klatce piersiowej i obejrzała się na ciotkę.
Brenna minę miała spokojną, ale z ostatnią Francuzką wcale nie szło jej lepiej niż Victorii z jej własną podopieczną. Cioteczka ledwo mówiła po angielsku, gubiła końcówki wyrazów, wtrącała francuskie słówka. Longbottom rozumiała piąte przez dziesiąte, i rozważała już wołanie kapitana, by tłumaczył, ale jedno zdołała wyłapać: nie wspomniała, kim jest ta osoba winna, a ciotka od razu uznała, że była to Sophie i chyba właśnie usiłowała wyjaśnić, że to absolutnie niemożliwe.
- Proszę pani, czy na statku są jeszcze jakieś osoby, które znacie? - spytała, przerywając ten wywód, a potem powtórzyła pytanie jeszcze dwa razy, za każdym innymi słowy, dopóki kobieta go nie zrozumiała.
Kiwnęła głową Victorii i ruszyła w stronę siostry zmarłego, z myślą, że skoro te trzy kobiety go nie zabiły to… być ona była winna.
- Dzień dobry, rozumiem, że kapitan przekazał pani wieści. Osoba winna właśnie się przyznała... - zaczęła Brenna, a kolejnych słów już nie dosłyszały, bo odeszła kawałek dalej.
Tym razem jej taktyką było sprawdzenie, kogo ciotka uzna za winnego. I czy spróbuje brać w takim wypadku winę na siebie, bo jeśli nie, jak nic była pierwszą podejrzaną...
- To wody u afrykańskiego wybrzeża, francuski obywatel i francuski statek, mogę więc wam utrudniać jak zechcę, bo nie macie żadnej jurysdykcji - syknęła Sophie. Najwyraźniej ta była najtrudniejszą z całej czwórki, przynajmniej gdy chodziło o współpracę, bo liznęła nieco informacji od swojego "wujka prawnika". - Nie można oskarżyć kogoś o utrudnianie nieoficjalnego śledztwa. I moja matka tego nie zrobiła. Ma antytalent w kształtowaniu. To mistrzyni eliksirów, nie pojedynków. Nie rozumiem, dlaczego utrudniacie, skoro się przyznaję.
Zrobiła parę kroków za Victorią, tak odruchowo, ale pod drzwiami do kabiny zatrzymała się, jakby sobie przypomniała, że przecież ma pełne prawo utrudniać i że zamierza z niego skorzystać. Złożyła ręce na klatce piersiowej i obejrzała się na ciotkę.
Brenna minę miała spokojną, ale z ostatnią Francuzką wcale nie szło jej lepiej niż Victorii z jej własną podopieczną. Cioteczka ledwo mówiła po angielsku, gubiła końcówki wyrazów, wtrącała francuskie słówka. Longbottom rozumiała piąte przez dziesiąte, i rozważała już wołanie kapitana, by tłumaczył, ale jedno zdołała wyłapać: nie wspomniała, kim jest ta osoba winna, a ciotka od razu uznała, że była to Sophie i chyba właśnie usiłowała wyjaśnić, że to absolutnie niemożliwe.
- Proszę pani, czy na statku są jeszcze jakieś osoby, które znacie? - spytała, przerywając ten wywód, a potem powtórzyła pytanie jeszcze dwa razy, za każdym innymi słowy, dopóki kobieta go nie zrozumiała.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.