09.06.2024, 22:36 ✶
Z Laurencem, kierują się w stronę ogrodów
Camille umoczyła pomalowane na czerwono usta w alkoholu. Ona, w przeciwieństwie do większości gości (jeśli nie wszystkich) mogła pić bez obawy o to, że alkohol będzie miał na nią jakiekolwiek negatywny skutki. Czy jednak ochroniłby ją przed staniem się kapibarą? Nie była pewna, dlatego wolała poprzestać na zwykłym, klasycznym trunku. Nie krzywiła się również, gdy wino spłynęło wzdłuż jej przełyku. Było dobre, odpowiednio cierpkie, z bogatym bukietem smakowym i zapachowym. Trzeba było przyznać, że Blackowie i Rookwoodowie się postarali, jeśli chodzi o wybór alkoholi. Przynajmniej tych niemagicznych.
- Możemy, oczywiście - odpowiedziała, delikatnie wsuwając dłoń pod przedramię Lestrange'a. Uśmiechnęła się lekko, przesuwając wzrok po obecnych tu gościach. - Vespera Rookwood... To nie jest przypadkiem córka Chestera Rookwooda?
Zapytała niby od niechcenia, nie dając Laurencowi żadnych podejrzeń, że z ojcem panny młodej mogło ją łączyć kiedykolwiek coś więcej. Nie widziała go tutaj, co było dość... Osobliwe. Kto normalny nie przychodził na ślub i wesele własnej córki? A może po prostu krążył wokół jak cień, starając się weń wtopić, żeby nikt go nie zaczepiał? I chociaż to nie pasowało do Chestera, którego zdążyła poznać, to istniało takie prawdopodobieństwo. Nie zamierzała jednak drążyć specjalnie tego tematu - nie, gdy przechodzili razem z Laurencem do ogrodu, mijając dwie sędziwe damy, które przy kieliszku brandy rozmawiały tak głośno, że nie sposób było nie usłyszeć tego, o czym mówią.
!ciotkaRenata