Mogła być pewna tego, że będzie kojarzył ją z tym kwiatem do końca życia.
Nawet jeżeli kilka minut później sprawiał wrażenie kompletnie zagubionego w tym wszystkim gówniarza.
- Ooo, na kolana to może nie... weź to zrób tak ze... dwadzieścia procent brzydsze, niż widziałaś to w głowie. To nie może kurwa wyglądać jak oświadczyny. - Taak, nie mogło tak wyglądać, dlatego od razu pomyślało pierścionku, a nie o kolczyku, chociaż Laurent też przebijał sobie uszy. Zaczął zastanawiać się kogo bardziej oszukuje - jego czy siebie, ale... niezależnie od prawdy czuł w środku, że tak było lepiej dla absolutnie wszystkich. Prewett powiedział mu przecież, o jakiego typu relacji marzył, a on nie mógł mu jej dać. Przez moment przeszło mu przez myśl - a może popełnił błąd, odganiając go od Fantasmagorii, może to właśnie w cyrku blondyn mógł znaleźć swój pojebany azyl, ale później zobaczył płaczącego nad tym wszystkim Alexandra i nigdy więcej nie wziął tego scenariusza pod uwagę. Nie miał serca zaproponować tego któremukolwiek z nich. - To jest ta część, przed którą musisz się napić. - I on też sobie teraz nie pożałował. Wypił jeszcze, a później zniżył głos do szeptu. - Viorica, ja mam dwóch facetów i bardzo ich kocham, a to nie jest dla żadnego z nich. - Zabrał ręce z blatu i złączył ze sobą dłonie. Znała go już na tyle, żeby nie musieć zaglądać pod blat - nerwowo skubał teraz swoje paznokcie, zaraz zacznie je obgryzać. - To jest dla Lukrecji. - Nie użył jego imienia, celowo się dystansując, chociaż kilkanaście dni temu rozmarzony pytał go o to, czy mógłby się w nim zakochać... Jednak był pieprzonym manipulantem, tylko jednocześnie nieudolnym. - Bo Dante wrócił i go zastrasza. Typ nie może oddychać, powiedział mi, że ma problemy z sercem. Jak mówisz o tym pocieraniu, to ja sobie od razu wyobrażam, że ma skrępowane ręce i chuja z tego wszystkiego wychodzi.
Oh powiedział mu o wiele więcej. O tym, że jest wart tyle, ile warte jest jego ciało. O byciu zazdrosnym, że Flynn miał Alexandra i jakieś miejsce na ziemi, że do kogoś przynależy i na niego czeka. O tym, że jego ojciec siedział spokojnie i obserwował to, jak jego syn się dusi. Brzmiało to wszystko dramatycznie, a zmartwienie, jakie dało się dostrzec w oczach akrobaty, mogło stawiać go w dosyć opiekuńczej, dobrej pozycji, ale nic w tej historii nie było piękne. Prewett mu tego nie opowiedział z własnej woli, tylko odurzony eliksirem prawdy. Po tym, jak w szale skopał go w brzuch i przerażonego, obolałego zaciągnął do wozu na przesłuchanie.
A na ten tekst o imprezowaniu zaśmiał się. Przewidywalnie uniósł rękę do ust i obgryzł skórkę przy paznokciu, na moment odwracając od niej wzrok.
- Nigdzie się nie wybieram. Pewnie się zdziwisz, gdzie znowu mieszkam. A... a ty? Do ciebie też się odezwał?
Niby nic nie obiecał, ale to, co mówił, wyraźnie sugerowało, że był w stanie pokazać jej swoje obecne życie.
Nawet jeżeli kilka minut później sprawiał wrażenie kompletnie zagubionego w tym wszystkim gówniarza.
- Ooo, na kolana to może nie... weź to zrób tak ze... dwadzieścia procent brzydsze, niż widziałaś to w głowie. To nie może kurwa wyglądać jak oświadczyny. - Taak, nie mogło tak wyglądać, dlatego od razu pomyślało pierścionku, a nie o kolczyku, chociaż Laurent też przebijał sobie uszy. Zaczął zastanawiać się kogo bardziej oszukuje - jego czy siebie, ale... niezależnie od prawdy czuł w środku, że tak było lepiej dla absolutnie wszystkich. Prewett powiedział mu przecież, o jakiego typu relacji marzył, a on nie mógł mu jej dać. Przez moment przeszło mu przez myśl - a może popełnił błąd, odganiając go od Fantasmagorii, może to właśnie w cyrku blondyn mógł znaleźć swój pojebany azyl, ale później zobaczył płaczącego nad tym wszystkim Alexandra i nigdy więcej nie wziął tego scenariusza pod uwagę. Nie miał serca zaproponować tego któremukolwiek z nich. - To jest ta część, przed którą musisz się napić. - I on też sobie teraz nie pożałował. Wypił jeszcze, a później zniżył głos do szeptu. - Viorica, ja mam dwóch facetów i bardzo ich kocham, a to nie jest dla żadnego z nich. - Zabrał ręce z blatu i złączył ze sobą dłonie. Znała go już na tyle, żeby nie musieć zaglądać pod blat - nerwowo skubał teraz swoje paznokcie, zaraz zacznie je obgryzać. - To jest dla Lukrecji. - Nie użył jego imienia, celowo się dystansując, chociaż kilkanaście dni temu rozmarzony pytał go o to, czy mógłby się w nim zakochać... Jednak był pieprzonym manipulantem, tylko jednocześnie nieudolnym. - Bo Dante wrócił i go zastrasza. Typ nie może oddychać, powiedział mi, że ma problemy z sercem. Jak mówisz o tym pocieraniu, to ja sobie od razu wyobrażam, że ma skrępowane ręce i chuja z tego wszystkiego wychodzi.
Oh powiedział mu o wiele więcej. O tym, że jest wart tyle, ile warte jest jego ciało. O byciu zazdrosnym, że Flynn miał Alexandra i jakieś miejsce na ziemi, że do kogoś przynależy i na niego czeka. O tym, że jego ojciec siedział spokojnie i obserwował to, jak jego syn się dusi. Brzmiało to wszystko dramatycznie, a zmartwienie, jakie dało się dostrzec w oczach akrobaty, mogło stawiać go w dosyć opiekuńczej, dobrej pozycji, ale nic w tej historii nie było piękne. Prewett mu tego nie opowiedział z własnej woli, tylko odurzony eliksirem prawdy. Po tym, jak w szale skopał go w brzuch i przerażonego, obolałego zaciągnął do wozu na przesłuchanie.
A na ten tekst o imprezowaniu zaśmiał się. Przewidywalnie uniósł rękę do ust i obgryzł skórkę przy paznokciu, na moment odwracając od niej wzrok.
- Nigdzie się nie wybieram. Pewnie się zdziwisz, gdzie znowu mieszkam. A... a ty? Do ciebie też się odezwał?
Niby nic nie obiecał, ale to, co mówił, wyraźnie sugerowało, że był w stanie pokazać jej swoje obecne życie.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.