02.01.2023, 21:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.01.2023, 21:15 przez Fergus Ollivander.)
Meduza! Czy ta mityczna postać pasowała do Lycoris? Wątpił, bo była księżniczką skrzywdzoną przez los i bogów wyłącznie z powodu własnego nieszczęścia. Dopiero to przemieniło ją w żądną krwi (albo raczej żwiru) bestię. Nie, Black była bardziej jak Erynia, która wiedziała, czego chce i ścigała nieszczęśników do czasu, aż spotka ich stosowna kara, a ona sama spełni swoje cele. Krwiożercza, mściwa. Przynajmniej na tyle, na ile powoli Fergus malował sobie w głowie jej obraz. Pozostawało pytanie, czy ostatecznie przemieni go jednak w kamień, czy zwyczajnie będzie ją radować jego cierpienie, nawet jeśli miało być wyłącznie kacem po spirytusie, którego zresztą nigdy wcześniej nie pił.
Irytowania jej napawało go dziwnym entuzjazmem, podchodzącym wręcz do rangi upojenia narkotykowego. Była Lydią, on był (bleh!) Tobym, więc nie musiał ustawiać żadnych granic ani hamulców w słowach. A mimo to wciąż był w nich oszczędny. Im dłużej z nią przebywał, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że chyba zaczynał darzyć ją jakąś odrobiną sympatii. Cel zupełnie niezamierzony, tym bardziej zaskakujący.
Carpe diem, ecce homo. Mogliby pewnie rozprawiać o tym godzinami, ale po co. Nie żeby nie chciał poznać opinii kogoś, kto najwyraźniej ogarniał te tematy i mógłby z nim porozmawiać na poziomie. Tylko czy to było jego wizją wieczoru, gdy szedł do tej speluny? Chciał się zachlać w trzy dupy i zapomnieć o całym świecie, a nie wznosić peany na jego cześć.
- Musiałabyś zatem w ogóle nie pić.
I tak oto skończyli poza pubem, idąc w kierunku znanym tylko Lycoris. Powinien jej ufać? Równie dobrze mogłaby go gdzieś trzasnąć klątwą i zostawić na pożarcie czarnoksiężnikom z Nokturna, żeby na następny dzień mieć co topić w formalinie. Z drugiej strony zostawiła po sobie ślad, skoro zdecydowała się go dotknąć, gdy podał jej dłoń. A magia nie zapomina takich rzeczy.
Podążał za nią, próbując delektować się świeżym powietrzem, ale zabijał go smród stęchlizny i szczyn. Jak ludzie żyli tu dobrowolnie i czy w ten sposób wyglądały kiedyś wszystkie te wielkie, przepełnione biedotą miasta?
- Dokąd właściwie mnie prowadzisz, Lydio, i czemu nigdy nie słyszałem o miejscu, gdzie znają coś więcej niż whisky i piwo? - zapytał i przyspieszył, by dorównać jej kroku. Czuł coraz większą ochotę, by znowu zapalić, ale nie miał już czego. Musiał się więc pocieszać myślą o nowych drinkach w towarzystwie tej dziwnej kobiety. Przeczesał palcami włosy, próbując je nieco opanować, bo wiatr wpychał mu je na twarz, utrudniając i tak ograniczoną w półmroku widoczność.
Irytowania jej napawało go dziwnym entuzjazmem, podchodzącym wręcz do rangi upojenia narkotykowego. Była Lydią, on był (bleh!) Tobym, więc nie musiał ustawiać żadnych granic ani hamulców w słowach. A mimo to wciąż był w nich oszczędny. Im dłużej z nią przebywał, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że chyba zaczynał darzyć ją jakąś odrobiną sympatii. Cel zupełnie niezamierzony, tym bardziej zaskakujący.
Carpe diem, ecce homo. Mogliby pewnie rozprawiać o tym godzinami, ale po co. Nie żeby nie chciał poznać opinii kogoś, kto najwyraźniej ogarniał te tematy i mógłby z nim porozmawiać na poziomie. Tylko czy to było jego wizją wieczoru, gdy szedł do tej speluny? Chciał się zachlać w trzy dupy i zapomnieć o całym świecie, a nie wznosić peany na jego cześć.
- Musiałabyś zatem w ogóle nie pić.
I tak oto skończyli poza pubem, idąc w kierunku znanym tylko Lycoris. Powinien jej ufać? Równie dobrze mogłaby go gdzieś trzasnąć klątwą i zostawić na pożarcie czarnoksiężnikom z Nokturna, żeby na następny dzień mieć co topić w formalinie. Z drugiej strony zostawiła po sobie ślad, skoro zdecydowała się go dotknąć, gdy podał jej dłoń. A magia nie zapomina takich rzeczy.
Podążał za nią, próbując delektować się świeżym powietrzem, ale zabijał go smród stęchlizny i szczyn. Jak ludzie żyli tu dobrowolnie i czy w ten sposób wyglądały kiedyś wszystkie te wielkie, przepełnione biedotą miasta?
- Dokąd właściwie mnie prowadzisz, Lydio, i czemu nigdy nie słyszałem o miejscu, gdzie znają coś więcej niż whisky i piwo? - zapytał i przyspieszył, by dorównać jej kroku. Czuł coraz większą ochotę, by znowu zapalić, ale nie miał już czego. Musiał się więc pocieszać myślą o nowych drinkach w towarzystwie tej dziwnej kobiety. Przeczesał palcami włosy, próbując je nieco opanować, bo wiatr wpychał mu je na twarz, utrudniając i tak ograniczoną w półmroku widoczność.