10.06.2024, 00:03 ✶
Czy można było mieć powód do zakochania się?
Chyba nie potrafił sobie tego wyobrazić i... to chyba właśnie jego największa wada - potworne wyuzdanie pomogło mu teraz odrobinę to rozdzielić. Potrafił wymienić bardzo, ale to bardzo wiele rzeczy, które uważał w Alexandrze za atrakcyjne. Nie chodziło tu tylko o to, że (ale to oczywiście też była prawda) facet był cholernie przystojny (i to obiektywnym spojrzeniem, a nie jak w przypadku Caina spojrzeniem zaszmaconego w nim kundla). Nie. Alexander wzbudzał we wszystkich w cyrku głębokie poczucie bezpieczeństwa. Potrafił czarować słowem, miał w sobie masę uroku osobistego. Był mądry życiowo na podobnym poziomie co on, chociaż czasami ich wiedza mocno rozmijała się przez życiowe doświadczenia. I był spostrzegawczy. Tak, niby był jednocześnie durniem unikającym patrzenia na to co powinien, ale Flynn był pewien, że przymykał to oko z czystej miłości właśnie. I z tej czystej miłości tak wiele zauważał. Wiele jego uwag mu wadziło, ale przecież ich potrzebował. Dzięki niemu przytył, był zdrowszy, wreszcie przestał wyglądać jak trup. Może i zdarzało mu się być zapominalskim, ale... był też tak permanentnie wymęczony przymusem trzymania tego wszystkiego w ryzach, żeby się nie rozpadło. Jednocześnie był taki... delikatny. Powolny w dobrym tego słowa znaczeniu - jeżeli ktoś uważał je tylko i wyłącznie za obelgę, to nigdy nie miał go w łóżku i...
I co? Wielu ludzi próbowało o niego dbać, wielu ludzi uważał za atrakcyjnych, wielu mu się podobało, wielu poznał mądrych, spostrzegawczych, utalentowanych. Z wieloma spał i tworzył związki, krótsze i dłuższe relacje. Ale to wcale nie znaczyło, że ich kochał.
I dobrze, że tak mało osób miało go w łóżku, bo w swojej hipokryzji Flynn niekoniecznie spieszył się do słuchania o igraszkach z kimś innym. Miał jakieś przebłyski myśli, czy mogliby tak żyć, dzieląc się sobą z innymi, ale... Skoro Alexander nie myślał o tym jak on, skoro nie potrafił wyobrazić sobie nikogo innego obok siebie, to Flynn czuł wyraźnie, że on zostałby zastąpiony. Jedna miłość wymieniona na drugą miłość, nie dało się mieć obu naraz, tak?
- Wszystkiego najgorszego, czyli czego? Czy to jest... gorsze?
To, że go kochał, ale nie tak jak on chciałby być kochany.
- Tak, t-to było szczere - znowu wpakował sobie paznokcie do gęby, a to znaczyło, że do końca szczery to on jednak nie był. Kiedy zorientował się, jak szybko został w tym zdemaskowany, odwrócił głowę. - P-pamiętasz ten poranek po tym, jak pie-pieprzyłeś mnie pierwszy raz? Powiedziałeś, że nie ma m-miiejsca na żonę w two-im f-aachu, ale ja zawsze miałem wrażenie... że tak naprawdę to jej potrzeebowałeś. Kogoś, kto by cię oo-odciążył, w-wiesz? Z tego wszystkiego, a-ale - głos mu się jednak złamał - ja nigdy nie p-potrafiłem tego robić. Ci ludzie mnie w wię-ększości nawet n-nie lubią i wcale mnie to nie dziwi. - Bo on nie lubił ich. Zniszczyłby każdego, kto śmiałby im zagrozić, ale to wcale nie wynikało z osobistej sympatii. Ryzykował swoim życiem dla obcych ludzi.
Chyba nie potrafił sobie tego wyobrazić i... to chyba właśnie jego największa wada - potworne wyuzdanie pomogło mu teraz odrobinę to rozdzielić. Potrafił wymienić bardzo, ale to bardzo wiele rzeczy, które uważał w Alexandrze za atrakcyjne. Nie chodziło tu tylko o to, że (ale to oczywiście też była prawda) facet był cholernie przystojny (i to obiektywnym spojrzeniem, a nie jak w przypadku Caina spojrzeniem zaszmaconego w nim kundla). Nie. Alexander wzbudzał we wszystkich w cyrku głębokie poczucie bezpieczeństwa. Potrafił czarować słowem, miał w sobie masę uroku osobistego. Był mądry życiowo na podobnym poziomie co on, chociaż czasami ich wiedza mocno rozmijała się przez życiowe doświadczenia. I był spostrzegawczy. Tak, niby był jednocześnie durniem unikającym patrzenia na to co powinien, ale Flynn był pewien, że przymykał to oko z czystej miłości właśnie. I z tej czystej miłości tak wiele zauważał. Wiele jego uwag mu wadziło, ale przecież ich potrzebował. Dzięki niemu przytył, był zdrowszy, wreszcie przestał wyglądać jak trup. Może i zdarzało mu się być zapominalskim, ale... był też tak permanentnie wymęczony przymusem trzymania tego wszystkiego w ryzach, żeby się nie rozpadło. Jednocześnie był taki... delikatny. Powolny w dobrym tego słowa znaczeniu - jeżeli ktoś uważał je tylko i wyłącznie za obelgę, to nigdy nie miał go w łóżku i...
I co? Wielu ludzi próbowało o niego dbać, wielu ludzi uważał za atrakcyjnych, wielu mu się podobało, wielu poznał mądrych, spostrzegawczych, utalentowanych. Z wieloma spał i tworzył związki, krótsze i dłuższe relacje. Ale to wcale nie znaczyło, że ich kochał.
I dobrze, że tak mało osób miało go w łóżku, bo w swojej hipokryzji Flynn niekoniecznie spieszył się do słuchania o igraszkach z kimś innym. Miał jakieś przebłyski myśli, czy mogliby tak żyć, dzieląc się sobą z innymi, ale... Skoro Alexander nie myślał o tym jak on, skoro nie potrafił wyobrazić sobie nikogo innego obok siebie, to Flynn czuł wyraźnie, że on zostałby zastąpiony. Jedna miłość wymieniona na drugą miłość, nie dało się mieć obu naraz, tak?
- Wszystkiego najgorszego, czyli czego? Czy to jest... gorsze?
To, że go kochał, ale nie tak jak on chciałby być kochany.
- Tak, t-to było szczere - znowu wpakował sobie paznokcie do gęby, a to znaczyło, że do końca szczery to on jednak nie był. Kiedy zorientował się, jak szybko został w tym zdemaskowany, odwrócił głowę. - P-pamiętasz ten poranek po tym, jak pie-pieprzyłeś mnie pierwszy raz? Powiedziałeś, że nie ma m-miiejsca na żonę w two-im f-aachu, ale ja zawsze miałem wrażenie... że tak naprawdę to jej potrzeebowałeś. Kogoś, kto by cię oo-odciążył, w-wiesz? Z tego wszystkiego, a-ale - głos mu się jednak złamał - ja nigdy nie p-potrafiłem tego robić. Ci ludzie mnie w wię-ększości nawet n-nie lubią i wcale mnie to nie dziwi. - Bo on nie lubił ich. Zniszczyłby każdego, kto śmiałby im zagrozić, ale to wcale nie wynikało z osobistej sympatii. Ryzykował swoim życiem dla obcych ludzi.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.